Wiadomości

Zamknij

To zagrożenie ekologiczne

Zuza Kasprzyk 11:30, 28.02.2013 Aktualizacja: 19:16, 21.10.2025
Skomentuj To zagrożenie ekologiczne

Już w dniu, kiedy nastąpiło przerwanie tamy na rzece Stążce, usłyszeliśmy słowa ?zagrożenie ekologiczne? czy nawet ?katastrofa ekologiczna?. Na razie zniszczeniu uległa przede wszystkim stara infrastruktura ? pozostałość po młynie. Inne ? przyrodnicze skutki ? mogą być jednak nieporównywalnie poważniejsze.

W osadzie Rudzki Młyn (gmina Cekcyn) doszło do przerwania tamy, pozostałości po starym młynie, będącej w fatalnym stanie technicznym. Grobla spiętrzała w tym miejscu od ponad stu lat rzekę Stążkę. Według danych z geoportal.gov.pl, lustro wody na silnie zarośniętym rozlewisku miało około 6 ha. Zdarzenie miało miejsce 27 lutego.

Syzyfowa praca strażaków

Początkowe informacje przekazane (w dniu przerwania tamy) przez dowódcę akcji st.kpt. Krzysztofa Łangowskiego budziły niepokój. To on pierwszy zwrócił uwagę na ewentualne zagrożenie dla środowiska przyrodniczego. Mówił także o prawdopodobnym zagrożeniu dla mostu w Świcie. Strażacy uporali się jednak z tym szybko. Więcej problemów sprawiała próba zablokowania spływu wody ze zbiornika. Strażacy układali worki z piaskiem. Silny nurt nie ułatwiał zadania. Zwieziono dwie wywrotki piasku. Jeszcze tego samego dnia podczas akcji betonowe elementy infrastruktury zaczęły pękać i osuwać się do wody. Obecnie widać podmyte brzegi i osypującą się do wody ziemię w miejscu, gdzie stoją zdewastowane elementy grobli. Do ratowniczej akcji ściągnięto strażaków ochotników z gminy Cekcyn (m.in. Nowego Sumina, Zdrojów, Cekcyna). Niestety ich praca okazała się syzyfowa. Piaskowa zapora nie powstrzymała natury.

„Jeszcze nie można mówić, że to zostało utracone”

Dyrektor Tucholskiego Parku Krajobrazowego Remigiusz Popielarz podkreśla, że okolice rzeki Stążki są wartościowe pod wieloma względami. Oprócz oczywistych walorów – krajobrazowych, rzeka ma funkcję edukacyjną i duże walory przyrodnicze. W biegu rzeki są dwa rezerwaty przyrody „Źródła rzeki Stążki” i „Bagna nad Stążką”. Rzeka uchodzi do Brdy na terenie rezerwatu „Dolina rzeki Brdy” i leży na terenie Tucholskiego Parku Krajobrazowego. Cały teren należy do obszaru NATURA 2000 Bory Tucholskie (dyrektywa ptasia). Dodatkowo okoliczne obszary chronione stanowią strefę centralną Rezerwatu Biosfery UNESCO Bory Tucholskie. Anna Wedel-Sala starszy specjalista ds. ochrony lasu, ochrony przyrody i edukacji leśnej z nadleśnictwa Tuchola mówi, że tereny zbiornika nie były inwentaryzowane pod kątem siedlisk chronionych bo teren nie należy do Lasów Państwowych. O tym, że okolice zbiornika wodnego w Rudzkim Młynie stanowią ostoję wielu gatunków chronionych, informuje „Tygodnik” dyrektor TPK.

– Oficjalnie nie prowadziliśmy inwentaryzacji gatunkowej na tym terenie. Jednak dało się zaobserwować tam takie gatunki, jak żurawie, czaple, łabędzie, gągoły, drapieżne gatunki ptaków.

– Dyrektor informuje, że nie prowadzili inwentaryzacji ewentualnych stanowisk lęgowych ptaków. Dodaje, że siedliska podmokłe są również bogate w chronioną florę.

– Były tam grzybienie [tzw. lilie wodne – przyp. red.], grążele i z pewnością wiele innych gatunków chronionych. Granice systemów wodno-lądowych są niszą ekologiczną dla tego typu gatunków. Jeszcze nie można mówić, że to zostało utracone.

Jest zagrożenie dla Brdy?

Jak wyjaśnia „Tygodnikowi” dyrektor TPK Remigiusz Popielarz, zbiornik był miejscem prowadzenia zajęć terenowych dla studentów z wymiany międzynarodowej ERASMUS, odbywających zajęcia na bydgoskim Uniwersytecie Techniczno-Przyrodniczym. Był też przykładem małej retencji wodnej. Dyrektor informuje, że legalność postanowienia sprzed ponad stu lat dotyczącego budowy młyna można kwestionować, jednak nie sposób nie zauważyć, że infrastruktura o charakterze antropogennym [zbudowana przez człowieka – przyp.red.] zdążyła się już z przyrodą zintegrować. Zniszczenie tej grobli jest stratą nie tylko z punktu widzenia technicznego.

– Z ekologicznego punktu widzenia jest to strata. To był przykład takiego użytkowania środowiska przyrodniczego, który przynosi korzyści – mówi dyrektor Popielarz.

Dyrektor zwraca uwagę na pewien aspekt sprawy:

– To zdarzenie może spowodować szkodę na rzece Brdzie. Ze zbiornika wypłynęły olbrzymie masy biologiczne. Może to wpłynąć na stosunki ekologiczne. Rzeka Brda posiadająca zdolność do samooczyszczania prawdopodobnie sobie z tym poradzi. Jednak jest to rezerwat i możliwości ewentualnego porządkowania są mniejsze.

Zarząd melioracji chciał mieć pieczę nad tamą

Dyrektor kujawsko-pomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych we Włocławku Franciszek Złotnikiewicz wyjaśnia, że zarząd występował do starostwa powiatowego w Tucholi z wnioskiem o przekazanie rzeki i gruntu pod nią do skarbu państwa.

– Zarząd nie ma podstawy prawnej, żeby zadziałać – dyrektor tłumaczy, że wszelkie działania mające na celu przywrócenie tej grobli nie są możliwe ze względu na to, że grunt nie jest mieniem skarbu państwa.

– Chcieliśmy przejąć rzekę. Była decyzja odmowna, odwołaliśmy się do sądu rejonowego – wyjaśnia, że sąd przychyla się do zdania właścicieli gruntu. Gdyby zarząd miał pieczę nad tamą, mógłby na bieżąco sprawdzać jej stan techniczny. Dyrektor zarządu sugeruje, że zniszczenie zastawki może zmienić stosunki wodne i niekorzystnie wpłynąć na środowisko.

– A właściciele będą musieli przywrócić odpowiednie stosunki wodne – dodaje.

Rozprawa w sądzie miała miejsce na... 2 dni przed zdarzeniem

Jak mówi „Tygodnikowi” Stanisław Rzepiński z wydziału geodezji, gospodarki nieruchomościami i zasobami przyrody z tucholskiego starostwa sprawy własności okolic tamy nie są do końca uregulowane. Woda spływa w tym miejscu na działkę, która jest własnością prywatną. Dodatkowo przez groblę przebiega droga gminna (gmina Cekcyn), której na gruncie już nie widać, ale w dokumentach pozostaje. Rzepiński informuje, że właściwe koryto rzeki jest w innym miejscu – to, w którego biegu była zapora, jest korytem roboczym i służyło do napędzania turbin nieistniejącego już młyna. Pracownik starostwa zapytany o ewentualne przywrócenie tamy na rzece mówi: – Nie wiadomo nawet, kto powinien odpowiadać na to pytanie. Z prawnego punktu widzenia wody mające charakter przepływowy powinny być mieniem skarbu państwa.

W wielu przypadkach tak jednak nie jest. Również w tym. Jak informuje Stanisław Rzepiński, obecnie sprawa dotycząca własności jest w sądzie. Cała procedura dotycząca ustalenia własności zaczęła się w 2010/2011 roku. Sąd podejmie próbę oceny, czy rozlewisko powyżej tamy jest wodą płynącą, czy tylko rzeką Stążką przepływająca przez rozlewisko. Osoby fizyczne posiadające działkę wynajęły biegłego, który w swojej ekspertyzie wyjaśnia, że jest to woda stojąca. Tymczasem biegły sądowy udowadnia, że woda jest płynąca. Rzeka sama pokazała, że wodą stojącą nie jest. Jedna z rozpraw w sprawie miała miejsce na... 2 dni przed uszkodzeniem tamy. Kolejna sprawa odbędzie się w kwietniu.

O stanie technicznym tamy mówiło się już w zeszłym roku

„Tygodnik” skontaktował się z sekretarzem koła PZW w Cekcynie Janem Glazikiem. Gospodarkę wędkarską na tej rzece prowadzi właśnie to koło. Koło 1,5 roku walczyło o uznaniu zbiornika jako zbiornik PZW. Stało się to 2 lata temu. Wędkarze regularnie monitorowali stan zbiornika.

– Pierwsze niepokojące sygnały pojawiły się zeszłej wiosny. Grobla zaczęła przeciekać, po prawej stronie, nie przy głównej zaporze. Wędkarze to zabezpieczali – mówi „Tygodnikowi” Jan Glazik i dodaje, że próbowali zainteresować sprawą różne instytucje. Ze względu na skomplikowane kwestie własności nikt nie mógł zadziałać. Wędkarze działali we własnym zakresie.

– Prawdopodobnie bobry miały udział w zniszczeniu tamy. Od Świtu w górę rzeki widać obecność tych zwierząt. Przy zaporze było widać, że bobry wchodziły do wody i prawdopodobnie podkopały jej brzegi. – informował sekretarz.

– Jest konieczność odbudowania tej grobli. Chodzi przede wszystkim o środowisko. Tam było mnóstwo zwierząt i ptactwa – podkreślał sekretarz. Wędkarze wzięli sprawy w swoje ręce i własnym sumptem zakupili worki i ułożyli dodatkowe zabezpieczenia na prowizorycznej tamie zbudowanej przez strażaków. Kiedy odwiedziliśmy teren we wtorek, faktycznie było widać, że udało się im przyblokować szybki wypływ wody ze zbiornika. Wody jest ok. 30 cm. Spotkany na miejscu wędkarz, który przyjechał obejrzeć efekty zdarzenia, powiedział nam, że zbiornik miał kilka metrów głębokości i był silnie zamulony. Wyjaśnił też, że widoczne na miejscu pomosty, stojące obecnie jakiś metr powyżej wody (właściwie lodu) wcześniej były całkowicie zatopione.

(Zuza Kasprzyk)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%