Nasi plecionkarze. Od lewej Hanna Behrendt, Jolanta Bagorska, Henryk Tyda, Anna Przytarska. Z prawej Marzena Przytarska
- To nie tylko prestiż, ale przede wszystkim potwierdzenie, że praca wykonywana w warsztatach w całej Polsce ma znaczenie globalne. To dowód, że tradycja, która powstaje w naszych dłoniach, jest częścią światowego dziedzictwa - mówi Wojciech Świątkowski, prezes Stowarzyszenia Polskich Plecionkarzy. Plecionkarstwo ma silny związek z Borami Tucholskimi i naszą kulturą.
Tradycja plecionkarstwa z Polski została oficjalnie wpisana na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości UNESCO. Wręczenie wpisu odbyło się 10 grudnia 2025 roku podczas 20. Sesji Międzyrządowego Komitetu ds. Ochrony Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w New Delhi w Indiach. To wiklinowe kosze, słomiane naczynia, misterne formy wyplatane z korzeni drzew i plecionka sznurowa – ta znana od stuleci sztuka rękodzieła właśnie zyskała należne światowe uznanie. Plecionkarstwo w Polsce ma wielowiekową tradycję, a podstawowym surowcem wykorzystywanym w tej sztuce zawsze były materiały pochodzenia roślinnego: łodygi traw, słomy, korzenie sosny czy jałowca. Najważniejszym materiałem pozostaje jednak wiklina, która stanowi dziś blisko 90 proc. wykorzystywanego surowca. Wyplatanie koszy, naczyń, pojemników i ekskluzywnej galanterii jest jedną z najstarszych gałęzi rzemiosła w naszym kraju. Historycznie najbardziej charakterystycznym produktem plecionkarskim była samołówka (więcierz, wiersza do łowienia ryb), a rozwój rzemiosła na przestrzeni wieków wspierali osadnicy, głównie Olendrzy, poczynając od średniowiecza do połowy XIX w. Od drugiej połowy XIX w. oraz w pierwszej połowie XX w. znaczący wpływ na kształt współczesnego plecionkarstwa miało szkolnictwo kierunkowe, kursy i spółdzielczość rozwijająca się m.in. w Galicji, Wielkopolsce i na Pomorzu, gdzie tradycje te są pielęgnowane do dziś (np. warsztaty plecionkarskie i wikliniarskie). Obecnie głównymi rejonami, w których działają plecionkarze i wikliniarze, jest Wielkopolska (okolice Nowego Tomyśla), rejon Podkarpacia, Mazowsze, Bory Tucholskie i Kaszuby.
Plecionkarstwo w Borach Tucholskich ma bardzo starą metrykę, zadziwia nieprzemijalnością, wielością materiałów, technik i form. Zachowanie do naszych czasów tego ludowego rękodzieła zawdzięczać należy samowystarczalnym w przeszłości borowiackim gospodarstwom. Wyrabiano wiadra, różnego rodzaju kosze i pojemniki, miarki do zboża, tacki, skrzyneczki a także sprzęty domowe codziennego użytku. Dużą rolę odegrały warunki fizjograficzne, organizowanie w czasach zaboru „przemysłu domowego” oraz rodząca się w II Rzeczypospolitej idea regionalizmu. Wiemy to z badań publikowanych przez etnografów polskich i niemieckich, zasobów archiwów oraz z prasy wielkopolskiej i pomorskiej. Należy przypomnieć postać dra Kazimierza Karasiewicza, który przy „Spółce”(polska organizacja ekonomiczno-gospodarcza) wspólnie z wikarym Kiedrowskim i właścicielem gospodarstwa Warczakiem z Koślinki (dzisiejszej ul. Głównej) założył w 1897 r. szkółkę koszykarską. Tajniki „ludowego rzemiosła” zgłębiało w niej 30 osób. W tym samym czasie w Śliwicach ks. Stanisław Sychowski zorganizował szkółkę koszykarską z myślą o stworzeniu możliwości zarobkowych w miejscu zamieszkania, a nie „na saksach”. Swoje doświadczenia w tym zakresie opublikował w pracy ”O przemyśle domowym w Borach Tucholskich”. W międzywojniu, kilka lat po odzyskaniu przez Tucholę i powiat niepodległości za sprawą Powiatowej Komisji Kulturalno-Oświatowej rozbudzona została potrzeba pielęgnowania sztuki ludowej i folkloru. Głównym propagatorem idei regionalizmu było Towarzystwo Popierania Przemysłu Ludowego, które organizowało kursy, odczyty i wystawy sztuki ludowej. Za sprawą Ferdynanda Kupki, kierownika Szkoły Wydziałowej w Tucholi została powołana szkółka koszykarsko-plecionkarska, nawiązująca do tradycji szkółkarskiej z okresu zaboru.
Także po II wojnie światowej czynione były starania dla reaktywowania tradycyjnego plecionkarstwa. W II połowie lat 60-tych ubiegłego wieku w Iwcu Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego „ART. – Region” z Sopotu organizowała kursy plecionkarstwa. Część uczestników tych kursów współpracowała potem z tą spółdzielnią zarobkowo. W historię sztuki ludowej w Borach Tucholskich wpisały się nestorki i nestorzy plecionkarstwa: Franciszka Ciżmowska, Otylia Rydzkowska, Barbara i Renata Kulbaki z Iwca, Antoni Hapka Kaszuba osiedlony w Legbądzie oraz Edmund i Stanisław Piesikowie z Koślinki koło Legbąda.
Dzisiaj tradycje dawnego plecionkarstwa podtrzymują Hanna Behrendt i Anna Przytarska – utytułowane Twórczynie Ludowe z certyfikatami, niekwestionowane mistrzynie plecionki spiralnej, wytwórczynie ekskluzywnej galanterii plecionkarskiej. To nagradzane i wyróżniane uczestniczki Światowych Festiwali Wikliny i Plecionkarstwa oraz krajowych i międzynarodowych konkursów plecionkarskich. Anna Przytarska uczestniczyła w konferencjach przygotowujących materiały do wniosku o wpis na listę UNESCO. Koszykarstwo tradycyjne (kosze - kipy, macki, kobiałki i inne) z powodzeniem uprawiają nagradzani i wyróżniani w konkursach na współczesną sztukę ludową Henryk Tyda i Jolanta Bąborska. Wyplataniem z wikliny zajmuje się Marzena Przytarska, również Anna Przytarska. Obie prowadzą warsztaty wyplatania z wikliny. Makramą, czyli sztuką wiązania sznurka, która razem z plecionkarstwem i wikliniarstwem została wpisana na listę zajmuje się Wiesława Kolc. Jej prace wykonywane ze sznurków bawełnianych, lnianych i konopnych zachwycają bogactwem wzorniczym, precyzją i nienaganną techniką wykonania.
Wpisanie tego ludowego rzemiosła artystycznego uważanego za współczesną sztukę ludową na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości UNESCO ma na celu ochronę i promocję plecionkarstwa jako żywej tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. To szansa na rozwój tego unikalnego rękodzieła poprzez warsztaty, wystawy i projekty edukacyjne, które pozwolą młodszym pokoleniom odkrywać jego bogactwo i zapewnią międzypokoleniowy przekaz tej tradycji” - napisano na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. I niech tak się dzieje!

Nasi plecionkarze. Od lewej Hanna Behrendt, Jolanta Bagorska, Henryk Tyda, Anna Przytarska

Marzena Przytarska przy pracy.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz