Rodzinny Klub Kibica jest z Tucholanką we Wrocławiu i głośno dopinguj zespół. Fot. MLKS Tucholanka Europrojekt
Tucholanki były bliskie pierwszego zwycięstwa na wrocławskim ćwierćfinale mistrzostw Polski młodziczek. Niestety grały chimerycznie, prezentując najwyższą jakość gry albo zaliczając wpadki wręcz zdumiewające. Takie skrajności nie dały wygranej.
Zacięta walka w pierwszym secie punkt za punkt dała początek wyrównanego meczu, w którym - patrząc całościowo - można było przeżywać skrajne emocje. Początkowa faza pierwszego seta to festiwal błędów z obu stron i siatkówka nienajwyższych lotów. Ważne jednak było to, że Tucholanki miały wolę walki i były aktywne, pełne energii. Pierwszy czas na przerwę nastąpił wtedy, gdy Borowiczaki po długim remisie zanotowały trzy straty punktów z rzędu. Ewa Domjan wspomagana przez drugą trenerkę Karolinę Redlarską podjęła słuszną decyzję, gdyż Tucholanki wyrównały na 17:17. As serwisowy wyprowadził je na dwupunktowe prowadzenie. Wydawało się, że pozytywny przełom nastąpił przy czterech punktach przewagi. Kibice jednak przecierali ze zdumienia oczy, bo siatkarki spod Łodzi wykazały niesamowity spokój. Obroniły aż cztery piłki setowe i nawet wyszły na prowadzenie w grze na przewagi. Tucholanki ostatecznie wygrały tego długiego seta, ale niepokojące było to, że mając cztery punkty zapasu w samej końcówce, nie potrafiły zakończyć seta.
Tylko pierwszy punkt na otwarcie gry ucieszył kibiców Tucholanki, bo kolejne akcje to początek końca Borowiaczek w tej części meczu. Nie było skupienia, zaś zawodniczki biegały po parkiecie, kierując do siebie niedokładnie zagrania. Skutkiem tego nie było solidnego ataku. W dodatku siatkarkom z Borów zdarzały się proste błędy. Rywalki swobodnie grały pod siatką, atakowały też imponująco z drugiej linii. Z kolei tucholski blok był spóźniony, nie działała jego asekuracja. Od stanu 6:10 zaczęła potężnie rosnąć przewaga Konstantynowianek i później się okazało, że jż na tym etapie set był nie do uratowania. Rywalki zupełnie panowały na taśmie i bezpiecznie "dowiozły" wynik do końca.
Nikt nie myślał o tym, co było, gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek w trzecim, decydującym secie. Początek dla Tucholanek był wręcz wymarzony. Skupienie i świetna podstawa blisko siatki dały szybko przewagę trzech punktów. Dwa potężne ataki potwierdziły, że w tym momencie Borowiaczki są zdecydowanie lepsze. Rywalki znów, jak w pierwszym secie, pokazały lwi pazur. Przed zmianą stron jeszcze powalczyły, ale Tucholanki przeszły na drugą stronę przy korzystnym wyniku 8:5. Gdy prowadziły 10:6, zwycięstwo w całym meczu wydawało się być na wyciągnięcie ręki. Tucholanki jednak w niezrozumiały, zdumiewający sposób stanęły z grą. Trenerka Ewa Domjan wzięła czas, ale na nic się to nie zdało. Po raz drugi siatkarki Lidera pokazały niezwykłą wiarę w zwycięstwo. Doprowadziły do remisu 14:14 i wygrały tie-breaka, tym samym cały mecz.
Kolejny mecz, o 3 miejsce w ćwierćfinale mistrzostw Polski w niedzielę (15 marca) o godz. 15:30. Rywalizacje można oglądać na żywo na YouTube.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz