Jeśli ktoś miał wątpliwości co do postawy na boisku drużyny ze stolicy Borów, mógł po sobotnim spotkaniu bić się w piersi i tylko chwalić Borowiaków. Nie tyle za grę, która nie była idealna, ale przede wszystkim za hart ducha, grę do końca i wiarę, że trud, ból i poświęcenie na murawie mogą przynieść upragniony efekt w postaci trzech punktów. Zespół otrzymał po ostatnim gwizdku owację na stojąco i sam podziękował kibicom za wsparcie.
Tucholanka Tuchola - Polonia Bydgoszcz 3:2 (0:1). Bramki: Grudzina (74), Górecki (88,90+7)
Tucholanka: Januszewski, Górecki, Wojnerowicz (63 Donarski), Gerth (85 Ziółkowski), Materac, Giłka (63 Rostankowski), Grudzina, Galiński, Nitka (78 Misiak), Krajna, Orzechowski
Huraganowe ataki i zdominowanie rywala to atuty Tucholan w pierwszych minutach meczu. Bramki co prawda nie padły, ale pozwoliły dostrzec wielkie ambicje Tucholan i chęć walki. Niestety później gra się zepsuła z różnych przyczyn, a mecz się niemiłosiernie wydłużył, ale było co oglądać. To jednak w końcówce, tymczasem Polonia zamknięta na swojej połowie mogła się tylko bronić. Taka sytuacja trwała tylko dziesięć minut, bo później gra się wyrównała. Mikołaj Galiński w 10 minucie miał szansę strzelić głową, ale pozycję miał trudną. Dwie minuty później Tucholankę uratował słupek, bo w niego trafił napastnik gości. Za chwilę znów gospodarze byli w opałach, a wszystko uratowało odważne wyjście Mateusza Januszewskiego. Tucholski bramkarz kolejny raz zaliczył świetny mecz. W tym czasie to Bydgoszczanie mieli więcej okazji na otwarcie wyniku. W kolejnej akcji posłali piłkę obok słupka. W 21 minucie znów Januszewski błysnął klasą - sparował uderzenie z dystansu pod poprzeczkę.
Po drugiej stronie boiska formacja w napadzie tucholskim także nie stała w miejscu. Akcje z 29 i 30 minuty mogły się podobać. To jednak Polonie zeszła do szatni z prowadzeniem. W 25 minucie zabawa z piłką i sporo chaosu zakończyło się przechwyceniem futbolówki i skutecznym strzałem na tucholską bramkę. Miejscowi mogli jeszcze wyrównać w pierwszej połowie, ale w doliczonej minucie uderzyli w słupek.
Druga odsłona tego meczu miała dwa skrajne oblicza. Pierwsze to okres gry aż do strzelenia bramki kontaktowej, drugi - po golu dla Tucholan, gdy ci ruszyli do zwycięskiej, sportowej ofensywy. Fatalnie oglądało się drugą część meczu od samego początku. Tucholanie co prawda przebywali na połowie przeciwnika, jednak bez efektu. Nie było akcji, która poderwałaby stadion; gra przed polem karnym nie otwierała drogi do bramki. Nastąpiło coś jeszcze: niewiarygodnie długie przerwy w grze spowodowane urazami, faulami, dyskusjami, wejściami pomocy medycznej. Przez to zniecierpliwienie po obu stronach rosło, napięcie było coraz większe, bo i wynik nie był pewny dla Bydgoszczan. Wielu piłkarzy Tucholanki ucierpiało w tym czasie. Leżał na murawie długo Januszewski, który był zmuszony ostro interweniować na przedpolu. Boisko musiał opuścić Łukasz Giłka, który uratował Tucholan przed stratą bramki, wybijając piłkę sprzed linii i naciągając mięsień uda. Również Kacper Gerth potrzebował zmiany po zderzeniu się w rywalem.
Bydgoszczanie drugiego gola strzelili z karnego, gdy w napastnika gości wpadł tucholski obrońca. Kapitan Tucholanki Jędrzej Orzechowski mówił sędziemu głównemu, że stojący bliżej całej akcji sędzia boczny pokazał aut bramkowy, więc nie faul. Rozmowa z sędzią zakończyła się żółtą kartką dla Tucholanina.
Tucholanka do odrabiania strat wzięła się kwadrans przed regulaminowym końcem meczu. Ciekawostka: spotkanie przedłużyło się aż o dziesięć minut, bo tyle doliczył ich arbiter. Najpierw strzał Szymona Grudziny, z pola karnego, płaski i ostry, dał gola kontaktowego. W skrzydła Tucholan powiał potężny podmuch nowych sił, motywacji. Mecz przybrał inne oblicze - zgrany zespół Tucholan coraz częściej zagrażał bramce Polonii. Wśród gospodarzy nastąpiły zmiany, a cały team desperacko rzucił się do ataku. Dwa rzuty wolne stały się akcjami bramkowymi Borowiaków. Dwa razy też bohaterem stał się Jakub Górecki. Chłopak zapamięta ten mecz na całe życie, bo strzelił dwie bramki - wyrównującą i zwycięską. Gole były podobne - po dośrodkowaniu ze skrzydeł po stałych fragmentach. Świetne uderzenia głową posłały dwa razy piłkę do siatki, a Tucholanie byli wniebowzięci ze szczęścia. Trybuny też oszalały. Bydgoszczanom można było współczuć, bo nie grali źle, jednak stracili bramki. Przyjezdny zespół, mimo wielu przerw i fauli wynikających z walki, wykazał postawę fair, wręcz przyjazną. Goście opuszczali murawę ze zwieszonymi głowami, natomiast Tucholanie mogą być z siebie dumni. To zespół, którego wiara w zwycięstwo jest niezachwiana. Z przymrużeniem oka można by sparafrazować powiedzenie, że wiara przenosi góry. W tym przypadku wiara przynosi bramki i triumf.
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5418"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz