Ks. Jakub Bartczak pokonał prawie 400 kilometrów, by poprowadzić rekolekcje w Tucholi. Z Borów Tucholskich wyjeżdżał niezwykle zbudowany postawą młodzieży. Fot. (aw)
Młodzież z tucholskich szkół średnich miała okazję wziąć udział w rekolekcjach, które w parafii pw. Bożego Ciała w Tucholi poprowadził ks. Jakub Bartczak - raper w sutannie. Duchowny do tej pory wydał cztery płyty, tworząc utwory o tematyce religijnej, które traktuje jako formę ewangelizacji i sposób dotarcia do młodych ludzi. Na scenie współpracował z artystami polskiej sceny hip-hopowej, m.in. z Tau oraz innymi twórcami związanymi z nurtem rapu chrześcijańskiego. Szczególnie bliska jest mu praca z młodzieżą. W 2016 roku był koordynatorem i jednym z ambasadorów Światowych Dni Młodzieży. Z księdzem Jakubem Bartczakiem rozmawiamy o jego sposobie na bycie duchownym, istocie zbliżających się Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, a także o wrażeniach, jakie zabiera ze sobą z Tucholi.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Tygodnik Tucholski: Z jakimi odczuciami wraca ksiądz do swojej parafii w Sulistrowicach?
Ks. Jakub Bartczak: Bardzo budującymi. W rekolekcjach udział wzięło wielu młodych ludzi. Wydaje mi się, że to jest też trochę taki znak czasu - młodzi wracają do Kościoła. Kiedyś człowiek około 50. roku życia powiedział mi, że nie chodzi do kościoła, bo jest nowoczesny. Jak się przyglądam temu światu, to wydaje mi się, że takie podejście „anty” albo różne urazy już chyba przeminęły. Teraz u młodych ludzi nie ma tej formy antysystemowości - wracają tradycyjne wartości.
Gdzie należy upatrywać przyczyny takiego stanu rzeczy?
Uważam, że sama historia pokazuje, że świat miał iść do przodu, być pokojowym miejscem pełnym szczęścia, co okazało się pewną utopią. Wydawało się, że świat, który tworzymy, będzie bardziej poukładany i jasny, a okazuje się, że nie. Natomiast zawsze Pan Bóg jest pewną gwarancją, fundamentem systemu wartości. To jest system ponadczasowy, który wyznaczył nam Chrystus. Tak to widzę. Podczas Światowych Dni Młodzieży najliczniejszą grupą byli Francuzi, czyli przedstawiciele kraju, w którym laicyzacja trwa od XIX wieku, a jak się okazuje, wśród młodych ludzi istnieje tam wielka potrzeba wiary.
Z racji księdza hip-hopowej działalności naturalnie bliżej mu do młodych. Czy można być „ziomkiem” i wierzyć w Boga? Czy to może iść w parze?
Oczywiście. Pan Bóg błogosławi temu, kim jesteśmy, naszej oryginalności - o ile jest ona związana z przykazaniami Bożymi i pewnymi zasadami życia. To, że jesteśmy różni, jest czymś naturalnym. Nie da się być „kserem” ani kimś fałszywym przy Panu Bogu. Pochodzę z dużego miasta, okres mojego dorastania przypadł na lata 90. Wychowałem się w centrum Wrocławia, na blokowisku. Kiedyś miałem taką motywację, żeby udawać kogoś innego. Przypatrywałem się innym i myślałem, że tak będzie łatwiej, ale w sumieniu tak się nie da. Jesteśmy dziećmi swoich czasów.
Jak instytucja Kościoła patrzy na to, że ksiądz jest taki nieszablonowy? Nie ma z tego tytułu kłopotów? W trakcie naszej rozmowy ma ksiądz na sutannę założoną bluzę z kapturem.
Nie do końca jestem taki specyficzny, bo tak naprawdę jestem po prostu prawdziwym księdzem. 15 lat temu arcybiskup powiedział mi, że zna moją działalność i nie będzie się na ten temat wypowiadał, dopóki pozostaję księdzem, dopóki istotą tego wszystkiego jest Chrystus, a nie cokolwiek innego. Wbrew pozorom nie jestem oryginalny, bo jak każdy ksiądz staram się, by moje serce było przy Chrystusie, a na zewnątrz - to nieraz hip-hop.
Ten hip-hop pewnie przyciąga młodych do Kościoła jak magnes.
To jest na sam początek taka „zajawka”, ale wiara jest czymś o wiele ważniejszym – to wspólna wędrówka ku Chrystusowi. Jestem proboszczem parafii w Sulistrowicach - przez chwilę to jest fajne, młodzi dopingują mnie w tym rapie, ale razem idziemy dalej. Jestem księdzem od chrztów, ślubów, pogrzebów, modlitwy. Przede wszystkim od tego.
Jesteśmy w okresie Wielkiego Postu, przygotowania do Świąt Wielkiej Nocy. Coraz częściej można zauważyć, że ludzie biorą tylko ich otoczkę - to, co ładnie wygląda i dobrze się sprzedaje. Jak skłonić ich do refleksji, do powrotu do istoty świąt?
Uważam, że jest to możliwe. Starałem się też mówić o tym w trakcie rekolekcji. Trzeba wsłuchać się w Pana Boga, choć wiem, że to trudne. Każdy człowiek potrzebuje takich momentów w życiu, żeby się zatrzymać i zastanowić: dokąd idę, o co mi chodzi. Wielki Post jest właśnie taką okazją, żeby się zweryfikować - po co to wszystko, jaki jest sens, kim jest Bóg w moim życiu. To naturalne, by czasem dokonać refleksji. Oczywiście jest to trudne, bo wiąże się z konfrontacją z prawdą o sobie, a ona bywa bolesna. Dlatego niektórzy się tego boją. Ale prędzej czy później każdy będzie musiał się z tym zmierzyć. Ja też miałem taki moment - w młodości, kiedy mój brat zginął w wypadku. To skłoniło mnie do zatrzymania się nad życiem. Każdy Wielki Post jest szansą, by „przetrenować serce” i wprowadzić tam Pana Boga, nawet w trudnych historiach odnaleźć sens i coś dobrego.

Kościelne ławy wypełnili m.in. uczniowie Technikum Leśnego w Tucholi. Fot. (aw)
Od czego zacząć?
Od zatrzymania. Od powrotu do tego, co większość z nas, żyjących w Polsce, ma w sercu wszczepione mocą chrztu - do relacji z Bogiem, który nam towarzyszy, a którą być może utraciliśmy. Mówiłem młodzieży, że Bóg kocha i na tej relacji nigdy się nie traci. Warto spróbować z Nim porozmawiać i przez pryzmat tej miłości spojrzeć na swoje życie. W gruncie rzeczy nie ma się czego bać. Trzeba spróbować „przymierzyć” tę miłość i chcieć z Nim pobyć.
Czy szukać Go wyłącznie w kościele?
Pewnie, że nie. Chodzi o to, by umieć usłyszeć głos Pana Boga, który czasem mówi przez ludzi i wydarzenia, a później wejść głębiej. Kościół jest o tyle niezwykłą przestrzenią, że możemy jeszcze pełniej doświadczać Boga w Sakramentach. Gdy wejdzie się w ich głębię, to naprawdę przemienia życie. Młodzi ludzie są na etapie poszukiwania swojej drogi, powołania - a to wszystko opiera się na Sakramentach. Jednym z nich jest spowiedź - taka wielkopostna to swoisty „remanent serca”. W Eucharystii karmimy serce słowem i Ciałem Chrystusa - to nas definiuje jako katolików.
Niektórzy nie są w stanie przystąpić do spowiedzi z różnych powodów. Czasami nie chcą wyznać grzechów przed kapłanem, co do którego zachowania sami mają zastrzeżenia. Co wtedy?
To trudne, bo to relacja między człowiekiem a Bogiem. My, kapłani, nie jesteśmy Bogiem. Ważne jest, by stanąć w pokorze wobec Jego wielkości i samemu do tego dorastać. Każdy z nas może mieć trudność w relacji z Bogiem - jedni z ciszą, inni z konkretnymi doświadczeniami życiowymi. Ale te trudności są po coś - powinny nas do Boga prowadzić. Trzeba pytać: jaki On jest i dlaczego. Ja mam najtrudniej, bo komu więcej dano, od tego więcej będzie się wymagać. Skoro więcej otrzymałem i bliżej Go poznałem, to bardziej mnie to zobowiązuje. Kiedy zdecydowałem się zostać księdzem, mama powiedziała mi: „Pamiętaj, masz większe zobowiązanie, żeby być dobrym człowiekiem”. I ja to czuję.
Proszę rozwinąć tę myśl - że Bóg dał księdzu więcej.
Gdy inni szli do pracy albo na studia, moje „studia” polegały na wsłuchiwaniu się w Boga w ciszy. Miałem więcej okazji, by Go poznać. To zobowiązuje. Z jednej strony daje sens, z drugiej - bardziej boli, gdy człowiek zawodzi. Lepiej dorastać do Boga, niż traktować kapłaństwo jako ucieczkę. Sakramenty są rzeczywistością wymagającą - wymagają wiary. A wiara jest naszą odpowiedzią na obecność Boga.
Post, modlitwa i jałmużna - to fundament Wielkiego Postu.
To taki „przepis” na przetrenowanie serca, żeby w trudnych momentach życia wiedzieć, do kogo pójść po pomoc. To trening polegający na decyzji, by coś zmienić, podjąć wysiłek duchowy, zadbać o relację z Bogiem. To prowadzi do świadectwa życia - do dostrzegania drugiego człowieka i pomagania mu. Post to praca nad sobą, modlitwa to rozmowa z Bogiem, a jałmużna to modlitwa czynem.
Czego ksiądz życzy wiernym z okazji zbliżających się świąt?
Życzę wsłuchania się w cichy głos tego, który jest istotą tych świąt. Niech miłość, która zwyciężyła nad śmiercią, rozświetla wszelkie ścieżki naszego życia.
A samemu sobie?
Bym się trzymał zawsze blisko Chrystusa, bym przeżywał dalej swoje kapłaństwo jako przygodę i radość. By mnie otaczali ludzie, przy których będę mógł doświadczać Pana Boga. Ewidentnie w Tucholi czegoś takiego doświadczyłem podczas rekolekcji. To jest niezwykle poruszające, kiedy widzi się nastolatków modlących się w skupieniu. Nikt nie musiał ich upominać, żeby byli cicho. To jest bardzo chwytające za serce, jak modlą się ci, którzy żyją najbardziej w hałasie tego świata i że jednak są ludźmi refleksyjnymi.
Dziękuję za rozmowę.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Dziękuję.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz