W tej wieży kościelnej zainstalowane są dzwony ufundowane przez mieszkańców. Fot. Arkadiusz Lorbiecki
Sprawa „milczących dzwonów” przy kościele w Rudzkim Moście jest dobrze znana tutejszym parafianom. Postanowienie, które pośrednio wiąże się z zakazem ich używania, wydał tucholski sąd i aktualnie prowadzi postępowanie w tej sprawie. Wcześniej głośność dzwonów zaskarżył jeden z mieszkańców Rudzkiego Mostu. O problemie wie też starostwo. Teraz miejscowy proboszcz, razem z radą parafialną, zachęcają do udziału w spotkaniu przed sądem w Tucholi, które ma odbyć się w poniedziałek 25 maja o godz. 19:30. Jednocześnie ostatnie przynoszą nowości.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Temat „milczących dzwonów” zainstalowanych w wieży przy Kościele pw. Opatrzności Bożej w Tucholi Rudzkim Moście jest tajemnicą poliszynela. „Tygodnik Tucholski” od dłuższego czasu próbował namówić tutejszego proboszcza Wiesława Herolda do rozmowy na ich temat. Zwłaszcza, że anonimowo zgłaszają go nam tutejsi mieszkańcy, którzy są niezadowoleni z faktu, że dzwony nie działają. Podkreślmy, że nie jesteśmy w stanie wskazać wprost, jak duży procent ludzi z okolicy woli, aby one działały lub nie działały. Wiemy natomiast, że środowisko parafian zbierało podpisy za tym, aby zostały uruchomione. Słyszymy zapewnienia, że podpisów jest ok. 500.
Do tej pory zachęcany przez nas do rozmowy proboszcz prosił o cierpliwość. Sytuacja zmieniła się na początku bieżącego tygodnia. Sam ks. Herold postanowił za pośrednictwem „Tygodnika Tucholskiego” ogłosić organizację manifestacji parafian i wszystkich innych osób, które będą zwolennikami ponownego uruchomienia dzwonów w wieży w Rudzkim Moście. Miejscem spotkania ma być teren przed Sądem Rejonowym w Tucholi, w najbliższy poniedziałek (25 maja), o godz. 19:30.
Ze względu na krótki czas na realizację artykułu do bieżącego wydania „Tygodnika”, dziś streszczamy temat i będziemy go kontynuować. Niedziałające od dłuższego czasu dzwony zostały zakupione z prywatnych środków i podarowane parafii. W 2010 roku święcił je ówczesny biskup Jan Bernard Szlaga. Przewodniczącym tutejszej rady parafialnej jest Kazimierz Cisewski. Jak mówi, to on w połowie łożył na dzwony i było to 50 tys. zł. Drugie tyle przekazał Krzysztof Rydelek. Obaj to znani mieszkańcy Tucholi. Kazimierz Cisewski w pełni popiera reaktywację dzwonów, co w jego przypadku zupełnie nie dziwi. Jest również przychylny organizacji spotkania w formie manifestacji, które zaproponował ks. Herold.
– Jeśli te cenne dzwony nadal będą musiały być wyłączone, to lepiej je po prostu sprzedać. Uzyskane pieniądze trafią na inne potrzeby parafii i Kościoła
– uważa Kazimierz Cisewski.
Odgłos trzech znajdujących się w wieży dzwonów odbijał się szerokim echem. Jednak ich głośność została oprotestowana przez mieszkańca Rudzkiego Mostu. Potwierdza to i proboszcz, i przewodniczący rady parafialnej. Jak przyznaje ksiądz, historia zaczęła się ok. 2015 roku. Początkowo doszło do spotkania mediacyjnego między stronami, którego efektem miało być ograniczenie bicia dzwonów, jeszcze nie ich wyłączenie. Herold przekonuje, że zaproponowanych warunków (chodziło m.in. o krótszy czas bicia), nie mógł spełnić ze względów technicznych. Słyszymy od niego, że doszło nawet do awarii dzwonów, które w wyniku porozumienia biły niezgodnie z instrukcją.
Porozumienia między stronami nie przynosiły też kolejne lata. Sprawa dotarła do Starostwa Powiatowego w Tucholi. Według przepisów to starosta odpowiada na terenie powiatu za spełnianie norm hałasu pochodzącego np. z obszarów przemysłowych, ale nie tylko. Okazuje się, że może wszcząć postępowanie administracyjne także w przypadku dzwonów kościelnych. Takie rzeczy w Polsce dzieją się. W 2024 roku kontrolę akustyczną przeprowadził w parafii w Rudzkim Moście m.in. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Proboszcz przyznaje, że wskazała ona przekroczenie dopuszczalnej normy hałasu generowanego przez dzwony. Komentuje jednak, że głośność powinna być badana w innych okolicznościach, np. w domach sąsiadujących z wieżą kościelną. Krótko potem sprawa z inicjatywy wspomnianego wyżej mieszkańca Rudzkiego Mostu trafiła do Sądu Rejonowego w Tucholi, a ten w październiku 2024 roku wydał postanowienie o „zabezpieczeniu roszczenia powoda – mieszkańca Rudzkiego Mostu”, który pozwał parafię. W związku z tym postanowieniem, na czas trwania postępowania w sądzie, parafia ma zakaz używania dzwonów kościelnych zamontowanych na wieży. I dlatego od ok. półtora roku milczą one całkowicie.
– Ubolewam, że posiedzenie w tej sprawie było niejawne i o postanowieniu sądu dowiedziałem się po fakcie
– mówi ks. Herold. Duchowny nadmienia: nie zna takiej sytuacji, a na pewno nie w Tucholi, aby w parafiach zakazano używana dzwonów jako nieodłącznego symbolu informującego o mszach i świętach. Uważa, że Rudzki Most został skrzywdzony. Ponadto proboszcz jest zdania, że postępowanie sądowe trwa zbyt długo. Oświadcza, że wciąż oczekuje na otrzymanie uzasadnienia od postanowienia, które w praktyce wstrzymało używanie dzwonów. Stąd też pomysł spotkania o charakterze manifestacji pod siedzibą sądu. Duchowny współpracuje już z kancelarią adwokacką, która w ostatnim czasie przekazuje wymiarowi sprawiedliwości kolejne pisma. Do sądu trafił też wspomniany sprzeciw wiernych, a pod nim ok. pół tysiąca podpisów. Przywołując w skrócie: pozwani są zdania, że wcześniej ich inicjatywa dowodowa była ograniczona, mają zastrzeżenia do opinii powołanej biegłej, która oceniała poziom hałasu. Zgłaszają, że dzwony nie mogą spełniać swojej roli w celu sprawowania kultu religijnego, czyli nawoływania do uczestnictwa w nabożeństwach.
Mieszkaniec Rudzkiego Mostu, który najpierw zaprotestował w kwestii głośności dzwonów, a później poszedł z parafią do sądu, to Waldemar Piotrowski (zgodził się na podanie imienia i nazwiska w „Tygodniku Tucholskim”). Na początek rozmowy zastrzega:
– To nie jest tak, że jestem jedyny. W całej sprawie od dawna zapomina się, że jestem głosem i przedstawicielem dużej grupy mieszkańców
– słyszymy od niego. Tucholanin przyznaje, że mu – bliskiemu sąsiadowi wieży – przeszkadzał pulsujący hałas. Od początku uważał dzwony za zbyt głośne. Bardzo krytycznie porównuje też ich dźwięk do dzwonów przy innych świątyniach. Przez kilka lat od uruchomienia w ich sprawie jednak nie interweniował. Skąd nagła inicjatywa sprzed ok. 10 lat?
– Startowałem wówczas w wyborach samorządowych. Odwiedzałem mieszkańców Rudzkiego Mostu, agitowałem, pytałem o problemy, które ich nurtują. Hałas dzwonów wskazywali wielokrotnie. Taka jest geneza
– słyszymy od mieszkańca. Ilu ludzi krytycznie wyrażało się wówczas na temat dzwonów? Mieszkaniec ocenia, że problem zgłosiło ok. kilkadziesiąt osób. Mężczyzna podkreśla jeszcze jedną okoliczność.
– Nasze zabudowania powstały wcześniej niż wieża kościelna, w której zainstalowano te trzy dzwony
– mówi. Co prawda sama plebania i pierwszy kościół były wcześniej, ale – jak właśnie zaznacza – nie sama wieża.
Waldemar Piotrowski obiecał grupie ludzi, że sprawą się zajmie niezależnie od wyniku ówczesnych wyborów. Początkowo był przekonany, że pierwsze podpisane przez zaangażowane strony porozumienie – dotyczące ograniczenia pracy dzwonów – temat zakończy. Tak się jednak nie stało, o czym już wspomniał nam sam proboszcz. Kolejne rozmowy nie przynosiły rezultatu.
– Zapowiedziałem więc, że temat zostanie załatwiony administracyjnie. Zabrałem się za niego, realizowałem krok po kroku
– wspomina. Długi ciąg wydarzeń doprowadził do nadal trwającego postępowania przed sądem. Mężczyzna czeka, co ostatecznie rozstrzygnie wymiar sprawiedliwości. Nadmienia, że w ostatnich latach wyniki przeprowadzonych kontroli wskazywały, że dzwony przekraczają normy głośności.
– Mam w tej sprawie opinie czterech niezależnych instytucji
– słyszymy od niego. Pytamy, czy niezależnie od ciągu wydarzeń, które przez lata zaszły bardzo daleko, mieszkaniec Rudzkiego Mostu byłby gotów na polubowne załatwienie sprawy. To oczywiście musiałoby się wiązać z reaktywacją dzwonów.
– Przede wszystkim, gdyby w ogóle pojawiła się taka propozycja, decyzja należałaby też do wszystkich ludzi, których reprezentuję. Ta grupa musiałaby się wypowiedzieć. Niemniej jednak doświadczenie z różnych rozmów z drugą stroną w ostatnich 10 latach podpowiada mi, że szanse na polubowne rozwiązanie są nikłe...
– odpowiada mieszkaniec Rudzkiego Mostu i krytycznie ocenia też fakt zebrania wspominanych 500 podpisów pod petycją dotyczącą przywrócenia bicia dzwonów – już po tym, jak postanowienie wydał sąd. Uważa też, że on osobiście został w ten sposób narażony na ostracyzm społeczny.
„Milczące dzwony” w swojej historii trafiały zarówno do urzędu miejskiego, jak i starostwa, ale to ostatecznie powiat ma kompetencje do zajmowania się tematem hałasu na swoim terenie. Starosta Andrzej Urbański zapewnia, że zarówno on, jak i jego poprzednik, starali się doprowadzać do spotkań, których efektem miało być wypracowanie rozwiązań zadowalających wszystkich. A byłoby to ograniczenie pracy dzwonów, a nie ich wyłączenie. Jak się skończyło, widać aktualnie. Starosta przyznaje też, że powiat zobowiązał parafię do wywiązywania się z zaleceń pokontrolnych dotyczących użytkowania dzwonów.
– Gdyby nadal była chęć polubownego załatwienia sporu, na pewno starostwo ponownie pochyliłoby się nad tą sprawą
– słyszymy natomiast od Andrzeja Urbańskiego.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Temat będziemy kontynuować.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz