Sport

Zamknij

Druga porażka Tucholan - to zaczyna niepokoić / RELACJA + FOT

Jarosław Kania Jarosław Kania 20:39, 21.03.2026 Aktualizacja: 21:42, 21.03.2026
Skomentuj Druga porażka Tucholan - to zaczyna niepokoić / RELACJA + FOT Między innymi gra Michała Wojnerowicza ok. 60. minuty meczu wzbudziła optymizm wśród kibiców Tucholanki. LKS jednak sprawdził gospodarzy na ziemię. Fot. Jarosław Kania

O ile pierwszy mecz może być niespodzianką, nawet na minus, bo to początek rundy, a tyle drugi mecz stanowi już jakiś znak formy. Borowiacy na tucholskim stadionie nie wypadli rewelacyjnie na tle sąsiada z tabeli - rywala z Dąbrowy Chełmińskiej. Tucholanie zanotowali drugą porażkę i wciąż nie mogą wejść w wiosenny rytm, który zapewni punkty. 

Tucholanka Tuchola - LKS Dąbrowa Chełmińska 0:2 (0:0)

Tucholanka: Wiśniewski, Giłka, Gerth (46 Rydzkowski), Rostankowski, Wojnerowicz, Nitka (84 Grabowski), Górecki (84 Prądzyński), Grudzina, Donarski (79 Krajna), Galiński, Orzechowski 

Drugi mecz piłkarzy Arkadiusza Gostomskiego nie zostanie zapamiętany jako spotkanie, po którym możne był zejść z murawy z uniesioną głową. Kibice Tucholanki, którzy mimo zimna stawili się na Warszawskiej, mogli na pewno czuć się rozczarowani, bo gra ich ulubieńców pozostawia dużo do życzenia. 

Przyjezdni już od pierwszych minut nie grali zachowawczo, tylko ostro ruszyli na tucholską bramkę. Kilka wejść w pole karne wyglądało groźnie, ale to stroną dominującą byli Dąbrowianie. Fatalnie działo się już w 10 minucie. Akcja gości zakończyła się sytuacją, gdy przed linią bramkową Tucholanki leżało dwóch obrońców. Jeden z nich zagrał ręką i arbiter był tu zdecydowany: wskazał Łukaszowi Giłce drugą żółtą kartkę i podyktował rzut karny. Od tego momentu Borowiacy musieli grać jednego zawodnika mniej, co miało na pewno wpływ na grę tym bardziej, że przyjezdni pokazali się z jak najbardziej ambitnej i walecznej strony. Szczęściem w nieszczęściu, na tamtą chwilę, była świetna obrona "szesnastki" przez Jana Wiśniewskiego. Ten piłkarz jeszcze kilka razy wyjdzie obronną ręką z opresji podbramkowej. 

Szybcy napastnicy gości potrafili wiele razy urwać się tucholskim obrońcom i stworzyć zagrożenie. Trzeba to niestety powtórzyć: brak środka obrony, czyli kogoś, kto sterowałby poczynaniami defensywy, jest aż nazbyt boleśnie widoczny. Tu dodatkowo zabrakło doświadczonego obrońcy, który musiał zejść z murawy. W tej połowie jeszcze aż trzy razy LKS mógł otworzyć wynik, ale sporo szczęścia mieli gospodarze. Gracze spod Bydgoszczy zbyt łatwo zdobywali teren w polu karnym i okazywali się bardziej pomysłowi w tworzeniu akcji ofensywnych. Tucholanie oddali kilka strzałów, w tym dwa dość blisko światła bramki. W 31 minucie piłka była bodajże najbliżej bramki. Dużo było w grze obu ekip chaosu (poza akcjami, które musiały się podobać), piłka często wychodziła w auty, brakowało dokładności, precyzji i przed wszystkim goli. 

Gra nie porwała, bramki padły tylko dla rywali 

Dużo przerw w grze nastąpiło po przerwie, co dostatecznie psuło obraz gdy, bo ta i tak nie porywała kibiców. Piłkarze gości czasami faulowali bez piłki, na co zwracał uwagę sędziemu kapitan Tucholan Jakub Rostankowski. Nie zmieniło to niczego. Widowisko nadal nie porywało i choć ochoty zawodnikom obu ekip nie brakowało, akcje ofensywne godne oglądania można było wyliczyć na palcach jednej ręki. 

W 57 minucie napastnik LKS-u próbował wymusić rzut karny, jednak sędzia nie dał się zwieść. Dwie minuty później świetny rajd zrobił Michał Wojnerowicz i piłka po płaskim strzale na dalszy słupek przeszła obok bramki. Później nastąpił kilkuminutowy okres najlepszej gry Tucholan w tym meczu. To był przebłysk tej drużyny, która zyskała awans do okręgówki i nie było dla niej rywali nie do pokonania. Tucholanie umiejętnie zamknęli Dąbrowian na ich połowie. Akcje często kończyły się chaotycznym wybiciem piłki, stąd dużo rzutów rożnych, jak zresztą w całym meczu. 

Brak skuteczności zemścił się w 70 minucie. Kontra LKS-u zakończyła się dośrodkowaniem, a jeden z graczy przyjezdnych efektownym "szczupakiem" - głową umieścił piłkę w siatce. Pięć minut po fakcie było już 0:2, także po kontrze, ale wielu dopatrywało się tu pozycji spalonej strzelca. Protesty na nic się zdały i Tucholanie zaczynali grę po raz drugi od środka. Mimo że Tucholanie ze zdwojoną chęcią próbowali coś wskórać, obrońcy gości umiejętni się ustawiali w defensywie i nie pozwolili gospodarzom rozwinąć skrzydeł. Kilka dośrodkowań z rzutów wolnych narobiło trochę zamieszania pod bramką gości, jednak gole nie padły do końca meczu. Jędrzej Orzechowski był bliski strzelania bramki kontaktowej w 87 minucie, ale o centymetry bliżej piłki był bramkarz z Dąbrowy. 

Tucholanie nie rozegrali udanego meczu, ale sam wynik to jeszcze nie wszystko. Gra Borowiaków nie jest ustabilizowana i płynna, a to przekłada się na brak skuteczności i dwa przegrane na wiosnę mecze. 

::photoreport{"type":"see-button","item":"5302"}

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%