2022 rok. Wydarzenie z okazji 20-lecia nadania przedszkolu imienia „Borowiaczek”. Ilona Kiełpińska przemierza z nauczycielkami, dziećmi i rodzicami ulice Śliwic. Fot. (pp)
Ilona Kiełpińska wychowywanie kolejnych pokoleń przedszkolaków zawsze traktowała jak misję. Owoce tej pracy były dla niej jednymi z najważniejszych osiągnięć. Misję połączyła z miłością do Borów Tucholskich, dlatego regionalizm dotknął każdy aspekt funkcjonowania przedszkola, którego jeszcze do niedawna była dyrektorką. Teraz przyszedł czas na nowy etap w życiu.
Po 41 latach pracy zawodowej, w tym 29 latach na stanowisku dyrektorki Przedszkola Samorządowego „Borowiaczek” w Śliwicach, na emeryturę przeszła Ilona Kiełpińska. To właśnie za jej sprawą placówka płynie nurtem miłości do Borów Tucholskich. Dzięki przywiązaniu do regionalizmu śliwickie przedszkole jest w okolicy popularne. Ilona Kiełpińska pracę rozpoczęła w 1985 roku. Przez ten czas placówka wychowywała kolejne pokolenia małych mieszkańców.
::news{"type":"see-also","item":"27162"}
Coś więcej niż miejsce pracy
Nasza rozmówczyni przyznaje: gdy w wieku 20 lat rozpoczynała pracę w przedszkolu, nie sądziła, że będzie w nim tak długo. Wtedy nie było to jej wielkim marzeniem. W końcu mając tyle lat, mało kto myśli długofalowo. Od początku jednak nigdy nie pracowała na „pół gwizdka”. Gdy po latach ktoś spytał jej, kiedy ma czas na życie osobiste, odpowiedziała, że to „Borowiaczek” jest jej życiem osobistym.
To miejsce traktowałam jako bardzo mi bliskie. Moim celem było sprawienie, aby dzieci czuły się dobrze i chciały w nim przebywać. Żeby tak się stało, to najpierw dobrze – jak w domu – musi być ludziom, którzy prowadzą to miejsce. Ja w pewnym sensie zamieszkałam w przedszkolu. Żartowałam, że w moich żyłach płynie Borowiaczek. Pokochałam go całym sercem. Jest nie tyle pracą, co pasją
– tłumaczy Ilona Kiełpińska.
Zawsze mocno stawiała na współpracę. Działalność przedszkola otwierała na dzieci i ich rodziców. Tak, aby współtworzyli je razem z nią.
Dziecko, które widzi harmonię, zgodę, porozumienie i taką zwyczajność połączoną z radością w kontaktach rodzica z nauczycielkami zdecydowanie łatwiej adaptuje się w przedszkolu. Po wyjściu z domu staje się ono środowiskiem naturalnym. To w końcu pierwsze miejsce społeczne dziecka, które opuszcza dom. Świadome społeczne życie zaczyna się w wieku 3 lat
– argumentuje.
„Zobaczyłam w sobie twórcę rzeczywistości”
Ilona Kiełpińska przyznaje, że jako młoda dziewczyna oglądała się za innym światem – chciała być tam, gdzie szanse na rozwój wydają się największe.
Gdy byłam młoda, myślałam, że wielkie rzeczy dzieją się w wielkich miastach, w wielkim świecie. A ja pracowałam na wsi
– wspomina.
Po pewnym czasie zrozumiała jednak, że wielkie rzeczy mogą dziać się tam, gdzie się jest. I zależą przede wszystkim od człowieka, nieważne czy na wsi, czy w stolicy. Zapragnęła więc robić rzeczy wielkie w Śliwicach.
Nie dla poklasku. Zobaczyłam w sobie twórcę rzeczywistości, na którą mam wpływ i mogę ją kreować. Razem z pracownikami przedszkola i rodzicami sięgaliśmy wysoko, nie myśląc o tym, aby kogoś pokonać, ale dla dobra dzieci
– kontynuuje.
Dzięki takiemu podejściu do misji powstawały kolejne projekty, jak np. spotkania kultur, które wybiegały zdecydowanie szerzej niż podstawowa działalność przedszkola. „Borowiaczek” dwukrotnie organizował tego typu wydarzenie. Szukał przedszkoli kultywujących regionalizm. Następnie współpracował z nimi przez okrągły rok, aby na finał zrealizować widowisko. Borowiaczek do Śliwic zaprosił m.in. Krakowiaków.

Zdjęcie z pierwszego dnia objęcia funkcji dyrektorki. Było to 1 września 1997 r. Fot. ze zbiorów Ilony Kiełpińskiej
Jak Ilona Kiełpińska trafiła do Borowiaczka?
Po ukończeniu liceum ogólnokształcącego złożyłam podanie do Szkoły Podstawowej nr 1 w Czersku, bo tam mieszkałam. Nie było dla mnie pracy
– wspomina swoje początki.
Nie było dla niej pracy nauczycielki, ale 41 lat temu, dokładnie 1 marca, dyrektor zaproponował jej na zastępstwo stanowisko intendentki. Pełniła tę funkcję przez 3 miesiące. Następnie do końca sierpnia pozostawała na stanowisku pomocy nauczyciela w przedszkolu. Dziś cieszy się z tego etapu, bo poznała pracę placówki od strony niepedagogicznej. Gdy miała 20 lat w życiu osobistym nastąpiło kilka zawirowań. Musiała wraz z rodziną przeprowadzić się do Lubocienia, skąd pochodzi jej matka. Stąd już blisko do Śliwic...
W 1985 roku udało mi się znaleźć pracę jako nauczycielka bez przygotowania. Miałam tylko20 lat. Wszyscy znali zawód, oprócz mnie. Uczyłam się go od moich koleżanek i siostry, która skończyła Studium Nauczycielskie. W pierwszym roku pracy musiałam skończyć roczny kurs pedagogiczny
– opowiada dalej. Ilona Kiełpińska dostała się później na UMK. W historii jej życia był to jeden z najważniejszych i najbardziej szczęśliwych dni. Przez 5 lat studiów magisterskich posmakowała solidnej, uniwersyteckiej nauki. Pracę magisterską napisała natomiast o Technikum Leśnym im. Adama Loreta w Tucholi.

Zdjęcie wykonane w ostatnim tygodniu pracy w przedszkolu. Fot. ze zbiorów Ilony Kiełpińskiej
Dyrektorstwo „życiową przygodą”
Studia skończyła w 1995 roku i – jak sama przyznaje – „zamierzała pracować w spokoju”. Początkowo miała wątpliwości, czy droga, którą obrała, jest słuszna. Jednak w przedszkolu w Śliwicach nawiązała silną więź z dziećmi i rodzicami. Lata 90. XX wieku były czasem zmian także w szkolnictwie. Wymogiem konkursu na dyrektora były studia magisterskie. Wtedy miała je tylko Kiełpińska.
Wszystkie starsze koleżanki, które przez 12 lat uczyły mnie zawodu, zwróciły się do mnie i powiedziały, że to ja mam zostać dyrektorką. Przystąpiłam do konkursu i go wygrałam. Po tygodniu pomyślałam sobie: „Co ja zrobiłam?”. Dostrzegłam, że opuściłam mój brodzik i stanęłam na brzegu oceanu, który nie zna głębokości ani szerokości
– przywołuje z nostalgią Ilona Kiełpińska.
Jak wspomina, na przestrzeni lat z wszystkimi współpracowniczkami „szła do przodu z radością”. Przez wiele lat pracowała w 12-osobowymskładzie. Na koniec jej kariery zawodowej zespół liczył aż 29 osób. Wieloletnia szefowa placówki wspomina także współpracę z kuratorium. Przedszkole ze Śliwic podlegało przed laty rejonowi świeckiemu, w którym co miesiąc odbywały się gościnne spotkania w każdym z przedszkoli.
Były to inspirujące narady.Dzięki nim m.in. zainteresowałam się możliwością wydawania gazetki przedszkolnej. W 1999 roku napisałam na maszynie pierwszy numer dla rodziców, który nosił tytuł „Nasze przedszkole”. Gazetka spełniała rolę informacyjną, ale również promującą ponieważ były to czasy, w których nie było internetu, a o promocji w „Tygodniku Tucholskim” czy innej prasie nawet nie śmiałam marzyć.Od pierwszej gazetki minęło27 lat, teraz posiadamy stronę internetową i Facebooka. Jednak gazetka, jako dwumiesięcznik, przetrwała i obecnie nosi nazwę „Nowinki z Borowiaczka”
– wraca pamięcią do końca lat 90.
Choć pracę zawodową wspomina z uśmiechem i wzruszeniem, podkreśla, że stanowisko dyrektorskie łączyło się z wieloma wyzwaniami. Jak sama mówi: „stała na czele zakładu pracy”, gdzie obowiązywały wymogi i występowały problemy, jak w każdym innym miejscu zatrudnienia.
Zaczęło się od inspiracji
Na jednym z wyjazdów organizowanych przez wizytatorkę, Kiełpińska odwiedziła dwa przedszkola regionalne: kociewskie i kujawskie. Zainspirowała się nimi, mając na uwadze Bory Tucholskie, wówczas słabo promowane. Idea zaakcentowania Borów przypadła do gustu pozostałym pracownikom śliwickiego przedszkola.
Zaczęliśmy spontanicznie od zapraszania gości i wtedy odkryliśmy panią Marię Ollick. Robiliśmy to z przekonania. Opowiadałam o tym w wielu wystąpieniach w Polsce. Powtarzałam, że nie chcę mówić o edukacji regionalnej, tylko o miłości do miejsca, z którego jestem. Dzieciom, które tutaj mieszkają, wskazywałam, że żyją w najwspanialszym miejscu. Tworzą je i zawsze będą mogły do niego wracać, nie mając kompleksów
– tłumaczy podstawy promowanej przez nią idei.

2022 rok. Wydarzenie z okazji 20-lecia nadania przedszkolu imienia „Borowiaczek”. Ilona Kiełpińska przemierza z nauczycielkami, dziećmi i rodzicami ulice Śliwic. Fot. (pp)
Ilona Kiełpińska podjęła się studiów podyplomowych w Słupsku. Tutaj rozpoczyna się historia autorskiego programu nauczania o regionalizmie pt. „Jak pokochać Bory Tucholskie”. Pracę napisała wspólnie z Dorotą Hass-Goliszek, dyrektorką Przedszkola Samorządowego Gminy Lubiewo „Borowiacka Tęcza”. To był 2001 rok. 26 kwietnia 2002 r. uchwałą rady gminy przedszkolu nadano imię „Borowiaczek”. Czerwcowe, oficjalne otwarcie było w Śliwicach wielkim wydarzeniem.
Teraz mieszkam w Czersku, ale z całą odpowiedzialnością mówię, że moje serce jest w Śliwicach. Podobnie jak Czersk leżą w sercu Borów Tucholskich. Przez przedszkole przewinęło się tyle pokoleń, znam tyle tutejszych rodzin. Borowiaczek stał się centralnym miejscem mojego życia
– mówi ze wzruszeniem.
Emerytura boli jak śmierć kogoś najbliższego
Wieść o przejściu na emeryturę Ilony Kiełpińskiej w lokalnym środowisku wywołała duże emocje i nostalgię. Ostatni dzień jej pracy przypadł na 27 lutego. Nasza rozmówczyni po kilku tygodniach uważa, że był to właściwy czas.
Rodzicom 27 stycznia powiedziała, że to jej decyzja. Zapadła po długich przemyśleniach, musiała do niej dojrzeć, w czym pomagali najbliżsi.
To nie była łatwa decyzja i mogłoby się wydawać, że czas jaki wybrałam na zakończenie mojej misji w Borowiaczku jest zaskakujący... Środek roku szkolnego? Dlaczego nie 31 sierpnia? Jednak dla dyrektora marzec to czas, w którym rozpoczyna się rekrutacja i planowanie kolejnego już roku. Moim zdaniem to bardzo dobry moment, by już nowy już dyrektor planował pracę na rok szkolny, który rozpocznie od września. Sprzyjającym czynnikiem jest również fakt, że obecny rok szkolny jest w toku, wszystko działa jak w dobrym mechanizmie, więc łatwiej się nowemu dyrektorowi skupić na planowaniu przyszłości
– przyznaje.
Co dalej? Ilona Kiełpińska ma niezrealizowane marzenia. Kilka lat temu skończyła kurs lidera kompetencji kluczowych w oświacie, który daje jej uprawnienia do bycia nim w każdej placówce, która zechce skorzystać z takiej pomocy. Uzyskała certyfikat trenera w oświacie. Realizuje też inne aktywności przy kościele parafialnym i diecezjalnym.
Chociaż rozstanie z Borowiaczkiem i przejście na emeryturę jest dla mnie bardzo trudne, boli jak śmierć kogoś najbliższego, to jednak to rozstanie musiało kiedyś nastąpić. Bardzo chciałam rozpocząć nowy etap życia, gdy jeszcze mnie ono cieszy, gdy mam siły i radość, gdy podejmuję tę decyzję sama. Nie przez chorobę czy sugestię innych. A że bardzo boli? A jak ma nie boleć, kiedy opuszczam dom. Mój pobyt w nim był długi, barwny, różnorodny i intensywny. Mam poczucie, że mój bieg tu w Śliwicach był obfity i w najlepszym momencie zakończony. Dziś czuję ogrom wdzięczności Bogu za tyle owocnych lat,wdzięczność wobec dzieci, wspaniałych rodziców i współpracowników oraz wszystkich, z którymi malowałam moje ostatnie 41 lat
– podsumowuje pełna wzruszenia Ilona Kiełpińska.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz