Młodzi piłkarze i jednocześnie kibice dorosłej Tucholanki nie zawiedli. Fot. Jarosław Kania
Trzecia przegrana młodej drużyny z Tucholi nie dała radosnego początku Świąt Wielkanocnych. Tucholanie zagrali ambitnie, ale nieskutecznie i nie potrafili sprostać wymaganiom Pomorzanina. Mecz nie porwał, bo szczególnie w drugiej połowie było wiele przerw, szarpanej gry. To rywale jednak strzelili gole i nikt nie będzie rozpatrywał, jakie widowisko stworzyły dwie drużyny.
Tucholanka Tuchola - Pomorzanin Serock 0:3 (0:1)
Tucholanka: Wiśniewski (46 Puppel), Krajna (74 Grabowski), Górecki, Donarski (83 Misiak), Wojnerowicz (74 Andrearczyk), Grudzina, Nitka (46 Materac), Rydzkowski (58 Giłka), Gerth, Orzechowski, Galiński (83 Prądzyński)
Zanim zabrzmiał pierwszy gwizdek, wszyscy zebrani na stadionie wiedzieli, że silny,m boczny wiatr będzie rządził piłką, gdy ta poszybuje wyżej. Tak też się działo, ale warunki były dla wszystkich jednakowe. Mecz rozpoczął się od nieśmiałych akcji, ale już w 6 minucie napastnik gospodarzy posłał piłkę nad poprzeczką. Goście w odpowiedzi przeprowadzili kontrę i piłka znalazła się blisko bramki, ale wszystko zakończyło się rzutem rożnym. Wszystko toczyło się w dynamicznym tempie. Chwilę później dwie wyprawy pod bramkę Pomorzanina mogły zaowocować otwarciem wyniku, ale najpierw zabrakło strzału, a potem piłka minęła światło bramki.
Gra przenosiła się spod bramki pod bramkę i właśnie w tych strefach działo się sporo, mniej z kolei w środku pola. Wkrótce Jan Wiśniewski obronił sytuację sam na sam, bo bez zawahania wyszedł naprzeciw napastnika gości. Najlepszą okazję na gola, poza późniejszą, gdy ten padł, Serocczanie mieli w 25 minucie, gdy piłkarz minął Wiśniewskiego, ale spudłował na pustą bramkę. Tucholanie potrafili zagrać tak, że dwa, trzy podania otwierały im drogę do sukcesu, czyli strzelenia gola, ale zabrakło precyzji, by piłka znalazła się w siatce. Mikołaj Galiński próbował też uderzać z dystansu; było mocno, ale ciut niecelnie.
W 43 minucie goście przeprowadzili efektywną akcję. Pomocnik ruszył prawą stroną, wdarł się w pole karne, wyszedł do niego bramkarz. Piłkarz gości jednak był ułamek sekundy szybszy i skierował piłkę do wbiegającego na bramkę kolegi. Ten nie miał problemu z trafieniem.
Gospodarze mieli pecha kilka minut po rozpoczęciu drugiej części meczu. Klasyczna główka po dośrodkowaniu z rzutu rożnego dała przyjezdnym podwyższenie wyniku. Ao ostro bitej piłki wyskoczyli wszyscy, a futbolówka idealnie trafiła na głowę jednego z gości. Nie to jednak zadecydowało o fatalnym położeniu Tucholan, tylko sytuacja z kilku minut później, kiedy samobójcze trafienie zmieniło na tablicy świetlnej wynik na 0:3.
Druga połowa obfitowała w wiele przerw - często faulowano, sędzia pokazał kartki, pomoc medyczna pojawiała się na murawie regularnie co jakiś krótki czas. Często byli faulowani Tucholanie. Swoją ofiarność wykazali m.in. Jakub Górecki i Patryk Krajna. Tucholanie parli do przodu, ale ich akcje ginęły pod polem karnym. Krzyczano do siebie i tu najbardziej było słychać Jana Wiśniewskiego, który zagrzewał kolegów do walki. Dwie akcje po 70 minucie musiały podobać się wszystkim. Zryw Tucholan w tym czasie dął nadzieję, choć czas płynął nieubłaganie, a strata była duża.
Obrona Pomorzanina zasłużyła na brawa, bo potrafiła przecinać większość akcji ofensywnych i konsekwentnie bronić bezpośredniego dostępu do bramki. Sędzia nie doliczył żadnego czasu i w 90 minucie zakończyć spotkanie, w którym lepsi okazali się goście z Serocka.
::photoreport{"type":"see-button","item":"5358"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz