Z lewej klubu z końca lat 60-tych - piłkę trzyma Paweł Kraut. Z prawej tucholska reprezentacja z OSW Kruszwica 1996. Na zdjęciu m.in.: Janusz Zawadzinski, Roman Smoliński, Janusz Kochanowski, Marek Zienkiewicz, Andrzej Siry, Michał Gaca, Artur Nagórka.
W latach 60. XX wieku i później nie było miejsca w mieście, gdzie nie odbijano by piłki. Tuchola kochała siatkówkę. Obok popularnej piłki nożnej to ta dyscyplina stanowiła koronny sport. W stolicy Borów wychowało się wielu znamienitych siatkarzy i siatkarek zasilających szeregi kadry narodowej. Dziś kontynuacją tego chlubnego dorobku są sukcesy młodzieży. Rozgrywki sprzed ponad pół wieku różniły się od dzisiejszych.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Materiał powstał w ramach naszego cyklu historycznego poszczególnych sekcji Tucholanki Tuchola, w związku z 80-leciem klubu.
Obok piłki nożnej siatkówka jest w Tucholi dyscypliną, której spisanie mogłaby być okazałym tomem pełnym: nazwisk, faktów, wspomnień, anegdot, migawek z meczów, obozów, turniejów. Skarbnica wspomnień dziś, oglądana z perspektywy minionych dekad i pokoleń, wydaje się być bezcenna. Nieocenioną wiedzą dzielą się Kazimierz Stucki i Paweł Kraut. Drugi z wymienionych został trenerem pierwszego, choć różnica lat między mężczyznami jest stosunkowo niewielka.
Początek opowieści o tucholskiej sekcji siatkarskiej to połowa lat 60. ubiegłego wieku. Wówczas zawiązała się drużyna młodzieżowa biorąca udział m.in. W spartakiadzie młodzieży.
- Prędzej czy później powstałaby drużyna siatkarska, bo popularność tej dyscypliny w owym czasie była fenomenem - mówi Kazimierz Stucki. - Na każdym niemal podwórku, placu, w jakiejkolwiek przestrzeni odbijano piłkę. Rozwieszaliśmy sznurek, graliśmy przez płot - tak wyglądały nasze pierwsze gry i pod taką "siatką".
Wówczas za opanowanie siatkarskiego żywiołu ułożonego w zespół odpowiadał, wedle rozmówców, człowiek numer jeden siatkówki w Tucholi - Jan Chechła. To pierwszy kierownikiem sekcji. Zaraz obok wspomnianego znajdował się Ryszard Gostański - także prezes klubu. Pierwszy z nich postarał się, by młoda drużyna jak najszybciej się ograła. Czasy były takie, że jeśli na zachód, to tylko NRD i taki kurs dobrali sportowcy z Tucholi. Wszystko w ramach współpracy miast - Tucholi i Hagenov. Na turnieju za zachodnią granicą raz nawet przypadło Tucholanom grać z Astorią Bydgoszcz. Kurt Hallmann dbał o sportowe kontakty obu miast. Również Niemcy w Tucholi czuli się wyśmienicie. Do zaprzyjaźnionych miast dołączył Schwerin.
- Wówczas w niemieckich turniejach byliśmy niezwyciężeni. Niestety ryzyko istnienia drużyn młodzieżowych jest takie, że zawodnicy są skazani na wybory życiowe, czyli szkoły, studia, po prostu życie i nie ominęło to także tego zdolnego zespołu - opowiada Kazimierz Stucki. - Po zakończeniu szkół ludzie się rozjechali w różnych kierunkach. W tamtejszym okresie najlepsi zawodnicy to dwaj Henrykowie - Pawłowski i Krzywański.

Przełom lat 50/60 XX wieku. Drugi od lewej Eugeniusz Sprawski, dalej: Henryk Pawłowski, Henryk Witczak, Henryk Krzywański, Kazimierz Okonek, Ryszard Gostański, Tadeusz Maron.
Kazimierz Stucki wciąż przebywał w Tucholi jako siatkarz, później trener. Spędził cztery lata pod okiem Pawła Krauta, a największym wydarzeniem sportowym były wówczas znane wszystkim Igrzyska Olimpijskie Sportowców Wiejskich w 1972 roku.
Męska drużyna grała w III lidze, która wówczas miała duży zasięg terytorialny - od Elbląga po Konin. Toczono rozgrywki w dwóch grupach od sześciu do ośmiu teamów w jednej. Co ciekawe, najniższym poziomem rozgrywkowym była siatkarska klasa A.
Dwumecz z AZS-em Toruń w 1979 roku miał decydować o tym, kto awansuje do turnieju dającego bezpośredni awans do II ligi. Konkretnie, patrząc na pozycję drużyn w tabeli, miał to być bój o trzecią lokatę w III lidze. Tucholanie wygrali tę konfrontację na parkiecie i udali się potem do Kętrzyna, gdzie miała nastąpić walka o awans do wyższej klasy. Poza Borowiakami stawiły się tam też: Gwardia Warszawa, Farel Kętrzyn, Wisła Płock i Nike Węgrów. Tucholanie nie dostali się do II ligi i nigdy później już taka szansa w męskim wydaniu się nie pojawiła.
Wciąż we wspomnieniach powtarza się ten sam motyw - jest czas, gdy drużyna trenuje, istnieje, gra, po czym młodzi ludzie odchodzą po maturze na studia, w ich miejsce przychodzą inni.

Wyżej bardzo ważny skład w historii tucholskiego klubu. Turniej barażowy o awans do II ligi. Kętrzyn, 1979 rok.


Kazimierz Stucki w roli trenera. Połowa lat 70. ubiegłego wieku.
Zaplecze nie dawało wielkiego pola do popisu tucholskim siatkarzom. Sprzętowo też nie było rewelacyjnie. Koszulki dostawało się w miarę szybko, z kolei na dres czekało się dłużej. Sportowcy mieli do dyspozycji jedną salę gimnastyczną w latach 60-70. XX wieku. Był to obiekt w technikum leśnym. Dopiero później doszła sala w ówczesnym liceum pedagogicznym.
- Bywało, że nie mieliśmy wstępu do sali choćby ze względu na remont - wspomina Kazimierz Stucki. - Wtedy podjeżdżał po nas żuk z plandeką, ładowaliśmy się na niego i jechaliśmy na trening do Czerska. Nikt nie narzekał na mróz, krótki dzień czy niewygodę. Później mogliśmy też korzystać z sali na II piętrze dzisiejszej SP 2. Co do sprzętu, to wiem, jaką wartość stanowiły piłki, bo jedną z nich sam trzymałem pod łóżkiem.
W 1974 roku Kazimierz Stucki postanowił przejąć od Leonarda Chylewskiego drużynę siatkarską utworzoną w Szkole Podstawowej nr 3. Nasz rozmówca prowadził zespół przez sześć lat (szkoła zawodowa i technikum). Był to trzon Tucholanki, a grali tam tak uzdolnieni sportowcy, jak: Jerzy Januszewski, Marian Kłosowski, Jacek i Piotr Kierszniccy, Bogdan Dąbrowski.
- Leonard Chylewski był świetnym nauczycielem i trenerem, potrafił motywować młodych - mówi Kazimierz Stucki. - Dziś określilibyśmy go jako profesjonalistę w pełnym tego słowa znaczeniu.
Około 1982 roku została powołana do życia po pewnej przerwie kolejna drużyna, w której znalazło się dwóch juniorskich kadrowiczów. Zespół brał udział w rozgrywkach makroregionalnych. Skład podajemy przy artykule z oznaczeniem zawodników grających w reprezentacji Polski juniorów.
Po Janie Chechle kierownikiem sekcji siatkarskiej został Stanisław Wiciński. Potrafił on załatwić wiele spraw, mocno angażował się w sportowe życie sekcji siatkarskiej Tucholanki.
- Wówczas graliśmy w III lidze i dla tego człowieka nie istniały rzeczy niemożliwe - wspomina Kazimierz Stucki. - Był to człowiek umiejący z każdym rozmawiać, obrotny i konsekwentny w działaniu. Zastąpił go później Jarosław Słoma. Po nim de facto nie pojawił się już w tucholskiej siatkówce człowiek na takim stanowisku. Mieliśmy prezesa klubu, ja byłem trenerem.
Rok 2000 i późniejszy czas to okres dużej niestabilności w składzie siatkarzy Tucholanki. Ostatnim największym sukcesem krótki przed tym czasem był brąz kadetów Kazimierza Stuckiego w rozgrywkach makroregionu. Dorosła siatkówka umierała powoli naturalną śmiercią - ludzie, jak wyżej wspominamy, rozjeździli się po kraju za miłością, chlebem, pracą, samorealizacją. Siatkarze zakładali rodziny, zmieniały się życiowe priorytety.
- Uważam, że najlepszy rok seniorskiej siatkówki to 1979 i walka o II ligę, z kolei najlepszym rokiem dla młodzieży był sezon 1998/99 - podsumowuje Kazimierz Stucki. - Dekady do lat 80 poprzedniego wieku wspominamy jako solidny, obfitujący w sukcesy i wydarzenia czas dla tucholskiej siatkówki. Trenerem w III lidze był Paweł Kraut, młodzi garnęli się do gry. Szkoły współdziałały ze sobą tak, jak to obserwuję dzisiaj, a to chyba najważniejszy element w kształtowaniu młodego sportowca, by niemalże wszystko wyszło ze szkoły, jak najwcześniej. Systematyka, konsekwencja, poważne podejście i niestosowanie wobec siebie taryfy ulgowej to warunki, by być dobrym trenerem i mieć równie dobrą drużynę. Dziś wciąż kibicuję tucholskim siatkarkom i siatkarzom, bywam na meczach, jestem dumny z sukcesów.
Kobieca siatkówka to czas, który jest dziś dość odległy, ale nie aż tak daleki jak wspomnienia dotyczące męskich drużyn w Tucholi. Tym razem swoimi wspomnieniami dzieli się Paweł Kraut - trener z wielkim doświadczeniem na poziomie krajowym. Wspomnijmy tylko, że Tucholanin może poszczycić się tytułem Młodzieżowego Trenera Roku w Polsce (1979) i pracą trenera kadry narodowej juniorek (1978 - 1981).
Wszystko zaczęło się w 1975 roku. Wówczas Paweł Kraut objął trenerskim nadzorem kobiety, które - jak sam twierdzi - utworzyły najlepszą drużyną w tucholskiej siatkówce wszystkich dekad. Były to sportsmenki z roczników 1961-1963. Skład tego dream teamu, jak określa go sam były trener, podajemy przy artykuł. Ważne. Wskazujemy nazwiska panieńskie siatkarek ze względu na fakt, że dziś kontakt się z wieloma paniami urwał i nie wiadomo, jak się nazywają po zamążpójściu, jeśli takowe nastąpiło. Zresztą akurat wspomnienie panieńskich nazwisk najlepiej obudzi pamięć do tamtejszych lat.
Ta drużyna juniorek stanowiła skład, który mógłby grać całe mecze bez wielkich wpadek. Na parkiecie dziewczęta grały na tyle skutecznie, że trzymając równą formę, zakończyły rozgrywki III ligi na pierwszym miejscu.
- Wygrywaliśmy wtedy nawet z Pałacem Bydgoszcz i trenowaliśmy dużo, często, bo mieliśmy wielkie ambicje - opowiada Paweł Kraut. - Prezesem Tucholanki był wówczas Eligiusz Fryca. Na turniej barażowy o II ligę pojechaliśmy aż do Suwałk i na tamte czasy była to wielka wyprawa. Niestety w tym decydującym momencie zabrakło nam ogrania, doświadczenia w grze z nieznanymi zespołami.
Niestety po owym pamiętnym wydarzeniu nastąpił czas, w którym tucholskiej siatkówki kobiecej nie było. Sportsmenki rozeszły się w swoich kierunkach dyktowanych przez życie i rzeczywistość. Minęło wiele lat, zanim odrodziła się kobieca siatkówka w Tucholi.
W 2008 roku powołano do życia Towarzystwo Przyjaciół Siatkówki Tucholanin, popularny TPS Tucholanin. Jego pierwszym prezesem został Jerzy Ortmann, później Karol Grzywacz. W tym czasie Paweł Kraut znów postanowił po przerwie trenować zespół juniorek. Prowadził zespół przez cztery lata (2008 - 2012), a jako największy talent wspomina Polę Nowacką. TPS Tucholanin połączył się z Tucholanką w 2016 roku i zawodniczki trenowały już w jednym klubie - właśnie Tucholance.

Ważne lata dla historii siatkówki w Tucholi. W 2008 roku powstało i przez ładnych lat z powodzeniem grało z powodzeniem Towarzystwo Przyjaciół Siatkówki Tucholanin. Skupiał dziewczęta. W środku trenerka Anna Grzywacz. Zdjęcie pochodzi z 2014 roku i dostępne jest na nieaktywnym, ale nadal istniejącym profilu TPS na Facebooku.
Nie zapominamy też o Weronice Gierszewskiej, która nie trenowała z Pawłem Krautem, ale jest obok Poli siatkarką grającą z najwyższej klasie rozgrywkowej. We wcześniejszej drużynie, jeszcze w ubiegłym wieku, w tucholskim teamie kobiecym trenowały siatkarki, które weszły w skład kadry narodowej juniorek. W tych latach wśród mężczyzn na uwagę zasłużyli też m.om. Damian Jonczyński i Paweł Grzywacz - reprezentant Polski w kadrze juniorów).
Współczesny okres kobiecej siatkówki to próby reaktywacji drużyny w seniorskim wydaniu i gra w III lidze. Obok różnych trenerów najdłuższym stażem w tym zakresie może pochwalić się Dariusz Karnowski. Najbardziej w tym czasie pamiętny sezon to lata 2010/2011, gdy panie grały w turnieju barażowym o II ligę, zajmując w tej rywalizacji trzecią lokatę.
Panie nie były przez nikogo rozpieszczane, jeśli chodzi o warunki gry. Najpierw, jak w przypadku siatkarzy, miejscem treningów była hala technikum leśnego, potem doszły sale przy SP 1 i SP 2. Ze Stomilu Grudziądz dostarczano tenisówki, zresztą dość kiepskiej jakości i trwałości.
- Bywało tak, że ten sprzęt, w tym piłki, rozpadały się po dłuższym treningu - opowiada Paweł Kraut. - Buzował za to duch w drużynie, który do dziś pamiętam. Spontanicznie czerpaliśmy radość z gry i patrzyliśmy w przyszłość z wysoko uniesioną głową, ale też pokorą.
Trener wspomina też smaczki w meczach, bo nie tylko na naszym podwórku sportowym nie było lekko z warunkami. W Rypinie podczas meczu (lata 60. XX wieku) nastąpiła sytuacja wręcz ekstremalna - w hali było wybite jedno okno, ale nikt nie myślał o przekładaniu meczu. W każdej meczowej przerwie dziewczęta z obu zespołów podbiegały do piecyka, by ogrzać dłonie.
Z kolei w Ciechocinku przestrzeń do gry mogła wywołać, mówiąc z przymrużeniem oka, klaustrofobię. Maleńka sala sprawiała, że kibice od zagrywających siatkarek stali na odległość dosłownie wyciągniętej ręki. Nietrudno przewidzieć, jak niekomfortowo czuły się zawodniczki i jak były rozpraszane przy serwisie.
Chlubę tucholskiej siatkówki stanowiły cykliczne zawody pod chmurką (boiska liceum pedagogicznego), których atrakcyjność w opinii naszych rozmówców właśnie polegała na tym, że nad głową nikt nie widział sufitu, tylko niebo. Pierwszy turniej odbył się podczas majówki w 1954 roku. Dziś dysponujemy podstawowymi informacjami z turniejów (lata 1954-1977) bez turniejów z lat 1965, 1966). Zawody nie odbyły się w 1972 roku z racji organizowania Igrzysk Olimpijskich Sportowców Wiejskich.
Turniej w 1978 roku się nie odbył, a jako oficjalną przyczynę podano brak zgody na mecze rozgrywane na wolnym powietrzu. Do ostatniego turnieju (1980 rok) zgłosiło się tylko sześć zespołów męskich łącznie z gospodarzami i dwa teamy kobiece. Aż 22 ekipy zagrały w tej rywalizacji w 1956 roku. Wówczas powołano oficjalnie do życia zespół Tucholanki należący do Zrzeszenia LZS. Wcześniej był to KS Sparta Tuchola.
Rekordowa liczba zespołów w turnieju o Puchar Borów Tucholskich to rok 1957, gdy do miasta zjechało się aż 25 drużyn. W omawianych rozgrywkach brały udział często zespoły z najwyższych klas rozgrywkowych. Dla przykładu: KS Start Gdynia, GKS Wybrzeże Gdańsk, KS Traktor Schwerin (I liga NRD), KS Budowlani Toruń. Zagrali także Bułgarzy - klub z Sofii, jak też kadra młodzieżowa A i B - reprezentacja Polski.


Mecz podczas Turnieju Borów Tucholskich. Jego atrakcją była fakt rozgrywania go na powietrzu.
Dzisiaj w Tucholi w rozgrywkach ligowych bierze udział pięć zespołów: dwa teamy młodziczek, juniorki młodsze, juniorki oraz juniorzy. Młodziczki mają już na swoim koncie występy w ćwierćfinałach mistrzostw Polski, podobnie jak juniorki młodsze. Ponadto dziewczęta grają w różnych innych cyklicznych rozgrywkach, zajmując znaczące miejsca. W samej Tucholi do niedawna funkcjonuje lokalna liga z dziesięcioma zespołami, której inicjatorem jest propagator siatkówki z młodszego pokolenia - Paweł Kukielski. W sporcie szkolnym w siatkówce na plan pierwszy wysuwają się Bogusława Kuffel i Anna Grzywacz.
Wielkim hitem była wizyta jednego z najbardziej utytułowanych na świecie siatkarzy - Brazylijczyka Gilberto Amauri de Godoy Filho, czyli słynnego Giby, ikony i legendy światowego formatu. Ze swoją misją szerzenia zamiłowania do sportu już dwa razy Tucholę odwiedził inny znany i utytułowany siatkarz - Marcin Prus.
Wspomnieliśmy dwie siatkarki z Tucholi grające w najwyższych ligach. Warto dodać do nich: Julię Kłosowską (I liga), Agatę Lenartowicz (II liga), Aleksandrę Jabłońską (najwyższe rozgrywki AZS), Marzenę Muntowską (II liga), Ewę Domjan (II liga) i Katarzynę Szostak (II liga).
Tak potężny okres, jak kilka dekad, nie jest idealnie zapamiętany przez tych, którzy pozostają skarbnicą wiedzy z tamtych odległych lat. Dlatego zwyczajowo przepraszam z góry, jeśli jakieś nazwisko zostało pominięte czy fakt z minionych lat nie ujrzał światła dziennego. Niniejszy obszerny materiał został stworzony wyłącznie na podstawie wspomnień Kazimierza Stuckiego i Pawła Krauta, za co im serdecznie dziękuję. Za wsparcie słowa wdzięczności kieruję także do Dariusza Karnowskiego i Karoliny Redlarskiej.
W ramkach podajemy składy siatkarek i siatkarzy Tucholanki, które udało się odtworzyć (w kilku przypadkach niekompletnie) na podstawie wspomnień rozmówców i zdjęć. Nazwiska kobiet, jak zaznaczaliśmy, często są panieńskie.
Ewa Schmidt, Joanna Kurowska, Ewa Wiśniewska, Jolanta Pałubicka (wszystkie w kadrze Polski juniorek), ponadto: Anna Dobbek, Krystyna Karwat, Maria Pawłowska, Halina Domżalska, Alicja Zielińska, Janina Siewert, Renata Chylewska, Bożena Kotlenga
Eugeniusz Sprawski, Henryk Witczak, Edward Bukowski, Kazimierz Okonek, Tadeusz Maron, Henryk Pawłowski, Ryszard Gostański, Norbert Okonek, Stanisław Kopras, Paweł Kraut
Marek Nitka, Kazimierz Stucki, Tadeusz Gramowski, Leszek Kopras, Michał Latzke, Paweł Kraut
Janusz Kochanowski, Janusz Zawadzinski, Stanisław Żmich, Roman Smoliński, Grzegorz Renk, Marian Kłosowski
Jarosław Fierek (brązowy medalista mistrzostw Polski z GKS-em Jastrzębie, kadra Polski juniorów), Rafał Kraut (kadra Polski juniorów), Tomasz Kołakowski, Dariusz Karnowski, Arkadiusz Manowski, Jarosław Krzywański, Krzysztof Witczak, Tomasz Chmielewski, Artemi Mechliński, Roman Witkowski, Robert Lala, Tomasz Berent

1968 rok. Od lewej: Henryk Krzywański, Marek Nitka, Henryk Pawłowski, Paweł Kraut, Stanisław Kopras, Tadeusz Gramowski, Kazimierz Stucki, Leszek Kopras.

IOSW Kruszwica 1996. Na zdjęciu m.in.: Janusz Zawadzinski, Roman Smoliński, Janusz Kochanowski, Marek Zienkiewicz, Andrzej Siry, Michał Gaca, Artur Nagórka.


Obóz sportowy w Wysokiej koło Raciąża. W górnym rzędzie w środku działacz Jan Jałoszyński.
::news{"type":"see-also","item":"25251"}
::news{"type":"see-also","item":"26228"}
::news{"type":"see-also","item":"26492"}
::news{"type":"see-also","item":"25994"}
::news{"type":"see-also","item":"25744"}
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
::news{"type":"see-also","item":"25420"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz