To wiatr. Łamał gałęzie i drzewa jak zapałki. Rwał linie energetyczne niczym nitki. Piorun uderzył nawet w budynek. Strażacy i energetycy jeszcze w środę usuwali zagrożenia i awarie po nawałnicy, która przeszła nad regionem w nocy z poniedziałku na wtorek. Mieszkańcy liczą straty i dziękują Bogu, że nikomu nic się nie stało.
p { margin-bottom: 0.21cm; }
A mogło! Na drodze do Płazowa od strony Tucholi na osobowy samochód spadło drzewo. Na tej samej trasie, tir uderzył w leżącą na szosie kłodę.
– Pojazdy są mocno zniszczone, ale podróżni nie zostali ranni – informuje st. kpt. Krzysztof Łangowski, dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Tucholi. – Druhowie przez trzy godziny usuwali powalone na tej drodze drzewa i gałęzie. Gdzie indziej nie było lepiej. Podczas szalejącej burzy kierowca samochodu utknął na szosie Stobno – Raciąż. Najpierw drzewo złamało się i spadło przed jego autem, a gdy chciał zawrócić – kolejne upadło za pojazdem.
Kasztanowiec skrzypiał
– Od Wielkiego Mędromierza do Łyskowa nie jechaliśmy, ale szliśmy. Przez przynajmniej dwa kilometry po kolei usuwaliśmy powalone przez nawałnice gałęzie i drzewa. Inaczej nie dało się udrożnić drogi – opowiada Grzegorz Rybacki, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Gostycynie.
Strażacy do rana walczyli z połamanymi drzewami i gałęziami, leżącymi na drogach w całym powiecie. Znajdowały się one m.in. na trasach z Tucholi do Żalna oraz do Bysławia, a także w okolicach Legbąda i Kęsowa. W Pamiętowie wiatr wyrwał kilka ogromnych drzew z korzeniami.
Nawałnica zniszczyła również kasztanowiec, rosnący obok tucholskiej gazowni. Zaledwie dwa tygodnie temu w numerze 23/1057 „Tygodnika Tucholskiego” pisaliśmy, że zdaniem jednego z mieszkańców miasta ten pomnik przyrody był niebezpieczny. Aż skrzypi – stwierdził mężczyzna, który bał się obok niego przechodzić. Po wichurze, we wtorkowy poranek cały pobliski chodnik i trawnik zaścielały gałęzie połamanego kasztanowca.
Piorun uderzył w dom
Grzegorz Rybacki jako druh pracuje od 12 lat.
– Czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Trzeba Bogu dziękować, że nikomu nic się nie stało – dodaje. Tymczasem Radosław Januszewski, wójt gminy Kęsowo, przypomina sobie, że dziesięć lat temu wichura wyrwała drzewa z korzeniami w Drożdzienicy.
– Wtedy jednak miało to miejsce lokalnie. Teraz wiatr spowodował zniszczenia w całym powiecie i pewnie również poza nim – dodaje włodarz, który we wtorek jeździł po swoim samorządzie i oglądał straty.
– W Żalnie nawałnica zmiotła drewnianą stodołę. Belki i papa leżą porozrzucane na podwórku – wylicza Januszewski. – W Obrowie jest uszkodzony dach budynku. Przekazaliśmy mieszkańcowi plandekę. A w Drożdzienicy wiatr zwiał dach z garażu.
Burza też poczyniła straty. Piorun uderzył w dom w Zdrojach. Zapaliła się więźba dachowa.
– Na szczęście straty nie są duże. Wynoszą około tysiąca złotych – podaje Krzysztof Łangowski.
Tucholscy strażacy odnotowali podczas nawałnicy zalanie jednego sklepu przy ul. Cegielnianej w Tucholi.
Czwartek bez awarii
Obok połamanych drzew, zerwane linie energetyczne to najczęstsze zniszczenia, które wywołała wichura.
– We wtorek część Kęsowa nie miała prądu do godz. 11.00. Przez cały dzień nie działały telefony w naszym urzędzie gminy – mówi Radosław Januszewski. Gdy rozmawialiśmy z nim w środę rano, w kęsowskim ośrodku zdrowia nadal była niesprawna linia telefoniczna.
Przerwy w dostawie energii odnotowano w całym powiecie. Połamane przez wiatr gałęzie i drzewa, które spadały na ziemie, zerwały linie i uszkodziły słupy energetyczne czasami już na początku burzy, czyli w poniedziałek około godz. 23.00. Między innymi strażacy na bieżąco starali się zgłaszać awarie energetykom.
– Do wtorku odnotowaliśmy 8 awarii linii wysokiego napięcia oraz około 400 stacji transformatorowych bez napięcia. Głównym problemem są zerwane linie. Bardzo dużo słupów jest połamanych – powiedział tygodnikowi w środę rano Krzysztof Wegner, kierownik Rejonowej Dyspozycji Ruchu w Enea Operator w Chojnicach. – Cały czas odbieramy zgłoszenia od mieszkańców.
Zdaniem Wegnera do środowego wieczoru energetycy powinni usunąć wszystkie awarie w powiecie tucholskim. Zagrożenia starają się likwidować także strażacy. A mieszkańcy często sami usuwają z poboczy i pól połamane drzewa oraz gałęzie.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz