Temperatura w ?Kotle? rosła stopniowo ? od godzin wieczornych w piątek do nocnych w sobotę. Stopniowo, ale zdecydowanie, bo w właśnie w sobotę tuż przed północą doprowadziła do wrzenia.
Nie bez przyczyny Kocioł Festival ma taką, a nie inną nazwę. Już pierwszego dnia imprezy w cekcyńskim amfiteatrze naprawdę się zakotłowało. Cztery zespoły, cztery różne brzmienia, cztery odmienne style muzyczne – mieszało się jak w prawdziwym kotle. Festiwal otworzył zespół Riddim Brothers z Chełmna. Na scenie pojawiło się trzech młodych artystów – Majki, Strunaman i Wujek Marek Selekta, którzy wprowadzili publikę w stan chilloutu. Riddim Brothers grali bardzo reggaeowo, nie zabrakło jednak wstawek rapowych czy skocznych bitów ska. Następnym punktem programu był zespół Vintage In Normal Output przybyły z woj. zachodniopomorskiego. Klimat zrobił się bardziej rockowy, na scenie trzy gitary, dwa młode, ale jakże dobre i mocne wokale i oczywiście perkusja. V.I.N.O rozgrzał zgromadzoną publiczność zarówno swoimi kawałkami, jak i coverami utworów grupy Happysad w nowej odsłonie. Około godz. 21.30 pojawiła się bydgoska Alhena, a w amfiteatrze zrobiło się mroczniej za sprawą tego zespołu. Na scenie pierwszy tego wieczoru żeński wokal o ogromnej sile rażenia, a muzykę trudną do sklasyfikowania można określić jako rock-metalową o zabarwieniu progresywnym. Na zakończenie pierwszego dnia festiwalu wystąpił zespół z Trójmiasta – Pullover. Ten koncert był prawdziwą wisienką na torcie. Wszyscy na widowni popłynęli w rytm dźwięków trąbki, klawiszy i basu. Dodać tu trzeba koniecznie stonowaną perkusję i świetny, nieprzeciętny głos wokalistki. Na scenie, dzięki Pullover, zagościły soul i jazz.
Sobota, czyli gorączka w Kotle
W sobotę muzycznego, energetycznego kopa zapewniły m.in. instrumenty dęte, które pojawiły się na chwilę w piątek. Jednak zanim dęciaki zaczęły stanowić w dużej mierze o sile dwóch zespołów publiczność miała świetną rozgrzewkę. I tu od razu trzeba podkreślić – liczebności sobotniej publiki i nie spodziewali się chyba nawet sami organizatorzy. Cieszyła już frekwencja przy zachodzącym słońcu i wspomnianej rozgrzewce zapewnionej przez Settee i później Earla Jacoba, który dosłownie i w przenośni rozbujał Cekcyn. Impreza nabrała prawdziwych rumieńców, kiedy na dobre rozkręciła się razem z Le Moor i bardzo dobrze znanymi w Cekcynie Majestic.
Co ciekawe, nawet jeszcze przed tą imprezową gorączką koordynator Kotła Michał Ziółkowski sam przyznał nam, że w porównaniu do zeszłorocznej edycji festiwal pod względem frekwencji publiki zrobił wielki postęp. O jego wrażenia już podczas najwyższej gorączki, czyli finałowego występu Majestic, nawet nie musieliśmy pytać. Najprawdopodobniej były identyczne, jak nasze i innych, pozostałych uczestników festiwalu – po prostu... gorące.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz