Zatłoczona plaża nad Jeziorem Wielkim Cekcyńskim oznaczała, że dzieje się tam coś ważnego. Nie było chyba w Cekcynie nikogo, kto pytałby, co to za wydarzenie. Promowana od miesięcy i znana z poprzednich sukcesów organizacyjnych impreza sportowa, integracyjna i rekreacyjna, także krajoznawcza w sobotnie przedpołudnie miała swoją kumulację.
Nikt chyba nie zazdrościł sportowcom, którzy dziś przed południem (sobota, 27 czerwca) stawili sie na plaży w Cekcynie, by przygotować się do startu i wziąć udział w CykloCekcynie 2026. Prowadzący całość Tomasz Słomiński - główny organizator z ramienia Cisa Cekcyn i pomysłodawca wydarzenia - kilka razy podkreślił, że w tym dniu każdy zasłużył na wielki podziw, iż nie zrezygnował z rywalizacji na trasach - rowerowej, pieszej i biegowej. Zaznaczył też, że w razie jakiegokolwiek dyskomfortu zawsze można po prostu zejść z trasy i nie będzie to żadem powód do wstydu.
Spośród przyjezdnych na to wydarzenie mnóstwo osób pochodziło z północnej Polski. Byli to mieszkańcy m.in.: Koszalina, Słupska, Trójmiasta. Wszyscy jednym chórem chwalili organizację i możliwość łączenia udziału w CykloCekcynie z pobytem w Borach, dłuższym niż sam start w imprezie. Tym wypowiedziom towarzyszyły uśmiechy, ale też lekka obawa o formę na trasie z racji upału. Ponieważ bezpieczeństwo na takich zawodach jest najważniejsze, każdy z uczestników wypraw rowerowych miał kask, to oczywiste. Poza tym ruchem podczas startów następujących co kwadrans albo pół godziny kierowali strażacy z OSP Cekcyn. Obecny był też radiowóz, który ruszył na początku peletonu. Nad całością czuwali też, poza wymienionym Słomińskim, Izabela Złotowska, Dominik Walenty i Bogusław Krajna.
Startujący, zanim wsiedli na rower albo stanęli na starcie, przeszli odprawę z mapą w ręku. Tomasz Słomiński wszystko wyjaśniał, zwracając uwagę na punkty nawadniania rozlokowane na trasach. Przedstawił też zasady zdobywania punktów. Co ciekawe, na jednym z dystansów w grę wchodziło punktowanie inne niż sama trasa - były przyznawane oczka za minigolf, pływanie czy inne konkurencje. Na linii startu stawały całe rodziny, a szczególne uznanie należy się najmłodszym, którzy bez marudzenia studiowali z rodzicami mapę i ruszali w trasę. Warto także zwrócić uwagę na tych, którzy niejako z góry mieli ciut gorzej, a zdecydowali się wystartować. Na CykloCekcynie pojawił się choćby Michał Hoppe - mieszkaniec gminy, który postanowił przemierzyć 50 km na rowerze, mając protezę podudzia. Michał potwierdził, że przed startem wielokrotnie przemierzał długie dystanse, by ukoronować całość właśnie na CykloCekcynie.
Gdy linia startu opustoszała, zrobiło się nad jeziorem cicho, w wskaźnik czasu podjął pracę. Myśli kibiców skupiały się na tych, którzy ruszyli w leśne ścieżki, by jak najszybciej i - co najważniejsze - cało i zdrowo dotrzeć do mety.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5876"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz