Tucholanie zagrali rewelacyjnie i wrócili w świetnych nastrojach. Tu w zeszłorocznym meczu ze Strtem Warlubie.
Do trzech razy sztuka - w sporcie to też się sprawdza. Tucholanie pojechali nad Wisłę, zupełnie jak Raciążanie i też jak oni odnieśli zwycięstwo tym cenne, że z drużyną stojącą wyżej w tabeli. Borowiacy zagrali solidnie, a wyraziło się to przede wszystkim w strzeleniu goli i mocnej, pewnej obronie. Zespół z Tucholi musi iść za ciosem, bo ten wyprowadzony w Grudziądzu był obliczony na trzy ważne punkty.
Olimpia II Grudziądz - Tucholanka Tuchola 0:2 (0:1). Bramki: Orzechowski (10), Grudzina (47)
Tucholanka: Wiśniewski, Górecki, Donarski (75 Materac), Rostankowski, Wojnerowicz (83 Andrearczyk), Grudzina, Galiński (75 Ziółkowski), Nitka (90 Prądzyński), Krajna, Gerth (90 Grabowski), Orzechowski
Wyjazdowy mecz Tucholanie zapamiętają jako start efektywnej gry w kolejnych meczach i oby tak było, bo nad Wisłą Borowiacy czuli się pewnie i zagrali bez zarzutu. Po dwóch nieudanych spotkaniach mecz z rezerwami Olimpii udowodnił, że Tucholanie to zespół, który potrafi się zmotywować i wygrać z wyżej notowanym rywalem. Krotko: takie mecze chce się oglądać.
W pierwszej połowie grą rządził żywioł, ale na tyle wyważony, by w pierwszych minutach nie odsłonić się z atakiem - tak grały oba zespoły. To Tucholanie jednak mieli więcej szczęścia na sztucznej murawie, bo w 10 minucie strzał z kilkunastu metrów Jędrzeja Orzechowskiego znalazł drogę do bramki. Dużo było radości po tym uderzeniu, ale też Tucholanie byli świadomi, że do końca gry pozostało jeszcze wiele czasu, a rywal podrażniony stratą gola będzie parł ostro do przodu. I w tym momencie na arenę wkracza tucholska defensywa, która w dojrzały, mądry i pewny sposób likwidowała w zarodku wiele akcji Grudziądzan. Jeśli jakaś sytuacja na połowie Tucholanki rozwinęła się na tyle, by piłkarze Olimpii weszli w pole karne, pewne interwencje potrafiły zażegnać niebezpieczeństwo. Oczywiście nie można powiedzieć, że Grudziądzan nie było na murawie, bo starali się grać jak równy z równym, a trzeba przyznać, że akurat w tym meczu starły się dwa bardzo młode zespoły. Defensywa Tucholan z Jakubem Góreckim i Patrykiem Krajną na środku spisała się na medal. W tym meczu postawa w obronie, poza strzelonymi bramkami, to bodajże najważniejszy element gry Borowiaków.
Gospodarze wypracowali sobie pewną przewagę w ostatnich dziesięciu minutach pierwszej części meczu. Olimpia jednak nie zdołała wyrównać, choć częściej miała piłkę w tym czasie i potrafiła zamknąć Tucholan na ich połowie. Gra się lekko zaostrzyła, sędzia pokazał kilka żółtych kartek, w tym także Borowiakom.
Wymarzony był początek drugiej połowy dla przyjezdnych. Dwie minuty po gwizdku rozpoczynającym grę Tucholanie mieli rzut wolny ze skrzydła. Dośrodkowanie celnie wpadło na głowę Szymona Grudziny i zaskoczyło bramkarza z Grudziądza. Drugi gol dał lekką ulgę Tucholanom, bo każdy wie, że jednobramkowe prowadzenie jest kruche. Tymczasem drugie trafienie nie zmieniło niczego w grze Borowiaków, którzy umiejętnie blokowali akcje Grudziądzan; tym coraz mocniej zaczęło się spieszyć, co jest naturalne i zrozumiałe. Nie było jednak wielkich napięć, kłótni, brutalnych fauli.
Ważnym momentem było przyznanie Tucholance rzutu karnego w 58 minucie. W polu karnym nieprzepisowo został potraktowany Mikołaj Galiński i to on podszedł do piłki, by ją ustawić na jedenastym metrze i strzelić. Bramkarz Olimpii jednak obronił uderzenie i Tucholanie nie podwyższyli prowadzenia. Dwa gole przewagi okazały się ostatecznym wynikiem, dzięki któremu Tucholanie pełni radości zeszli z murawy. Zasłużyli na to zwycięstwo i byli drużyną grającą w sposób rozważny i pewny.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz