Po roku przerwy pogodowe fatum wróciło nad cekcyński festiwal. I to z nie porównywalnie większą siłą. (deszcz był najmniejszym problemem). Sobotni wiatr z plaży festiwal ?wyrzucił?, ale organizatorzy od razu znaleźli dla niego miejsce za progiem ośrodka kultury.
Nie można upierać się, że dzięki umieszczeniu festiwalu w kilku ścianach znów udało w pełni oddać się znaną już atmosferę tego wyjątkowego muzycznego wydarzenia, które na plaży w Cekcynie realizowane jest od 7 lat. Jednak to akurat jest najmniej istotne, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że krótko przez próbą rozpoczęcia imprezy jeszcze na plaży dziesiątki osób wspólnie ratowały scenę i tony sprzętu przed gwałtowną nawałnicą, de facto ratując w ogóle możliwość dalszego przeprowadzenia festiwalu gdziekolwiek. Dzięki tej mobilizacji i niewiarygodnego wręcz zorganizowania pod względem technicznym – bo przez zaledwie godzinę (!) – muzyka elektroniczna o bardzo szerokim szerokim wachlarzu emocji rozbrzmiała w GOK-u. Po jednej stronie tego wachlarza byli bardzo energetyczni Dieter Werner i Operators, po drugiej muzycznie częściej melancholijni i romantyczni gwiazda wieczoru Robert Kanaan oraz gospodarze Electronic Revival (już bez działającego w duecie przez ostatnie 10 lat z Marcinem Chmarą Tomasza Florka). Koniec końców mimo pogodowej katastrofy nie ucierpiał także najbardziej widowiskowy wizualnie już tradycyjny element cekcyńskiego festiwalu muzyki elektronicznej. Oczywiście pokazu sztucznych ogni nie udało się późną nocą zrealizować nad samym jeziorem, ale fajerwerki swoją rolę spełniły nad domem kultury.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz