Zamknij

Mikołaj Brzeziński ze złotem! Triumfalny powrót z mistrzostw (RELACJA + FILM)

09:53, 03.11.2020 | (red.). Film: Sławomir Świetlik
Skomentuj
REKLAMA

Dwaj bokserzy z Tucholi spędzili ważny w karierze czas na Lubelszczyźnie. Mikołaj Brzeziński przyjechał ze złotem mistrzostw Polski podczas olimpiady młodzieży! 

Jeszcze przed wyjazdem  młodzi sportowcy oczekiwali tylko tego, by po występie na mistrzostwach kraju podczas olimpiady młodzieży nie mieć sobie niczego do zarzucenia. Nasza rozmowa z oboma sportowcami nie pozostawiła wątpliwości: wojownicy w ringu są spełnieni, choć zajęli różne lokaty. Na kilkudniowej imprezie sportowej w Kraśniku – Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży - pobyt dwóch tucholan zaczął się w jednym dniu, jednak jeden z nich wrócił szybciej. Był to Mikołaj Cieślik, mniej doświadczony i debiutujący w ogólnopolskim wydarzeniu tej rangi. Na początku dla każdego uczestnika najważniejsze było losowanie rywala w ringu. Mikołaj Cieślik występował w kategorii kadet do 60 kilogramów. Trafił w pierwszej drabince, bo taki był system rozgrywek bokserskich, na Nikodema Kamrowskiego – wicemistrza Polski z Obry Zbąszyń. Ta walka okazała się przegrana jednogłośnie na punkty. Choć tucholanin zgodził się z werdyktem, ma swoje zdanie na temat przebiegu pojedynku.

 - Powalczyłem we wtorek na maksimum swoich możliwości – mówi Cieślik. - W ringu od początku trwała wymiana ciosów bez żadnej szczególnej przewagi i bez tego decydującego uderzenia. Przeciwnik był niższy i silny, ale wielce mu nie ustępowałem. Jednak na tym występie w ringu zakończyła się moja przygoda z tą imprezą. Dałem z siebie wszystko, nie mam sobie nic do zarzucenia, jednak jestem nieco zawiedziony.

Mikołaj jednak ma szansę powołania do kadry narodowej, o czym dowiedział się nieoficjalnie. Na razie uważa, że nie ma sensu więcej o tym mówić, bo – jak podkreśla rozmówca – niech najpierw słowa staną się faktami, a będzie temat do rozmowy.

Cieślik wrócił z dalekiego wyjazdu do domu w środę i walki kolegi mógł śledzić przed własnym komputerem, bo w sieci na żywo transmitowano olimpiadę z Kraśnika. Ostatecznie młody bokser został sklasyfikowany na piątym miejscu. Wciąż jednak wszystko przed nim – przede wszystkim czas, który działa na korzyść każdego chyba sportowca. Mikołaj Cieślik twierdzi, że zrobi wszystko, by zapracować na przyszły sukces.

Złoto na szyi – przewidywania się sprawdziły

Drugi z Mikołajów - Brzeziński, który też trenuje w chojnickim Gruchała Boxing Team, miał nieco dłuższą drogę w ringu, którą przebył przede wszystkim zwycięsko, ponadto nielekko. Jak sam potwierdził, złoto czuje się w kościach i mięśniach. W kategorii kadet ciężkiej (80 kg +) pierwszy raz w Kraśniku tucholanin rękawice skrzyżował z zawodnikiem LKS-u Niedźwiedź Kętrzyn. Późniejszy mistrz Polski z Tucholi wygrał całą walkę na punkty 5:0. Podczas olimpiady trwały one trzy rundy po dwie minuty. Mikołaj jako najtrudniejszą rundę pojedynku w drodze po tytuł mistrza kraju wspomina właśnie tę pierwszą. Mówi, że kolejne dwie były lżejsze, łatwiejsze, choć musiał cały czas kontrolować sytuację, bo jedno odsłonięcie się mogło grozić porażką.

 - Ważne było, bym nie stracił na sekundę nawet czucia walki – mówi Mikołaj. - Cenne było zwycięstwo o tyle, że po tej walce podium znalazło się w zasięgu ręki. Musiałem iść za ciosem, dosłownie. Nasze walki obserwowała legenda polskiego boksu – Grzegorz Skrzecz.

W drugiej walce tucholanin trafił na mistrza Polski z zeszłego roku – Olafa Perę z klubu Ziętek Team Kalisz. Mało tego – rywal Borowiaka to również dwukrotny czempion Polski w kick-boxingu, czego nie tai tucholski mistrz. Mikołaj wygrał 4:1, choć niektóre ciosy dotkliwie odczuł podczas ich wymiany. Jak wspomina, próbował odskakiwać przeciwnikowi i najczęściej się to udawało. Wspomniane dwa trafienia w trzeciej rundzie nie zadecydowały o wygranej kaliszanina. Zwycięstwo w tej walce uskrzydliło Mikołaja, wstąpiły w niego nowe siły. Walka o złoty medal toczyła się między tucholaninem a Samiro Jaśkowiakiem z Carbo Gliwice.

 - Mój rywal wyszedł na ring i wydawał się ociężały, spięty, jednak był szybki na nogach – opowiada Mikołaj Brzeziński. - Miałem wrażenie, że to jednak ja przeważam psychicznie i udowodniłem to w ringu. Wygrałem na punkty i mogłem cieszyć się z tytułu najlepszego pięściarza w tym wieku i kategorii w Polsce.

Gdyby nie oni…

 - … nie osiągnęlibyśmy tego w tak młodym wieku, nie doszlibyśmy do sukcesów, może bylibyśmy w innym miejscu, choć w tym samym czasie – mówi Mikołaj Brzeziński. - Wsparcie trenera i kolegów sprawia, że adrenalina buzuje podwójnie i ciosy same wychodzą. Gdy jest się w ringu, a obok, za linami, ktoś wspiera całym sobą, jest po prostu lżej.

Z Lubelszczyzny bokserzy przywieźli nie tylko poczucie spełnienia i sportowej satysfakcji. Wrócili z bagażem ważnych doświadczeń i przekonaniem, że warto robić coś wielkiego nie tylko dla siebie, ale też dla ludzi, którzy są wsparciem. Dwaj bokserzy mają tu na myśli trenera i najbliższych, kolegów, wszelkich nieznanych im samym sympatyków boksu. Za wszystko dziękują.

((red.). Film: Sławomir Świetlik)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (2)

kibolkibol

5 0

gratulacje!!! 12:11, 04.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

Mikołaj BrzezińskiMikołaj Brzeziński

1 0

dziękuję bardzo;) 19:23, 04.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz