1 stycznia zagrali piłkarze skupieni w TPO Sokoły. Dojrzali panowie dali dowód swojej wielkości, pokonując wiele przeciwności, bo nie tylko okoliczności meczu po sylwestrowej zabawie, ale także przenikliwe zimno, wiatr i śnieg. Choć piłkarzy było niewielu, tradycję udało się podtrzymać.
Nie jest ich dużo, ale trwają i grają na przekór przeciwnościom. TPO Sokoły garstką zawodników powitało rok 2026. Duże boisko byłoby nieodpowiednie, zatem można rzec, że orlik sprzyja Sokołom.
Już popołudniem 1 stycznia tucholscy dojrzali piłkarze - amatorzy stowarzyszeni w Towarzystwie Piłkarskim Oldbojów "Sokoły" schodzili się na małe boisko przy internacie technikum leśnego. Tam na nich czekał gospodarz obiektu Marek Zienkiewicz, który co prawda do Sokołów należy, ale ze względu na zdrowie zdecydował się tylko przyglądać meczowi. Wcześniej przygotował sztuczną nawierzchnię do gry, odsłaniając spod śniegu linie.
Na tradycyjny mecz noworoczny stawiło się niewielu piłkarzy, bo przyznano, że to pora po sylwestrze, ponadto niestety czas robi swoje: wielu piłkarzy Sokołów rozjechało się po świecie, a w Bory przybywają rzadko; wielu też narzeka na zdrowie wynikające z wieku i nienajlepszej formy. Mimo wszystko nikt nie narzekał w tym dniu; wspomniano tylko o tym, że mogłoby być więcej graczy, bo kiedyś frekwencja była zdecydowanie wyższa.
Gracze stawili się na orliku w nieparzystej liczbie, stąd jeden zawodnik był "ruchomy" - grał pierwszą połowę z jedną drużyną, drugą z przeciwną. Spośród trzech meczów noworocznych rozegranych tego dnia Sokoły miały najtrudniej, bo zimno za dnia spotęgowało się po zmroku, ponadto zacinał wiatr niosący śnieg. Zawodnicy podzieli się na TPO Sokoły I i TPO Sokoły II. Jak zwykle w takim meczu nie można pominąć pierwszego gola, którego zdobył Waldemar Siemiński - nieformalny lider Sokołów i koordynator ich spotkań sportowych. W spotkaniu padło aż szesnaście bramek, a zwycięzcami okazała się pierwsza drużyna.
- Najważniejsze, że nasz mecz się w ogóle odbył, bo zbiera się nas coraz mniej - ocenia Waldemar Siemiński. - Stawiliśmy się, zagraliśmy, rozeszliśmy do domów bez kontuzji, choć na drugi dzień na pewno niejednego bolało to i owo. Forma typowo świąteczna nie przełożyła się na rewelacyjną grę, co nie zmienia faktu, że świeże powietrze nam dobrze zrobiło. Było sporo rozmów, bo niektórzy z nas się dawno nie widzieli. To jest wielka, pozasportowa wartość takich chwil. Od stycznia ruszamy z zajęciami w hali. Zapraszamy wszystkich chętnych.
TPO Sokoły: Łukasz Piesik, Andrzej Mroziński, Adam Kowalski, Grzegorz Wróbel, Marcin Straszewski, Waldemar Siemiński, Jan Iwicki, Rafał Wróbel, Damian Frąckowiak, Patryk Musiał, Andrzej Gliszczyński
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz