Krzysztof Joppek, kierownik tucholskiej oczyszczalni zaapelował do mieszkańców, aby nie traktowali kanalizacji jak śmietnika.
Krzysztof Joppek, kierownik tucholskiej oczyszczalni i zarazem przewodniczący Rady Miasta Tuchola, w trakcie piątkowego posiedzenia, odniósł się do awarii, która doprowadziła do zanieczyszczenia Strugi Kiczy a następnie Brdy. Zaapelował zarazem do mieszkańców, aby nie traktowali kanalizacji jak śmietnika.
Postępowanie w sprawie zanieczyszczenia dopływu Brdy prowadzi Wojewódzki Inspektorat Środowiska w Bydgoszczy, ale i tucholska policja. Kompleksowe wyniki badań wody powinny być dostępne za kilka dni. Na razie wiadomo, że jakaś nieznana substancja zabiła tzw. biologię w tucholskiej oczyszczalni, która w związku z prowadzoną modernizacją działa na pół mocy. Dlatego też surowe ścieki wraz z osadem spłynęły w poniedziałek (24.04) do Kiczy.
O działaniach, jakie po ujawnieniu awarii wdrożono na oczyszczalni, informował podczas piątkowej sesji rady miasta Krzysztof Joppek, przewodniczący rady i zarazem kierownik wspomnianego obiektu. Mówił on, że zatruty osad nie oczyszczał prawidłowo ścieków, a co gorsza nastąpił jego znaczny odpływ wraz z surowymi ściekami do Kiczy. Dalszy jego ubytek próbowano powstrzymać środkiem chemicznym powodującym dociążenie osadu. Do granicznych możliwości zwiększono natlenienie, a nieoczyszczone ścieki przekierowano do zbiornika retencyjnego.
- Z tego zbiornika dozowany był ściek do obiegu, żeby wyrównać tą hydraulikę na obiekcie – relacjonował kierownik oczyszczalni.
Pierwsze wyniki badań wody ujawniły bardzo dużą zawartość azotu.
- Możemy przypuszczać, że ktoś wpuścił jakieś związki azotowe w kanał. Trudno powiedzieć, co to mogło być: czy nawozy, środki czyszczące, środki ochrony roślin a nawet gnojowica, która jest bardzo groźną substancją dla mikroorganizmów działających na oczyszczalni. Coś wpłynęło i zachwiało kompletnie procesem oczyszczania – dodał.
Po zakończeniu prac przy modernizacji ścieki z tak groźnym dla biologii gratisem zostaną wychwycone od razu na wlocie do oczyszczalni, a to dzięki pomiarowi podstawowych parametrów. Do tego czasu niestety obiekt jest narażony na podobne "strzały", stąd apel do mieszkańców o daleko idącą rozwagę.
- Kanalizacja to nie jest jakiś śmietnik, że tam można sobie wrzucać cokolwiek. Trzeba pamiętać, że na końcu tej kanalizacji jest oczyszczalnia pracująca biologicznie i myślę, że nie każdy to robi złośliwie, niektórzy może zrobią coś z niewiedzy, z głupoty - trudno powiedzieć - stwierdził Krzysztof Joppek.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz