Nie tak miał przebiegać ten mecz Raciążan. Już nawet nie tyle ważne, jak miał przebiegać; mówiąc inaczej - w jakim stylu. Ważne, że każdy spodziewał się trzech punktów lidera tabeli klasy okręgowej. Nic takiego się nie stało, a jeden punkt Raciążan to pociecha zbyt mała, by zniweczyła poczucie straty. Dla gości będących w dolnym rejonie tabeli jeden punkt w Raciążu to sukces.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Rawys CEO Raciąż - Gryf Sicienko 0:0
Rawys CEO: Lepak, Prusaczyk, Narloch, Kołtonowski, Mosek (56 Ostrowski), Drewek, Remiszka (46 Stenwak), Damian Rybacki, Kurs, G. Kokoladze, Prondziński
Od początku do końca mecz przypominał bicie głową w mur. Dla Gryfa był to fenomen, bo wybronił przez długi czas jeden punkt na gorącym terenie, dla Rawysa CEO - antyfenomen, bo nieumiejętność strzelenia choćby jednego gola zespołowi z niższych rejonów tabeli, w dodatku na własnej murawie, nie jest powodem do radości.
Na pewno ten mecz będzie zapamiętany, bo nie było jeszcze w Raciążu takiego zespołu, który broniłby się całe dziewięćdziesiąt minut i w ten sposób zszedłby usatysfakcjonowany. Już od pierwszych minut widać było, że Rawys CEO to zespół bardziej zorganizowany na boisku, dlatego czekano na to, by worek z bramkami się rozwiązał. Z minuty na minutę mecz jednak zaczął przypominać to samo, co na murawie działo się podczas meczu z Legią Chełmża. Cała jedenastka gości potrafiła szybko cofnąć się na własną połowę i ustawić mur przed polem karnym. Ciasnota, chaos przed linią szesnastki i gra w tłoku nie służyły Raciążanom, psuły widowisko.
Taki stan nie oznaczał, iż Rawys CEO nie miał pomysłu na akcję ofensywną. Tu docieramy do sedna tego, co w tym meczu nie działało. Mowa oczywiście o skuteczności. Mimo ciągłej kontroli gry i przewagi w posiadaniu piłki Raciążanie nie byli w stanie pokonać bramkarza Gryfa, a nie można mówić, że brakło sytuacji strzeleckich. Dwie okazje Guladiego Kokoladze, jeden strzał Damiana Rybackiego, inne okazje, może nie stuprocentowe, ale mające potencjał na gola - wszystko to "pachniało" bramką, ale ta nie padła do ostatniego gwizdka. Nic nie dało przebywanie na połowie rywala, bo ten umiejętnie się bronił, a czynił to prostym sposobem, bez zabawy, bez ryzykownej wymiany podań w swojej strefie obronnej.
Goście tylko raz w pierwszej połowie zagrozili bramce Borowiaków. Jakub Lepak obronił sam na sam, a po dobitce piłkę sprzed linii bramkowej wybił Tomasz Prusaczyk.
Dość leniwie rozpoczęła się druga połowa meczu. Obie drużyny nie kwapiły się do szybkiego ataku, co dziwiło miejscowych kibiców. Ich ulubieńcy wymieniali podania, z których nic nie wynikało, bo rywal i tak nie dał się wciągnąć w grę i nie wyszedł wyżej, nie odsłonił się. Brakowało też strzałów z dystansu; silny wiatr wiał prosto na bramkę przyjezdnych, więc mogło yo stanowić atut Raciążan. Przykładem uderzenia z dalszej odległości był strzał z rzutu wolnego Damian Rybackiego. Piłka minęła słupek. Pięknym uderzeniem w poprzeczkę popisał się też Jakub Prondziński w 59 minucie. Ten sam gracz trzy minuty wcześniej znalazł się sam na sam po okiwaniu dwóch obrońców, ale zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału.
Wyraźna przewaga po 55 minucie przypominała przebudzenie Raciążan., Gra była żywsza, szybsza, mniej było chaosu, ale bramki wciąż nie padały, a czas mijał. Wrzucony drugi bieg Rawysa CEO przyspieszył drogę do celu, ale ten pozostał do końca meczu nieosiągnięty. Raciążanie stosowali ostry pressing, z kolei Gryf zaczął niemiłosiernie przeciągać każdą sekundę, która była dla nich wytchnieniem lub gdy rozpoczynali grę. Bramka kilka razy wisiała w powietrzu. W 67 minucie Rybacki strzelił nad okienkiem, później dwie piękne akcje wykonał Prondziński, ale jego strzały zostały zablokowane. Kolejna niewykorzystana akcja to ta z 76 minuty, gdy brakowało centymetrów, by przyłożyć nogę do piłki toczącej się blisko słupka. Z prawej strony świetnie współpracowali Tomasz Prusaczyk i Hubert Stenwak.
Gryf potrafił tylko ruszyć z kontry i dwie z nich były dość obiecujące, jednak bez efektu. Odsłonięty i potężnie atakujący Rawys CEO był bezsilny w aspekcie skuteczności. Miał wielką przewagę nad rywalem, ale nie potwierdził tego trafieniem za trzy punkty. Kandydatowi do awansu i liderowi tabeli jeden punkt w takim meczu nie przynosi satysfakcji.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5361"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz