Zamknij

Historia Tucholanki. Na zawody jechaliśmy siedząc na pace między motocyklami. CZĘŚĆ 2

Jarosław Kania Jarosław Kania 20:01, 29.01.2026 Aktualizacja: 20:18, 29.01.2026
Skomentuj Historia Tucholanki. Na zawody jechaliśmy siedząc na pace między motocyklami CZ. 2 Swoich kolegów z torów i z Tucholanki wspomina nam Zbigniew Brzuchalski z Wielkiego Mędromierza.

Przedstawiamy drugą część bogatej historii sekcji motorowej Tucholanki Tuchola. Pojawiają się nazwiska, bez których nie byłoby wielkiej historii. Sekcja miała też swoje osiągnięcia. 

Dziś tory kartingowe nie są niczym egzotycznym, ale na pewno takim był widok gokartów ścigających się na ulicach Tucholi. Wszystko to kilkadziesiąt lat temu było niezwykłą atrakcją i dla sportowców, i dla mieszkańców. Starty obserwowano często na tucholskim rynku. Rolę bandy i ochrony przed ewentualnymi wypadnięciami z trasy pełniły baloty słomy ułożone optymalnie wzdłuż zakrętów. Niewiele wiemy o sukcesach kartingowych tucholan, nie ma też zdjęć dokumentujących tę część sekcji motorowej. 

Jest za to obfity materiał zdjęciowy przedstawiający jazdę motocyklami, a jak wspomnieliśmy, było kilka możliwości wyboru miejsca do jazdy.  Cztery tory motocrossowe wydają się czymś nierzeczywistym, jednak tyle ich było w bliskim sąsiedztwie miasta. 

 - Pierwszy był usytuowany za przetwórnią w okolicy dzisiejszych ogródków działkowych - snuje opowieść Zbigniew Brzuchalski z Wielkiego Mędromierza, były zawodnik nieistniejącej już sekcji motorowej Tucholanki Tuchola, z którym rozmawiamy z okazji 80-lecia klubu. - Drugi był w miejscu obecnego toru, ale wówczas było tam lądowisko. Na pokopalnianych terenach w Pile - Młynie był trzeci tor i czwarty, co ciekawe - do wyścigów trawiastych - znajdował się na terenie dzisiejszego Tuchmetu. Tam zdobyłem licencję. 

Na pace, autokarem, do Ustrzyk z kadrą narodową 

Rozmówca przypomina kilka sukcesów sekcji i w tym także swoje starty - I miejsce w eliminacjach mistrzostw okręgu bydgoskiego (złożonego wówczas z trzech województw) w1969 roku , starty w Gościeradzu, Toruniu, dwa tytuły wicemistrza okręgu (1973 i 1974 rok). Pamiętne są też udziały w wydarzeniach wykraczających poza okręg. W 1973 roku tucholanie brali udział w Rajdowych Mistrzostwach Polski będących jednocześnie eliminacjami do mistrzostw Europy. 

Zawodnicy Tucholanki żyli treningami i jazdą. Spędzili wiele godzin w warsztatach i na torach.

 - Takie duże wyjazdy dziś mogą wydawać się czymś nierzeczywistym, ale jechaliśmy często na zawody na twardych ławkach, na tzw. pace w bezpośrednim towarzystwie motocykli przymocowanych linkami do ścian bocznych - wspomina Zbigniew Brzuchalski. - Te spartańskie warunki zmieniły się choćby wtedy, gdy np. do Szczecina na eliminacje mistrzostw Polski jechaliśmy razem z Zawiszą Bydgoszcz (współpracowaliśmy z klubem wojskowym) już autokarem. Wtedy był to luksus. 

Wielką przygodą sportową był też wyjazd w Bieszczady. Było to powołanie na zgrupowanie kadry narodowej w Ustrzykach. Zbigniew i Józef Brzuchalscy zjeździli wielkie pagóry i jazda po nich różniła się od tej na płaskim terenie. 

W gokartach nawet technologia lotnicza

Edward ChmaraCzesław LepakFranciszek LiegmannZbigniew Kilichowski, Józef Brzuchalski, Janusz SłocińskiBogdan Górnowicz, Łodzimierz Józepczuk - te personalia przewijają się we wspomnieniach sekcji motorowej. Zawodnicy musieli być też mechanikami. Dużo pracy pochłaniały silniki, ich usprawnianie i modernizowanie. Poprawki dotyczyły nie tylko jednostki napędowej. 

 - Trzeba było w wielu przypadkach zwężać zbiornik paliwa, przełożyć zębatki, skrócić błotniki, unieść ten przedni, wzmocnić kierownicę, ponadto stosowaliśmy różne rodzaje zapłonów, w tym specjalne iskrowniki - wylicza Zbigniew Brzuchalski. - Pamiętam pewną WSK-ę kupioną przez Witolda Żółkiewicza. Długo ją dopieszczaliśmy. Motocykle nieraz też woziliśmy do chojniczanina Śrubkowskiego (imienia nie pamiętam). Tam były odpowiednio pod nas rasowane. Wszystko to przekładało się na moc i wydajność silników. 

Ciekawa jest też historia pozyskiwania opon. Wiadomo, że w tamtych czasach nie było różowo ze sprzętem, zatem trzeba było dwoić się i troić, by zyskać coś niezbędnego. Nie do wiary, ale tucholanie byli na tyle obrotni, że do gokartów pozyskiwali charakterystyczne, małe kółka z warsztatów lotniczych, a pochodziły one z samolotów, z przedniego ich podwozia. Takich i innych cudów dokonywał Jan Śpica - kierownik w tucholskim POM-ie. Mało tego: 10-calowe  ogumienie pochodziło także z maszyn rolniczych 

 - Jan Śpica dokonywał niemożliwego - mówi Zbigniew Brzuchalski. - Potrafił nawet odzyskać od wojska aluminiowe miski i w POM-ie tłoczyć z nich piasty do gokartów. Dziś, gdy kurier donosi nam wszystko do domu, takie rzeczy wydają się niewiarygodne. 

Zbigniew Brzuchalski w trakcie jazdy terenowej - znacznie atrakcyjniejszej niż na stadionie żużlowym.

Ciągle w lewo? To nie dla nas 

Tucholanom przydała się znajomość z władzami żużlowej Polonii Bydgoszcz. Właśnie stamtąd tucholanie uzyskiwali opony z odzysku. Już wtedy klub znad Brdy mógł mieć żużlowców ze stolicy Borów. 

 - Pojechaliśmy raz do bydgoskiego klubu i pozwolono nam wsiąść na motocykle żużlowe, przejechać fragment toru - wspomina Zbigniew Brzuchalski. - Nie zaiskrzyło, nie zapałaliśmy chęcią jazdy na stadionie. Nie widziało nam się pokonywanie toru ciągle w lewo, wydawało nam się to monotonne. Co innego przestrzeń, górki, skoki, słowem: motocross. Jeśli chodzi o bydgoskich przyjaciół, to trzeba wspomnieć Michała Chorzępę - działacza bydgoskiego PZMot-u, który w wielu kwestiach przysłużył się naszej sekcji. Niestety ten człowiek zmarł w zeszłym roku. 

Pozostały sprzęty lepsze niż pamięć

Gorzkie słowa a propos ludzkiej pamięci każą mieć na uwadze fakt, że zacierają się obrazy i fakty - o tym na koniec rozmowy wspomniał Zbigniew Brzuchalski. Odejście od sportu naszego rozmówcy w 1974 roku, dwa lata przed zakończeniem działalności sekcji motorowej, było dla Zbigniewa Brzuchalskiego życiowym przełomem. 

 - Zmieniły mi się priorytety życiowe. Jak to się mawia: spoważniałem - kończy swoją opowieść mieszkaniec Wielkiego Mędromierza. - Wziąłem ślub, założyłem rodzinę, pojawiły się dzieci. Takim dzieckiem jest też ta izba, w której rozmawiamy, a każdy jej element to moje oczko w  głowie. Pamiętam swoje motocykle: WFM, MZ 250, WSK 125, WSK 175. 

Zbigniew Brzuchalski wzrusza się, wspominając dawne czasy, ale też wierzy, że ktoś po nim przejmie Izbę Pamięci Zabytków Techniki i Motoryzacji w Wielkim Mędromierzu. Jedno jest bolesne, choć oczywiste: nie wrócą ludzie i czasy, gdy chwytało się wiatr, jeżdżąc motocyklem i mając ogrom życiowej energii. Tej wciąż nie brakuje Zbigniewowi Brzuchalskiemu. 

 - Ciągle coś dłubię, grzebię, zaglądam do sprzętu i mam zamiar poszerzyć kolekcję - mówi były motocyklista Tucholanki. - Nie mam zamiaru siedzieć w kapciach przed telewizorem. Żyję przeszłością, sentymentami, wspomnieniami i to niezmiennie daje mi nowe siły. Chętnie podzielę się wszystkim, co mam w głowie i sercu, choćby z dzisiejszą świetnie działającą Cross Akademią. Życzę wszystkim samych dobrych chwil. 

CZĘŚĆ 1 - HISTORIA SEKCJI MOTOROWEJ TUCHOLANKI POD LINKIEM:

[ZT]25744[/ZT]

Od lewej: Zbigniew Brzuchalski, Franciszek Liegmann i Zbigniew Kilichowski.

Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%