Takie mecze nie tylko zachowują się w pamięci, ale piszą historię regionalnej piłki nożnej i sportu w ogóle. Rawys CEO awansował do IV ligi. To najwyższy szczyt, jaki w swojej historii osiągnął raciąski klub. Radość, wzruszenie, poczucie wyjątkowości chwili - wszystko to złożyło się na potężną fetę radości, która była udziałem tak piłkarzy, jak kibiców.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
MUKS CWZS Bydgoszcz - Rawys CEO Raciąż 0:3 (0:2). Bramki: Kurs (17), samobójcza (38), Mosek (81)
Rawys CEO: Lepak, Prusaczyk, Klessa, Narloch, Kołtonowski (70 Remiszka), Stenwak, Damian Rybacki, Kurs, Mosek, G. Kokoladze (80 Drewek), Prondziński (60 O. Kokoladze)
To dzieje się tu i teraz. Awans stał się faktem, historia tworzyła się przy Sielskiej w bydgoskim Fordonie. Po solidnym meczu i skutecznej grze, z wieloma zwrotami akcji i - przyznajmy - heroiczną postawą zdeterminowanych Bydgoszczan na boisku, Borowiacy otworzyli drzwi do wyższej klasy rozgrywkowej. Do końca sezonu jeszcze dwie kolejki, jednak sprawa awansu rozstrzygnęła się już dzisiaj. Rawys CEO potwierdził, że jest wielki, że ma charakter, że jest godzien wystąpić w szeregu zespołów czwartoligowych. mimo różnych boiskowych losów w myśl zasłyszanego powiedzenia: "Do awansu droga kręta, każdy kibic to pamięta". Nieważna droga, ważne, że pokonana i cel osiągnięty. Zanim strzeliły szampany i wiwatowano na cześć zwycięzców, wyraźnie było czuć w szeregach Rawysa CEO napięcie, jakieś wyczekiwanie, także stres, bo przecież trzeba było wygrać, by sprawa awansu była stuprocentowo pewna już dziś.
Piękna płyta boiska w Fordonie była miejscem, w którym niewiele się działo przez pierwszy kwadrans. Kilka rzutów rożnych, niemrawe strzały, nieskładność w ofensywie - nic nie wskazywało na to, że będzie to porywające widowisko. choć na trybunach wrzało - raciąski klub kibica nie dawał sobie chwili wytchnienia. Zwrot nastąpił w 17 minucie, kiedy płaski i mocny strzał z dystansu Jakuba Prondzińskiego do bramki skierował Marcin Kurs. Raciążanie rozpoczęli wspinanie się na sam szczyt. Po golu Borowiacy ruszyli za ciosem. Atakowali, wymieniając szybko podania, grając na dobieg, świetnie śmigając między młodymi zawodnikami z Bydgoszczy. Zupełnie niepotrzebnie goście "zarobili" dwie żółte kartki - za faul i dyskusję z sędzią. Gospodarze nie mieli pomysłu na akcję bramkową, z kolei Rawys CEO dość łatwo dostawał się na pole karne rywala. Dwa razy przed drugim golem mogły paść bramki. Najpierw po błędzie piłka znalazła się na nodze Arkadiusza Narlocha, ale po strzale futbolówka otarła poprzeczkę. Raz groźnie uderzał z dystansu Prondziński, którego tego dnia rywale nie oszczędzali - często leżał na murawie.
Druga bramka padła pechowo dla miejscowych. W zamieszaniu po rzucie rożnym zasłonięty obrońca skierował z bliska piłkę do własnej bramki. Wspaniałą robotę wykonywał na prawej stronie Tomasz Prusaczyk. Szedł jak taran i często mijał na pełnej prędkości obrońców. Trudno było znaleźć jakąś piętę achillesową w szeregach Rawysa CEO.
W błędzie byłby ktoś, kto przed gwizdkiem na drugą połowę od razu wskazałby jednostronny przebieg gry korzystny dla Rawysa CEO, także wysokie zwycięstwo. Owszem, wynik 3:0 to przekonujący rezultat, jednak sama gra była niezwykle emocjonująca za przyczyną gospodarzy, którzy ambitnie i bohatersko walczyli do samego końca.
Początek był bombowy dla gości. W 46 Kamil Mosek otrzymał świetne podanie od Prondzińskiego i bramkarz z trudem wybronił strzał głową. Kilka minut potem Guladi Kokoladze także głową minimalnie chybił. Jeszcze raz Mosek mógł zmienić wynik, ale w pełnym pędzie blisko bramki pośliznął się i nic z akcji nie wyszło. W 64 minucie jednak nastąpił zaskakujący zwrot akcji. Kontra zmieniła się w kanonadę na bramkę Rawysa CEO. Padły aż trzy strzały w niecałej minucie, w tym obronione przez Jakuba Lepaka; piłka raz trafiła w poprzeczkę i zakończyło się wszystko na strachu. Od tego czasu przez kwadrans to MUKS był drużyną przeważającą. Bydgoszczanie przeprowadzili znów dwie akcje, w których Raciążanie mieli dużo szczęścia. Klasą błysnął Lepak, który wybronił kilka piłek. Ta jeszcze dwa razy trafiła w poprzeczkę. Nie dało się ukryć, że MUKS poczuł wiatr w żaglach, z kolei Rawys CEO miał ostrą zadyszkę. Wielki szacunek należy się młodym piłkarzom znad Brdy za waleczną postawę. Niejeden kibic gości drżał wówczas o to, by sytuacja na boisku nie zmieniła się drastycznie na niekorzyść ulubieńców. W 78 minucie padł najpiękniejszy strzał z dystansu równie najpiękniej obroniony przez Lepaka. To był wspaniały mecz tucholskiego bramkarza.
Rawys CEO w ostatnich dziesięciu minutach wziął się w garść, a gol wyjaśnił ostatecznie sytuację. Damian Rybacki profesorsko rozdzielał piłki, precyzyjnie kierował podania do kolegów. Trzeci gol dla Raciążan to akcja zainicjowana przez Mateusza Remiszkę, który doskonale skierował piłkę do Kokoladze. Jego strzał został obroniony, ale potężna dobitka Kamila Moska z dalszej odległości nie dała szans bramkarzowi. Bydgoszczanie walczyli do końca i minutę przed końcem trafili jeszcze raz w poprzeczkę.
Gdy trwała gra w doliczonym już czasie, przy ławce rezerwowych pojawił się wielki kartom. W środku były okolicznościowe koszulki, które założyli wszyscy piłkarze i część kibiców. Na boisku po ostatnim gwizdku zrobiło się biało - w tym kolorze były T-shirty specjalnie wykonane na okoliczność awansu.
Na trybunach się kłębiło - w ciasną grupę zbili się wszyscy sympatycy Borowiaków. Strzeliły szampany, a piłkarze wykonali kilka rytuałów dla wiernych kibiców, którzy licznie przybyli nie tylko na ten mecz. Na innych wyjazdowych też dopingowali piłkarzy z Raciąża. Radość i wzruszenie jednym odbierały mowę, innym z kolei gardła pracowały do zdarcia. Wspólna feta piłkarzy i kibiców była potężna i głośna, a Raciążanie i ich sympatycy czuli się jak u siebie w domu. Sesje foto - spontaniczne, pełne radości, energii trwały bez końca. Postawa fair gospodarzy też warta jest zwrócenia uwagi - Bydgoszczanie pogratulowali awansu i ustąpili miejsca, dali pole do popisu, by zwycięscy cieszyli się na ich terenie z historycznego awansu. Od jesieni dla Rawysa CEO zacznie się nowa rzeczywistość ligowa. Tymczasem niech zespół jednak nie schodzi na ziemię, bo jest się z czego cieszyć, jest z czego być dumnym.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5705"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz