Zaczęło się od znajomości, a skończyło na międzynarodowej współpracy – uczniowie z Czech spędzili kilka dni w Klonowie, odkrywając nie tylko Bory Tucholskie, ale i to, jak łatwo można się porozumieć – mimo różnic językowych. Dzięki komu goście przyjechali właśnie tutaj? Czym się zajmowali?
O innowacyjnej pod wieloma względami „Małej Szkole” piszemy w „Tygodniku Tucholskim” regularnie. Od 20 do 24 kwietnia właśnie w Szkole Podstawowej w Klonowie zrobiło się bardzo gwarno. Wszystko za sprawą wyjątkowych gości – prosto z Lanškroun w Czechach, miasteczka oddalonego o około 60 km od Kotliny Kłodzkiej. Bory Tucholskie odwiedziła grupa 14 uczniów z dwiema opiekunkami. Aby dotrzeć do Klonowa, musieli pokonać ponad 500 kilometrów.
Przez 5 dni młodzi Czesi poznawali Bory Tucholskie oraz „Małą Szkołę”. Już pierwszego dnia, na stacji kolejowej w Błądzimiu, dzieci z Klonowa powitały swoich gości starannie wykonanymi transparentami. Kolejne dni upływały na wspólnej integracji: spacerach, zabawach, wizycie w Fundacji CudaWianki i Warsztatowni Kreatywności Małgorzaty oraz Grzegorza Oparków, a także na zajęciach muzycznych czy sportowych.
„Jak krásně tu voní!”,czyli...
Dlaczego uczniowie z Lanškroun przyjechali właśnie do szkoły w Klonowie? Wszystko zaczęło się tak naprawdę od Stanislavy Iwickiej – popularnej na naszym terenie mieszkanki gminy Cekcyn. Stanka pochodzi ze Słowacji.
Moja przyjaciółka z Czech pracuje w szkole, z której przyjechały dzieci. Jakiś czas temu zapytała mnie, czy byłaby szansa na zorganizowanie wycieczki do Polski. Powiedziałam jej,że jest u nas szkoła z podobnym programem nauczania. Opowiedziałam o pomyśle dyrektorce „Małej Szkoły” Honoracie Szaneckiej, a ona od razu się zgodziła
– tłumaczyła „Tygodnikowi” Stanislava Iwicka.
Stanka opowiedziała również, jak z jej perspektywy wyglądała wizyta czeskich uczniów w gminie Lubiewo, a także jak odnalazła się w roli tłumaczki.
To bardzo ciekawe doświadczenie, ale jeszcze bardziej budujące było obserwowanie, jak dzieci zaczynają ze sobą współpracować. Języki polski i czeski są do siebie podobne. Gdy uczniowie zapisywali pojedyncze słowa, sami zaczęli dostrzegać te podobieństwa. Chociaż znaczenia bywają różne. Pamiętam taką sytuację, gdy dzieci piekły babeczki. Kiedy opiekunka Radka weszła do sali, powiedziała po czesku: „Jak krásně tu voní!”, czyli „Jak tu pięknie pachnie”. W języku polskim „woń” kojarzy się raczej z nieprzyjemnym zapachem, ale w czeskim oznacza coś przyjemnego. Natomiast w Czechach brzydki zapach to nasze pachnieć. Te same słowa, a zupełnie inne znaczenia
– opowiadała.
Zwróciła także uwagę, że początkowo gospodarze i goście trzymali się w swoich grupach. Zmieniło się to jednak już we wtorek, kiedy podczas spaceru dzieci zaczęły tworzyć polsko-czeskie pary i ze sobą rozmawiać. Czasami tylko podchodziły do Stanki, prosząc o tłumaczenie pojedynczych słówek lub sformułowań. W pewnym momencie bariera językowa przestała mieć znaczenie. Uczniowie mówili w obu językach, ale zaczęli się dogadywać.
„Dla nas to wielka przygoda”
Na ważną rolę integracji zwróciła uwagę również dyrektorka szkoły w Klonowie Honorata Szanecka. Jak podkreśliła, dzieci wymieniły się adresami, by utrzymywać kontakt, a być może nawiązać nawet przyjaźnie na lata.
Podczas całej wizyty zaplanowano wspólnie wiele aktywności. Goście odwiedzili m.in. wspomnianą już fundację Oparków w Lubiewicach.
Bardzo im się tam podobało. W ramach Dnia Ziemi zorganizowaliśmy „kolorowanie świata”. Wspólnie weszliśmy do krainy, która straciła kolory. Dzieci musiały rozwiązywać zagadki, by przywrócić barwy. Później kolorowały kwiaty, piekły babeczki z płatkami kwiatów, spacerowały ścieżką dydaktyczną i karmiły kozy. Myślę, że to był bardzo udany dzień
– oceniła Szanecka.
Relacjom między uczniami przyjrzeliśmy się z bliska w czwartek (23 kwietnia). Tego dnia dzieci poznawały stolice obu krajów, a następnie zjadły obiad w polsko-czeskich parach. Kolejnym punktem programu była nauka gry na ukulele – okazało się, że obie szkoły mają takie zajęcia w swojej ofercie.
Czwartek był długim i emocjonującym dniem. Na zakończenie na dzieci czekał tort w barwach flag Polski i Czech przygotowany przez jedną z mam uczniów „Małej Szkoły”. Zajęcia sportowe poprowadziła z kolei Paulina Ciepluch. W organizację włączyły się także panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Klonowie, które przygotowały gofry i kolację.
– To dla nas ogromna radość. Już na kilka dni przed przyjazdem dzieci były bardzo podekscytowane przygotowaniami i tworzeniem transparentów. W poniedziałek, mimo że był wieczór, pojechaliśmy ich przywitać. Fakt, że uczniowie z innego kraju odwiedzili naszą małą wieś i szkołę, jest czymś niezwykłym. Czuliśmy wielką radość, wręcz euforię. Oczywiście organizacja wszystkiego wymagała dużo pracy i zaangażowania. Chcieliśmy stworzyć gościom godne warunki i nie obciążać ich kosztami. Jednak dla nas to przede wszystkim wielka przygoda
– podsumowała Honorata Szanecka.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz