Podczas gali w Warszawie Ewelina Olejniczak- Muzioł odebrała wyróżnienie z rąk dr Jolanty Rzegockiej, prezeski Fundacji Polka XXI wieku. Fot. nadesłane
Ewelina Olejniczak-Muzioł z GOK-u w Gostycynie została finalistką ogólnopolskiego konkursu Polka XXI wieku.Jak odbiera to wyróżnienie? Skąd w niej takie zamiłowanie do regionalizmu? Skąd czerpie inspiracje i jak ładuje baterie? Odpowiedzi znajdziecie w wywiadzie, którego nam udzieliła.
Warszawie odbyła się Gala Finałowa Konkursu Polka XXI wieku organizowanego przez fundację o tej samej nazwie. Nagrody przyznano w ośmiu kategoriach: przedsiębiorczość, administracja, kultura, edukacja, zdrowie, działalność społeczna, influencer oraz innowacje i nowe technologie.
W gronie finalistek w kategorii kultura – dedykowanej liderkom wyróżniającym się w tworzeniu, promowaniu i ochronie kultury polskiej w kraju lub za granicą – znalazła się Ewelina Olejniczak-Muzioł. Instruktorka z Gminnego Ośrodka Kultury w Gostycynie w swej pracy łączy tradycję z nowoczesnością.Realizowane przez nią projekty praktycznie zawsze nawiązują do dziedzictwa regionu. Młodzież potrafi wciągnąć do pracy nad teatrem pradawnej opowieści, zachęcić do stworzenia borowiackiej gry czy przeciągnąć po bagnach. Dla wielu młodych ludzi z gminy Gostycyn jest kimś więcej niż instruktorką – jest mentorką, przewodniczką i dobrą „ciocią” z domu kultury.A jak sama o sobie mówi z uśmiechem – czasem także trochę czarownicą. Tę Polkę XXI wieku – prywatnie szczęśliwą żonę i matkę trojga dzieci – wzięliśmy nieco na spytki.
„Tygodnik Tucholski”: Gratulujemy sukcesu. Jakie wrażenia przywiozłaś z Warszawy?
Ewelina Olejniczak-Muzioł: Dziękuję bardzo. O tym, że zostałam zgłoszona do konkursu, dowiedziałam się zaledwie tydzień przed galą, kiedy zadzwoniła do mnie prezeska fundacji. Do Warszawy pojechałam z Ludmiłą Zarembą-Bielecką, sołtyską Przyrowy. To właśnie ona zgłosiła mnie do konkursu. Sama gala miała piękną oprawę. Kiedy ze sceny padły słowa pani prezydentowej,że jesteśmy Polkami XXI wieku, poczułam prestiż tego wydarzenia.Najważniejsze dla mnie jest to, że szum Borów Tucholskich dotarł do Warszawy. Wiele osób nie wiedziało wcześniej, kim są kraśnięta, że w ogóle istnieje gwara borowiacka, a prowadzący galę Tomasz Wolny miał nawet problem z wymówieniem nazwy Gostycyn. Dostanie się do finału konkursu Polka XXI wieku jest dla mnie dowodem na to, jak daleko zaszliśmy i że warto robić to, co się kocha.
Zostałaś doceniona za liczne projekty związane z kulturą regionu. Skąd w Tobie to zamiłowanie do kultury regionu i gwary borowiackiej?
To nie jest tylko moja zasługa. W GOK-u mamy świetny zespół. Dyrektorka Agnieszka Hoffmann daje mi dużą swobodę w realizowaniu pomysłów, a pozostali pracownicy pomagają przy organizacji i rozliczaniu projektów. Wiele też zawdzięczam wójtowi Ireneuszowi Kucharskiemu, który zawsze wspiera nasze inicjatywy. Najbardziej lubię pracę z młodzieżą. Lubię patrzeć, jak młodzi ludzie odkrywają historię miejsca, z którego pochodzą. Działając Działając, tworzymy nową historię, ale nie zapominamy Pochodzę z gminą Gostycyn związana od dawna. i w to dziedzictwo się wpisałam. szczególnie zainspirowała mnie kulturą borowiacką i lokalną historią jest Marek dyrektor Szkoły Podstawowej w Gostycynie. jako uczennica gostycyńskiej szkoły nasiąkałam regionalizmem. Nie przepadam za cyframi i nie mam pamięci do dat, za to uwielbiam opowieści, legendy i historie o ważnych postaciach. Samej najbliżej mi do heksy, czyli borowiackiej czarownicy. Pan Marek swoją wiedzą wciąż dzieli się, nie tylko w szkole. Możemy na niego liczyć także przy realizacji GOK-owskich projektów.

Ewelina Olejniczak-Muzioł jako heksa w teatrze pradawnej opowieści "Szeptach z Borów". W sztuce, którą wystawiono na plenerowej „scenie” GOK-u w we wrześniu ubiegłego roku wystąpiły wszystkie grupy artystyczne działające przy ośrodku, a także Teatr Dorosłego. Fot. Agata Wiśniewska
Jak długo pracujesz w Gminnym Ośrodku Kultury w Gostycynie?
Od 2013 roku. Zaczynałam jako instruktorka świetlicy w kilku miejscowościach gminy, m.in. w Bagienicy, Łyskowie i Wielkim Mędromierzu. Obecnie pracuję przede wszystkim w ośrodku w Gostycynie i prowadzę świetlicę w Przyrowie. Nie wyobrażam sobie pracy w innym miejscu, choć moim pierwszym marzeniem było zostać fryzjerką. Nie udało się, bo nie dostałam praktyk. Uczyłam się później w zawodzie sprzedawcy, zdobyłam też uprawnienia opiekuna osób starszych i niesamodzielnych. Miałam też pracować w szpitalu przy sterylizacji narzędzi medycznych. Próbowałam wielu rzeczy, zanim trafiłam do GOK-u. To jest moje miejsce. Tutaj każdy dzień jest inny i ciągle coś się dzieje, a dla mnie musi się dziać dużo. Chyba mam niezdiagnozowane ADHD albo po prostu odziedziczyłam to po mamie, która do dziś jest bardzo aktywna społecznie. Ja nie rozumiem ludzi, którzy idąc do pracy, odliczają godziny do jej końca. Ja swoją uwielbiam. To część mojego życia, tak jak rodzina.
Mam takie swoje powiedzonko, że nie ma rzeczy niemożliwych - są tylko łatwiejsze albo trudniejsze do zdobycia. Ludzie wiedzą, że nie ma sprawy, której nie załatwię albo przy której nie mogliby na mnie liczyć. Przez 7 lat byłam sołtyską Wielkiego Mędromierza. Chodziłam wtedy często na szpilkach i nawet zdobyłam przydomek „sołtyska na szpilkach”. W pamięci utkwiło mi takie zdarzenie, kiedy jeden z mieszkańców, pracując na polu, znalazł mężczyznę, który spadł z roweru i był z nim utrudniony kontakt - później okazało się, że doznał udaru. Zamiast najpierw zadzwonić na numer alarmowy 112, zadzwonił do mnie z pytaniem, co ma zrobić.
Który z projektów był dla ciebie szczególnie ważny?
„PAMPKI GZUBY” dlatego, że to był pierwszy projekt, który napisałam całkowicie samodzielnie. Wcześniej uczyłam się tego od animatorki z Torunia Agnieszki Dąbrowskiej, która nauczyła nas sięgać po większe środki, ministerialne.Kiedy zachorowała, musiałam spróbować sama. To było moje pierwsze „dziecko”. Tak naprawdę każdy nasz projekt jest ważny, bo łączy ludzi i daje mieszkańcom możliwość spotkania z artystami czy instruktorami z różnych części Polski.

Trzy lata temu w ramach projektu „PAMPKI GZUBY” jego uczestnicy stworzyli borowiacką grę planszową. Fot. Piotr Paterski
Praca z młodymi ludźmi nie należy do łatwych. Na czym bazujesz?
Na wzajemnym szacunku. Moja grupa jest teraz w trudnym wieku – w wieku dojrzewania. Z „Gokusiami” przerabialiśmy już prawie wszystko: pierwsze miłostki i pierwsze rozstania. Kiedy ktoś z czymś nie może sobie poradzić, podczas naszych nocek rozmawiamy o tym. Zdarza się, że dyskutujemy nawet do czwartej nad ranem. Młodzi wiedzą, że mogą na mnie liczyć. Ja darzę ich miłością, ale jestem też stanowcza – nie ma przelewek. Zawsze staram się traktować dzieci tak, jak sama chciałabym, żeby ktoś traktował moje.
Nad czym teraz pracujesz? Co w najbliższym czasie będzie działo się w GOK-u?
Już 1 kwietnia rusza nabór do projektu „Sigma z Borów”. Zapraszamy młodzież. Będą warsztaty z upcyklingu – młodzi pojadą nawet na złom, żeby tworzyć nowe elementy do swoich pokoi. Będą też warsztaty artystyczne, zielarskie i oczywiście zajęcia survivalowe w lesie, które młodzi uwielbiają łącznie z chodzeniem po bagnach. Aktualnie pracuję nad kolejnymi wnioskami projektowymi, m.in. do programu „Folk od nowa”. Nie lubię zostawiać niczego na ostatnią chwilę ani spóźniać się na spotkania. Wnioski i sprawozdania staram się składać jak najszybciej.
A kiedy znajdujesz czas na odpoczynek? Jak ładujesz baterie?
Moją baterią jest mój mąż Krzysztof i rodzina. Mąż nie jest tylko moim partnerem, ale też przyjacielem. Zbudował dla mnie zimowy ogród, o którym marzyłam. Często tam siedzimy i rozmawiamy. To on wyciąga mnie na spacery i potrafi powiedzieć: „Stop, przesadzasz”. Jesteśmy totalnymi przeciwieństwami – ja ogień, on woda. Ja lwica, on ryby. Ja temperament,on oaza spokoju. Dodam jeszcze, że lubię się rozwijać i brać udział w szkoleniach. Nagrodą w konkursie jest m.in. udział w programie mentoringowym, więc to kolejna okazja do zdobycia nowych doświadczeń.

Z ukochanym mężem Krzysztofem Muziołem. Fot. nadesłane
Dziękujemy za rozmowę.
Dziękuję.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz