Zamknij
REKLAMA

Mikołaj i Mikołaj. Mistrzowie wybrzeża

21:26, 11.04.2021 | (red.), fot. nadesłane
Skomentuj
REKLAMA

Tym razem w Słupsku dwaj Borowiacy o tych samych imionach sprawdzili swoją formę. Mikołaj Brzeziński skrzyżował rękawice tylko w sparingu, natomiast jego imiennik Cieślik powalczył o punkty.
 

Trener chojnickiego klubu Marcin Gruchała powołał na Mistrzostwa Wybrzeża w Boksie dwóch młodych wojowników regularnie trenujących od dłuższego czasu w Gruchała Boxing Team. Turniej miał dać szkoleniowcom obraz formy ich podopiecznych i służył też wymianie doświadczeń czy ułożeniu planów co do dalszych imprez, choć tu należy być ostrożnym – przez pandemię nic nie jest pewne.

W Słupsku tucholanom było dane poboksować, jednak nie każdemu w rywalizacji o punkty. Niemniej jednak wyjazd był wartościowy przede wszystkim z jednej przyczyny – ogromne znaczenie ma zbieranie doświadczenia w ringu. Na Pomorzu stawili się sportowcy z kilkunastu klubów w Polsce (ponad siedemdziesięciu zawodników i zawodniczek). Na bokserskie wydarzenie organizowane w dniach 6-7 marca wyruszył z Chojnic spory team łącznie z dziewczętami. Gospodarzami turnieju byli Czarni Słupsk, klub stanowiący jasny punkt na bokserskiej mapie kraju.

Rywal chory, więc tylko sparing

 - Nie tak miało być – zaczyna rozmowę z „Tygodnikiem” Mikołaj Brzeziński. - Sporym rozczarowaniem był dla mnie fakt, że mój rywal nie stawił się do punktowanej walki, bo się rozchorował. Była motywacja, jest forma, za sobą miałem solidną rozgrzewkę, a pozostała mi tylko walka sparingowa.

Naprzeciw tucholanina stanął Damian Smagieł z Gdyni. Po walce nie ogłoszono werdyktu, bo była tylko towarzyskim starciem. W trakcie pojedynku Mikołaj odczuwał kontuzję kolana. Nabawił się urazu zwanego kolanem skoczka. Staw nie pracuje, jak powinien i kolana nie można zgiąć do końca. Mikołaj Brzeziński przyznał, że kolano przez dłuższy okres było przeciążone. Teraz już trzeci tydzień sportowiec nieco odpuścił z treningami, za to ręce pełne roboty ma fizjoterapeuta boksera.

Tucholaninowi przyznano w mistrzostwach pierwsze miejsce walkowerem, ale nie spełniło to oczekiwań pięściarza. Wolał walczyć o punkty, niż w sparingu. Niecodzienny werdykt miał jeszcze jeden powód – w kategorii wagowej Mikołaja (junior do 91 kg) nie było innych zgłoszonych do zawodów bokserów.

Dłuższa droga Mikołaja Cieślika

O ile wyżej wspomniany pięściarz walczył tylko w niedzielę, o tyle drugi stawał w ringu przez dwa dni. Pierwszym jego rywalem był tczewianin Łukasz Di Giusto. Był to pojedynek trwający trzy rundy, każda po trzy minuty. Silny zawodnik Wisły parł naprzód jak taran i Mikołaj przyznaje, że odczuł dość dotkliwie jego ciosy, jednak w kolejnych dwóch rundach sytuacja była już opanowana. Borowiak odpierał ataki i sam wyprowadził kilka celnych uderzeń. Była to barwna walka, czysta i dająca dużo emocji wszystkim zebranym, a trzeba przyznać, że nie było ich dużo z oczywistych racji – obostrzeń sanitarnych.  Tucholanin wygrał całą walkę 3:0, mimo że nie da się go nazwać bokserskim spacerkiem. Nastąpił jednak czas, by złapać oddech i przygotować się do walki finałowej. Tu w ringu stanął naprzeciw tucholanina Konrad Stawicki z Gryfa Wejherowo. Nadeszły spełnienie i mistrzowski tytuł – Mikołaj Cieślik wygrał 2:1 i uważa, że ta konfrontacja w ringu była najlepsza podczas jego występu w Słupsku. Mniej było tu przerw, nieliczne klincze były tylko tłem.

W dobie bieżącego reżimu sanitarnego nie wiadomo, czy spełnią się plany tucholan, o których konkretnie jeszcze nie chcą mówić. Jest jednak pewne, że chłopaki garną się do walk i treningów, choć te nie mogą być zbytnim obciążeniem fizycznym. Mikołaj Brzeziński już o tym wie.

((red.), fot. nadesłane)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

jj

2 0

wymagający sport. Gratulacje dla obu chłopaków! 13:01, 12.04.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

0%