W zmiennej pogodzie i ze zmienną grą Tucholanie rozegrali ostatni mecz przy własnej publiczności. Rywalem był wyżej notowany team, który szczególnie nie błysnął, ale wykonał plan - wygrał mecz. Zdecydowanie lepsza była w wykonaniu gospodarzy pierwsza połowa.
TKP Tuchola - Łokietek Wierzchucin Królewski 1:2 (1:1). Bramka: Kobielski (9)
TKP: Kufel (40 Kukielski), Rembisz, Westfal, Biernacki, Gwizdała, Gałamon (46 Glazik), Donczyk, Pollok (73 Lipinski), Podlewski, Kobielski, Pychowski
Czasem słońce, czasem deszcz jak w Bollywood - takie warunki panowały dziś na meczach klasy B i dotyczyło to również Tucholan. Gościli oni wicelidera z Wierzchucina Królewskiego, który na początku meczu zagrał niemrawo, oddając w pierwszych minutach inicjatywę miejscowej drużynie. Efektem tego był gol zdobyty już w 9 minucie, gdy Piotr Kobielski mocnym strzałem z kąta pokonał Dawida Buczkowskiego, który jeszcze niedawno był bramkarzem Myśliwca Gostycyn. Tucholanie sprawiali wrażenie piłkarzy bojowo nastawionych, zmotywowanych, grających z ochotą i podniesioną głową. Jednak po kwadransie gra zaczęła się z minuty na minutę wyrównywać. Łokietek ruszył ostro w ofensywie i efektem tego były trzy akcje jedna po drugiej, w której bohaterem był Aleksander Kufel. Bramkarz TKP wybronił dwa strzały, za trzecim razem świetnie zaasekurował go obrońca, który oddalił piłkę sprzed bramki.
W końcu po kilku groźnych akcjach goście trafili do siatki (31 minuta), a strzał z pola karnego był bardzo zaskakujący, bo wszystko działo się w tłoku; samo uderzenie nastąpiło bez złożenia się do strzału i zaskoczyło może samego strzelca. W bramce TKP nastąpiła pod koniec pierwszej połowy zmiana, ponieważ Kufek nabawił się kontuzji i zastąpił go Paweł Kukielski.
Druga połowa meczu to aktywna postawa gości, którzy przejęli inicjatywę, ale nie potrafili po dość składnych akcjach wykończyć ich trafieniem. Nieraz ostatnie podanie było fatalnie niecelne, strzały też mijały światło bramki albo piłkę łapał pewnie Paweł Kukielski. TKP musiał się bronić. Wychodzenie z akcjami ofensywnymi nie było już tak szybkie i sprawne, jak na początku pierwszej połowy.
Jakub Podlewski rozgrywał świetne spotkanie w środku pola i to on w 54 minucie trafił z rzutu wolnego w poprzeczkę. Później na murawie nie działo się nic porywającego. Kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry goście wyszli na prowadzenie po uderzeniu z pola karnego i taki wynik został wpisany w protokół jako wynik końcowy.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5774"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz