Na pewno pod względem muzycznej energii. Bo od tej, której dostarczyły grające w piątek kapele, tucholski klub Underground po prostu kipiał.
Samej frekwencji publiczności nadal nie można oceniać z entuzjazmem, ale i tak pod tym względem w porównaniu do zeszłotygodniowego koncertu hiphopowego (relację z niego już publikowaliśmy) było w tę sobotę o niebo lepiej. „Niebo” to jednak w tym przypadku nietrafione słowo, bo kapele zagrały na pewno nie niebiańsko, a piekielnie ostro. Wszystkich rozgrzał SunKing Road z jedynym tego wieczoru damskim wokalem. Tempo – zwłaszcza w drugiej połowie swojego seta – podkręcił Galleon. Ostateczny i (nie przesadzając) nokautujący muzyczny cios zadali Acrid Snack serwujący zarówno swoje numery, jak i covery klasyków gatunku rapcore.
My tuż przed jego wejściem na scenę krótko rozmawialiśmy z Kacprem z Acrid Snack
Jesteście z Gdańska. Znasz w ogóle Tucholę?
Szczerze mówiąc głównie z tego, że leży niedaleko Czerska, w którym już graliśmy (przed Acid Drinkers – przyp.red.). No i z Borów Tucholskich.
Jak więc podchodzisz do tego, że zaraz zagrasz w całkowicie obcym, małym mieście, zwłaszcza, że frekwencja publiczności - jak widać - na kolana nie powala?
Ale ja właśnie wolę grać w takich małych miastach! To prawda, że będąc z Gdańska to właśnie tam graliśmy sporo koncertów. Wielkie miasto wcale nie oznacza od razu tłumów pod sceną. Wręcz przeciwnie. Gdy stawialiśmy pierwsze koncertowe kroki, często ludzi nie było prawie w ogóle. Przychodzili nasi znajomi, wiedzieli jak zagramy i co zagramy. A jadąc do małego, obcego miasta jesteśmy podekscytowani, bo będą słuchać nas obcy ludzie. Nawet jeśli byłoby to tylko 10-20 osób, nawet 5, zależałoby nam bardzo, żeby im się spodobało. I bardzo zależy nam właśnie, żeby spodobać się Tucholi.
Właśnie, 10-20 osób... Wrócę do frekwencji. My w Tucholi mamy ostatnio spory problem z koncertową publicznością. Mówię o podobnej lub równie alternatywnej tematyce muzycznej. Jak ty zachęciłbyś tucholan, żeby pojawiali się na takich wydarzeniach, jak to dzisiejsze?
Olejcie Facebooka, wyjdźcie z domu. Mówię akurat o tym, bo mam poważne wrażenie, że właśnie przez niego młodzi ludzie nie mają ochoty wychodzić, spotykać się ze sobą w rzeczywistości, np. na koncertach, tylko robić to przed komputerem. Ponadto, nie zniechęcajcie się do muzyki sugerując się popularną papką graną w stacjach radiowych. Szukajcie jak najczęściej możliwości poznawania i słuchania nowej muzyki na żywo, nawet za pośrednictwem koncertów tak młodych zespołów jak nasz. Jeśli tego nie zrobicie, nie będziecie nawet świadomi, czy coś tracicie.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz