Ten mecz potwierdził, że Tucholanie potrafią dobrze grac z silnym rywalem. Punkt w pojedynku z PAP-em Osielsko na pewno jest postrzegany jako sukces. Zespół pokazał duży potencjał i jest nadzieja, że kolejne udane mecze będą udziałem Borowiaków. Dobre mecze są Tucholance potrzebne jak tlen, bo dowodzą czegoś ważnego - ciągłego rozwoju drużyny.
PAP Osielsko - Tucholanka Tuchola 2:2 (2:1). bramki: Galiński (43), Orzechowski (64)
Tucholanka: Januszewski, Górecki, Wojnerowicz, Materac (46 Misiak), Grudzina, Galiński, Giłka, Nitka, Orzechowski, Gerth (65 Rydzkowski), Krajna
Zapowiadał się dla Tucholan trudny mecz i taki był, ale zespół z Borów pokazał sportową klasę i dojrzałość. Było tak w toku całego spotkania, mimo że dwie bramki przewagi miał rywal. PAP ostro zaczął mecz, ale wielu przerw w grze nie było. Przewaga w posiadaniu piłki przez gospodarzy wystawiła na dużą próbę defensywę Borowiaków. Tu jednak jak w meczu z Grudziądzanami obrona spisała się świetnie przez pół godziny. Ustawiała się odpowiednio, broniła dostępu do bramki strzeżonej przez Mateusza Januszewskiego. 17-latek pewnie czuł się między słupkami, we właściwym tempie wychodził do piłki, pewnie ją chwytał, słowem: nie zawiódł, mają jeszcze niewielkie doświadczenie w pierwszej drużynie.
Mimo to pierwsi celnie dwa razy strzelali miejscowi. Po półgodzinie gry Tucholanie stracili piłkę w środku boiska i z tą pomknęli do przodu Osielszczanie. Doskonałe podanie otworzyło drogę do bramki. Kilka minut później było już 2:0 po lekkim zagapieniu się obrony, która zawahała się, licząc, że sędzia wskaże faul. Wystarczył moment nieuwagi, by znów skuteczna akcja zakończyła się umieszczeniem futbolówki w siatce.
Tucholanka w tej niewesołej sytuacji, wcześniej niemrawo poczynająca sobie w ataku, podkręciła tempo gry. Jeszcze przed zejściem do szatni Borowiacy zyskali karnego. Po rzucie rożnym główkował w światło bramki Jakub Górecki, ale obrońca PAP-u zrobił świadomy ruch ręką w stronę piłki i ją w ten sposób zatrzymał. Sędzia pokazał piłkarzowi czerwoną kartkę, a karnego pewnie uderzeniem pod poprzeczkę wykorzystał Mikołaj Galiński.
Początek drugiej połowy wskazał wyraźnie zespół, który ma wiele do stracenia i chce odrobić stratę. Mowa oczywiście o Tucholanach, którzy dążyli do akcji na tyle skutecznej, by dała wyrównanie. Różnie to wychodziło, ale faktem jest, że wiara zespołu i wysoko uniesione głowy Borowiaków świadczyły o woli walki. Rośli i dobrze zbudowani gospodarze, także potrafiący umiejętnie bronić, konsekwentnie przecinali drogę do bramki, a należy pamiętać, że grali w dziesięciu. Skupili się na tyle na ochronie wyniku, że w ataku nie byli w stanie stworzyć groźnej akcji, choć na pewno umieli dojść do pola karnego.
Przełom nastąpił w 64 minucie, gdy strata piłki PAP-u dała dużo przestrzeni Tucholanom. Jędrzej Orzechowski dostał podanie w dobrym tempie i i uderzył zza linii pola karnego. Remis na pewno podrażnił ambicje gospodarzy, którzy desperacko próbowali atakować. Gra jednak stała się nerwowa, poziom spadł, było dużo dyskusji, przerw, fauli i przeszkadzania w rozegraniu piłki po stałych fragmentach. Miejscowy zespół był tak zdeterminowany, że w ostatnich minutach meczu nawet bramkarz znalazł się na polu karnym Tucholan. Prawie taki krok wykorzystali gości - Michał Wojnerowicz, gdyby dostał mocniejsze podanie, skierowałby piłkę do pustej bramki, gdyż bramkarz z Osielska został na środku boiska. Taki gol byłby spełnieniem marzeń Borowiaków.
Trener Arkadiusz Gostomski powiedział, że jego zespół w całości zapracował na ów cenny punkt wywieziony z terenu stojącego wyżej w tabeli przeciwnika. To był udany pojedynek ligowy Tucholanki.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz