Udany mecz i pewne trzy punkty - tyle zyskali Tucholanie po meczu z Promieniem Kowalewo Pomorskie. Niestety też zanotowali stratę - zawodnika, który ma na swoim koncie mnóstwo goli, ale odchodzi z Tucholanki do zespołu znad Wisły. Mikołaj Galiński idzie drogą kariery, a jego ostatni mecz został zaakcentowany potrójnie na murawie - zawodnik zdobył trzy gole.
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Tucholanka Tuchola - Promień Kowalewo Pomorskie 4:1 (2:0). Bramki: Galiński (12,44,48), Donarski (90)
Tucholanka: Januszewski, Rostankowski, Giłka, Górecki, Gerth (90+1 Andrearczyk), Materac (67 Misiak), Nitka, Grudzina, Wojnerowicz (67 Rydzkowski), Orzechowski (90+1 Ziółkowski), Galiński (67 Donarski)
Jest to chyba jedyna w swoim rodzaju sytuacja, gdy można w wygranym meczu mówić o pewnego rodzaju stracie, może zabrzmi lepiej - ubytku. Cieszą trzy punkty Borowiaków na własnej murawie, bo zwycięstwo nie dość, że wysokie, to jeszcze poparte solidną grą i przewagą gospodarzy w każdym elemencie. W kwestii straty - z zespołu odchodzi Mikołaj Galiński - doskonały napastnik, który akurat w tym spotkaniu potwierdził swoją sportową wartość - strzelił trzy gole. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem Galiński otrzymał pamiątkową kompilację zdjęć i mnóstwo oklasków z trybun. Także po meczu był graczem, który zszedł do szatni bardzo późno, ciesząc kibiców swoją obecnością między nimi.
Początek w wysokiej temperaturze nie zwiastował wielkiego widowiska. Gra toczyła się w iście piknikowym tempie i trochę bez składu, dlatego nikogo na trybunach przez pewien czas nic nie porwało i nie wzbudziło emocji. Wynik otworzył się w 12 minucie, gdy Mikołaj Galiński pewnie uderzył z 11 metrów; sędzia minutę wcześniej wskazał rzut karny za faul na Michale Wojnerowiczu. Swoją drogą ten ostatni znów okazał się bardzo dobrym piłkarzem. Jego wejścia w pole karne zawsze były groźne. Kilka minut po golu realną szansę podwyższenia prowadzenia stworzył Patryk Nitka. W odpowiedzi goście atakowali niemrawo i bez pomysłu, oddali jeden strzał - niecelny. Promień w całym meczu był drużyną zdecydowanie słabszą i mniej zgraną, w pewnych momentach to była różnica klasy.
W tej części meczu jeszcze dwa razy goście pojawili się pod tucholską bramką, ale nijak nie zagrozili miejscowym. Raz Mateusz Januszewski obronił płaski strzał, raz napastnik Promienia fatalnie przestrzelił. Poza tym przyjezdni stanowili grupę ludzi bardzo nerwowych, porywczych, wybuchowych, nawet wobec siebie kierując słowną agresję. Niczemu dobremu to nie służyło, o czym można było się wkrótce przekonać. W 44 minucie znów Galiński pokazał klasę strzelecką. Pewny strzał z pola karnego dał drugą bramkę i zespoły zeszły do szatni.
Tego dnia Mikołaj Galiński w szczególny sposób rozpieścił kibiców, bo już na początku drugiej odsłony trafił po raz trzeci. Zamknął akcję i wykorzystał błąd obrony gości, która pozostawiła go zupełnie samego. Zawodnicy gości w swojej bezsilności na tym etapie meczu kilka razy próbowali wymusić rzuty wolne po rzekomych faulach, ale świetnie sędziujący arbiter nie dał się na to nabrać.
Pięknym uderzeniem w okienko popisał się raz napastnik gości i tak padła jedyna bramka dla przyjezdnych - w 66 minucie. Kowalewianie nie poszli jednak do przodu. Z kolei Tucholanie mieli coraz więcej swobody w docieraniu na pole karne rywala, ale w pewnym momencie zaliczyli krótki kryzys. Od 76 minuty Tucholanie stanęli z grą. Zadyszka trwała około pięciu minut, a w tym czasie Promień złapał wiatr w żagle i popłynął, jednak nie do celu. Pod tucholską bramką miały miejsce trzy groźne akcje, gdy było gorąco i pachniało bramką. Rewelacyjnie zachował się Januszewski, dwa razy parując uderzenia, raz strzał był zablokowany przez obrońcę. Gdy przyjezdni nic nie zdziałali, Tucholanka odzyskała przewagę - przebudziła się z kilkuminutowego marazmu. Goście kończyli w dziesiątkę po drugiej żółtej kartce jednego z graczy. Gwoździem do trumny przyjezdnej drużyny było piękne uderzenie pod poprzeczkę z ostrego kąta, a zrobił to Juliusz Donarski. Tucholanka w pełni zasłużyła na tę wiktorię - była zespołem zdecydowanie lepszym pod każdym względem.
Po meczu długo trwały rozmowy Mikołaja Galińskiego z kibicami, sesje zdjęciowe i gesty przyjaźni. Zawodnik też wypowiedział się dla "Tygodnika". Nie krył wzruszenia i po części żalu, że opuszcza zespół. Zawodnik przyznał, że jest w takim wieku, gdy po maturze musi podjąć ważne decyzje. Będzie studiował fizjoterapię w Bydgoszczy. Jego nowy zespół to czwartoligowa Unia Solec Kujawski - zespół z ambicjami awansu.
Nie ukrywam, że smutno mi odchodzić, bo w tym klubie spędziłem sześć lat, w tym trzy w pierwszej drużynie - mówi Mikołaj Galiński. - Zaczynałem z trenerem Podlewskim w młodszej drużynie. To taki czas, w którym muszę iść w świat, by realizować mój sposób na życie, na naukę, rozwój. Cieszę się, że dziś trzema golami mogłem dać radość kibicom. Wszystkim dziękuję za ten piękny czas, którego nie zapomnę. Czułem wsparcie, życzliwość. Każdemu z osobna mógłbym podziękować, ale lista byłaby nieskończenie długa. Dziękuję ojcu, trenerom, kolegom, kibicom za każdy gest, także dziewczynie Patrycji, której piłka na wysokim poziomie też nie jest obca. Będę tu wracał i obserwował Tucholankę - zawsze moją.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5714"}
::addons{"type":"only-with-us","color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz