Motoryzacyjną historię Tucholanki opowiada nam Zbigniew Brzuchalski. Na archiwalnym zdjęciu d lewej: Zbigniew Brzuchalski, Franciszek Liegmann i Zbigniew Kilichowski.
A oprócz tego np. współpraca z żużlowcami bydgoskiej Polonii, podróże - od stara z przyczepą na twardych ławkach po autokar z prawdziwego zdarzenia. Wszystko to niegdyś istniało w stolicy Borów Tucholskich. Podróż przez dziesięciolecia wspólnie ze Zbigniewem Brzuchalskim, pozwoliła przypomnieć wiele wydarzeń, którymi żyła Tuchola. Czas na dwuczęściową historię sekcji motorowej tucholskiego klubu, niestety już nieistniejącej. Odświeżamy oś czasu z racji jubileuszu MLKS-u Tucholanka Tuchola.
Czy ktoś z młodych ludzi wie, iż poza dzisiejszą Cross Akademią istniała w Tucholi inna sekcja motorowa i to w ramach klubu Tucholanka? Dzięki gościnności i świetnej pamięci Zbigniewa Brzuchalskiego, który aktualnie w Wielkim Mędromierzu prowadzi Izbę Pamięci Zabytków Techniki i Motoryzacji możemy udać się w odległą podróż z odgłosem silników w tle, zapachem smarów, spalin...

Właściciel uroczego miejsca, gdzie czas się zatrzymał, opowiedział długą historię sekcji motorowej, która przeżywała wzloty i upadki, ale istniała do momentu, w którym umarła naturalną śmiercią, jak określa to rozmówca. On sam był od pokoleń skazany na motoryzacyjny żywot, bo jego dziadkowie jeszcze przed wojną mieli w Tucholi pierwszą taksówkę. Sam Zbigniew Brzuchalski wyrastał w cieniu aut i motocykli, podglądał naprawy, przebywał w warsztatach, później pracował w transporcie. Dziś - obok niestety nieobecnego z ważnych powodów Łodzimierza Józepczuka - nie ma wielu ludzi, którzy tworzyli sekcję, jeździli na zawody, rasowali silniki, byli z motocyklami i gokartami za pan brat. Nieprzypadkowo pojawiły się gokarty, bo takie zawody były ewenementem w życiu Tucholi.
- Izba pamięci to wszystko, co udało się zebrać, zachować, zakonserwować, odnowić w miarę możności i ulokować w jednym miejscu - opowiada Zbigniew Brzuchalski. - W tym wąskim, ale długim pomieszczeniu znajduje się kilka dekad w postaci sprzętu nie tylko motoryzacyjnego. W 2003 zawiązało się Tucholskie Stowarzyszenie Pojazdów Zabytkowych, zaś nasza izba została otwarta w 2014 roku.
Najstarsze wspomnienia spisane z życia sekcji motorowej to jej powołanie do życia zaraz po wojnie. W 1945 roku powstał Harcerski Klub Sportowy, który później zmieniał swoją nazwę (Gwardia - Ogniwo - Sparta). W określeniu rozmówcy były to struktury zjednoczone pod nazwą Tucholanka. Pierwszy duży rajd motocyklowy odbył się w 1949 roku. Kilka lat później był to LZS Tucholanka pod rządami Kazimierz Libery. Kupiono wówczas nowe motocykle i zawodnicy mieli obowiązek brania udziału we wszystkich zawodach. Dużą prezentację pełnej sekcji stanowił pochód pierwszomajowy w 1957 roku, odnotowany w notatkach Zbigniewa Brzuchalskiego.
- Niestety sekcja motorowa w 1959 roku przestała funkcjonować, na rok zawiesiła działalność - mówi były jeździec Tucholanki. - W 1960 roku grono zapaleńców znów ożywiło sekcję, a rok później cała Tucholanka miała łącznie z motocyklistami dziesięć sekcji sportowych różnych dyscyplin.
Chude lata sześćdziesiąte nie rozpieszczały sekcji motorowej. musiała znów zniknąć z życia sportowego Tucholanki na okres 1963-1965. Tu pojawiają się ważne personalia. Antoni Giłka jeden z ludzi, których działania doprowadziły do kolejnego wskrzeszenia sekcji w połowie lat 60. XX wieku. Równie istotne są trzy nieformalne podziały sekcji na cross, rajdy motocyklowe i karting. Wkrótce też tucholscy motocykliści - sportowcy zaczęli być wspierani przez Polki Związek Motorowy, co i tak nie uchroniło sekcji przed trzecim kryzysem w roku 1969. Kolejny etap to początek lat 70., gdy ster przejął Witold Żółkiewicz, który zmienił także nazwę sekcji na Ludowy Klub Turystyczny. Zmierzch sekcji to rok 1976.
- Ten rok to orientacyjne zakończenie sportowej działalności grupy - podsumowuje ten wątek Zbigniew Brzuchalski. - Zabrakło sportowego ducha, ludzie stali się bardziej dojrzali, zmieniły się priorytety, kierunki spoglądania na świat. Zmieniała się technologia, a sama sekcja nabrała charakteru bardziej rekreacyjnego, krajoznawczego. Pozostały: wspomnienia, sylwetki ludzi, ich twarze, dokumenty i zapiski, zdjęcia i stojące obok nas motocykle.

Od lewej: Zbigniew Brzuchalski, Franciszek Liegmann i Zbigniew Kilichowski.
Mentorem wielu zawodników, w tym osobistym guru sportów motocyklowych dla Zbigniewa Brzuchalskiego był Franciszek Liegmann. Dziś ponad dziewięćdziesięcioletni mężczyzna mógłby nadal być wzorem sportowca, o czym nie mieszkał wspomnieć nasz rozmówca.
- Franciszek Liegmann był jednym z najlepszych jeźdźców sekcji motorowej szybko stał się kimś, kogo chciałem naśladować i stąd chęć dołączenia do braci na motocyklach - wyznaje Zbigniew Brzuchalski. - Dostałem deklarację do wypełnienia przez rodziców z racji mojej niedorosłości, ale nie doniosłem jej do domu, bo obawiałem się, że rodzice jej nie podpiszą. Znałem podpis ojca i na kolenie podpisałem dokument bez jego wiedzy i zgody.

Od tego czasu i posiadania pierwszego motocykla można było odbywać treningi w wielu miejscach jak na niewielkie miasto i tamte czasy. Szczególnie pierwsza i główna część sekcji, czyli motocrossowa, miała szerokie pole do popisu i równie bogaty wybór miejsca do jazdy. Pojawili się rewelacyjni jeźdźcy, można było też obserwować wyścigi na ulicach Tucholi.
Wszystko to pojawi się w drugiej części historii sekcji motorowej tucholskiego klubu.

Była sekcja, były starty i sukcesy. Z kolekcji Zbigniewa Brzuchalskiego jest sporo dyplomów.

W Tucholi było wówczas dużo miejsca, by trenować na motocyklu. Przestrzeń dawała wiele możliwości.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz