Lepsza była pierwsza połowa - to w niej udało się zdobyć zapas bramek, który wystarczył do końca meczu. W drugiej słabiej szła Borowiakom gra, ale potrafili zachować swoją zdobycz do ostatniego gwizdka. Tucholanka wygrała z wyżej notowanym rywalem.
Tucholanka Tuchola - Zawisza II Bydgoszcz 3:2 (2:0). Bramki: Górecki (6), Orzechowski (14), Nitka (35)
Tucholanka: Januszewski, Giłka, Górecki (68 Krajna), Rostankowski(60 Donarski), Materac (60 Gerth), Nitka(83 Ziółkowski), Wojnerowicz (68 Misiak), Rydzkowski, Grudzina, Galiński, Orzechowski
Piękna aura zapowiedziała zwycięstwo Tucholan - to można było stwierdzić dopiero po meczu. Młody zespół znad Brdy stawił się na stadionie przy Warszawskiej z tucholskim akcentem. W składzie rezerw Zawiszy zabrakło co prawda Mateusza Boguna z Cekcyna, ale z zetką na piersi zagrali za to Jędrzej Jaworski z Tucholi i Hubert Krzywoszyński z Suchej. Wspólne pochodzenie rywali na pewno było w świadomości graczy obu drużyn, jednak nie wykluczyło to męskiej walki młodych piłkarzy na tucholskim stadionie.
Mecz rozpoczął się bardzo korzystnie dla gospodarzy, którzy już w 6 minucie mogli cieszyć się z prowadzenia. Świetnie wyłożona spod końcowej linii piłka trafiła doskonale na nogę Jakuba Góreckiego, który bez problemów pokonał bramkarza z Bydgoszczy. Tucholanie czuli się tego dnia rześko i swobodnie - to było widać od samego początku. Mało było błędnych podać, niewiele strat. Jędrzej Orzechowski podwyższył wynik po niecałym kwadransie wspaniałym uderzeniem z kąta w okienko bramki. Niewielu chyba się spodziewało tak szybkiego rozwoju akcji i prowadzenia dwoma trafieniami przed upływem piętnastu minut.
Goście w tym czasie grali bez pomysłu, niemrawo, nie mieli recepty na przedostanie się pod bramkę Mateusza Januszewskiego. Tucholska obrona kontrolowała sytuację na własnym polu karnym. Po stronie przyjezdnych sporo było niedokładności i zbyt głębokich wrzutek, co sprawiało, że piłkę bez problemów chwytał borowiacki bramkarz.
Gorąco pod bydgoską bramką było w 26 i 28 minucie. Najpierw Michał Wojnerowicz (świetnie jak zwykle grający) posłał z dystansu piłkę nad poprzeczką, później świetna akcja niemal zakończyła się kolejnym golem, a zabrakło chyba centymetrów. Najpierw Szymon Grudzina z ostrego kąta trafił w słupek, a dobitkę wybił prawie z linii bramkowej obrońca Zawiszy. Wspomniany Wojnerowicz był reżyserem trzeciej akcji bramkowej. Odzyskał on futbolówkę od pomocnika, po czym podał ją silnie do wbiegającego Patryka Nitki, który bez wahania pewnie umieścił piłkę w siatce.
Goście najgroźniejszą akcję przeprowadzili w 41 minucie, ale tucholski bramkarz obronił płaski strzał i słusznie zebrał za to wielkie brawa.
Niedobrze dla Borowiaków działo się już od początku drugiej połowy, gdy w 48 minucie padł pierwszy gol dla Zawiszy. Uderzenie z kąta w okienko na pewno było golem, którego powtórki można by długo oglądać. Po chwili padł drugi strzał z dystansu i widać było, że piłkarze gości porozmawiali w szatni konkretnie, bo był to zgoła inny zespół, niż w pierwszej odsłonie. Zawisza grał przede wszystkim szybciej, agresywniej, bardziej ofensywnie, stosował duży pressing. Bydgoszczanie coraz częściej zapuszczali się na pole karne Tucholan, którzy grali jakby w lekkim uśpieniu, jakimś marazmie. Dużo dobrego wprowadziły zmiany w tucholskiej drużynie - zmiennicy pokazali się z dobrej strony, zagrali z zacięciem. Stanowiło to świetną przeciwwagę dla Bydgoszczan, którzy po kwadransie gry w drugiej połowie nie byli już tak mocni w parciu na tucholską bramkę.
Im bliżej było końca meczu, tym coraz częściej grę przerywały faule - czasami taktyczne, świadomie, za co sędzia obdzielał zawodników kartkami. Gdy siła nacisku gości nieco zmalała, Tucholanie rozpoczęli swoją ofensywę. Dwie akcje Borowiaków po stracie piłki przez Zawiszę nie zakończyły się golami, bo zbyt dużo było niedokładności i nerwowości. Bydgoszczanom zaczęło się spieszyć i to było zrozumiałe, a z kolei Tucholanie spokojnie wykonywali swoją robotę, licząc upływający czas. W 88 minucie napastnik gości po prostopadłym podaniu wyszedł sam na sam z tucholskim bramkarzem i pokonał go - tylko jeden gol dzielił przyjezdnych od zdobycia punktu w tym spotkaniu. Mimo trzech doliczonych minut komplet punktów pozostał w Tucholi.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5621"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz