Morderczy wręcz upał towarzyszył piłkarzom z Tucholi i Chełmna podczas ostatniego meczu w tym sezonie. Spotkanie miało ważny sens i wyjątkowy wydźwięk - ostatni raz do piłkarskiego boju drużynę poprowadził Arkadiusz Gostomski. Odchodzący szkoleniowiec w krótkiej mowie podziękował za wiele wsparcia wszystkim sympatykom klubu.
Tucholanka Tuchola - Chełminianka Chełmno 2:1 (0:1). Bramki: Giłka (54), Grudzina (90+2)
Tucholanka: Januszewski (88 Puppel), Rostankowski, Grudzina, Giłka, Krajna (89 Deja), Misiak (46 Materac), Wojnerowicz (73 Donarski), Nitka, Orzechowski, Ziółkowski (46 Górecki), Andrearczyk (46 Rydzkowski)
Potężny upał towarzyszył wszystkim, którzy przybyli na stadion przy Warszawskiej, by oglądać ostatni występ w sezonie 2025/2026 klasy okręgowej. Prezentacja drużyn się nieco przeciągnęła, ponieważ pożegnano odchodzącego trenera Arkadiusza Gostomskiego. Dyrektor OSiR-u i kierownik sekcji piłkarskiej Tucholanki - Wojciech Kociński wręczył trenerowi pamiątkową koszulką i podziękował za wprowadzenie zespołu w szereg okręgówki. W kilku słowach do zgromadzonych przemówił też szkoleniowiec żegnający się z pierwszą drużyną.
Później już przyszedł czas na czysty futbol. Gospodarze wyszli w bardzo młodym składzie. W pierwszej jedenastce znalazło się kilku graczy, którzy na co dzień wchodzą na murawę z ławki rezerwowych. Tucholanka w pierwszych dwóch minutach przeprowadziła dwie dynamiczne akcje, gdy piłka znalazła się blisko bramki rywala. Niestety z minuty na minutę Tucholanie tracili impet i dawali się zdominować Chełminiance. Gol już w 3 minucie był na pewno zaskoczeniem, ale na tym nie koniec. Niżej notowany przeciwnik okazał się trudnym rywalem w grze, bo poczynał sobie coraz śmielej w zdobywaniu przestrzeni dzielącej ich od bramki gospodarzy. Nie działała idealnie borowiacka obrona, od kiedy rywal otworzył wynik. Zawodnicy gości byli szybsi, pierwsi dopadali do piłki, sprawnie rozdzielali podania, sprawiali lepsze wrażenie. Tucholanie byli zbyt bardzo oddaleni, nie stosowali ostrego pressingu, dlatego dość dużo swobody mieli goście przed polem karnym Borowiaków.
Chełmnianie z kolei obronę mieli ułożoną i w pierwszej połowie nie miała ona - poza początkiem - wiele pracy. Gra toczyła się przeważnie na połowie gospodarzy. Mimo optycznej przewagi piłkarzy znad Wisły nie padły już gole. Wiele było niedokładności z obu stron, nie było żadnych sytuacji stuprocentowych, a strzały z dystansu mijały światło bramek. Niepotrzebna była nerwowość wśród Tucholan, bo nie stanowiło to niczego konstruktywnego.
Zdecydowanie lepiej mecz oglądało się po przerwie. Przede wszystkim Tucholanka zagrała o wiele żywiej, wykazując więcej energii i motywacji. Gra się wyrównała i piłkarze mieli więcej okazji, by zmienić wynik. Mimo to nie obserwowano płynnej gry i piłka często lądowała w autach, była podawana nieprecyzyjnie.
Wyrównujący gol był jednym z najbardziej efektownych uderzeń Tucholan w mijającym sezonie. Łukasz Giłka rewelacyjnie huknął zza pola karnego prosto pod poprzeczkę i Tucholanie mogli cieszyć się z wyrównania. Przez chwilę miejscowi zerwali się do boju, uskrzydleni golem na remis, jednak niewiele to przyniosło. Za to Chełminianka wciąż nie odpuszczała. Dużo było jednak przerw w grze (pomijając tę na uzupełnienie płynów) - często faulowano. Goście w 68 i 69 minucie zagrozili bramce huraganowymi wejściami z prawej strony. Borowiacy domagali się z kolei chwilę później "jedenastki", bo w polu karnym padł zawodnik Tucholanki. Na pewno starli się dwaj zawodnicy - obrońca i napastnik, jednak sędzia był blisko i nie wskazał "wapna". Po drugiej stronie pewnie spisywał się Mateusz Januszewski. W jednej z jego interwencji pod koniec meczu doznał on kontuzji i został zniesiony przez kolegów z boiska, Zastąpił Go Adrian Puppel.
W ofensywie Tucholan nastąpiła poprawa, ale nie znalazł się chyba nikt, kto wziąłby odpowiedzialność za akcję z przodu. Kilka razy zamiast iść z piłką w pole karne, gdzie było dużo miejsca, piłkarze z Tucholi na siłę grali do boku, a tam najczęściej sędzia wskazywał spalone. Szczęście na końcu uśmiechnęło się do gospodarzy. W doliczonym czasie jedna z akcji zakończyła się celnym uderzeniem Szymona Grudziny. Trybuny się zagotowały - tym razem nie od upału, ale radości. Po ostatnim gwizdku piłkarze podziękowali kibicom, podbiegli do widzów. Długo trwały uch rozmowy z kibicami i pozowanie do zdjęć. Arkadiusz Gostomski zapamięta na pewno ten mecz - jego podopieczni wygrali pojedynek dla niego, w ów wyjątkowy czas.
Piłkarze z uśmiechem zaprosili kibiców na rundę jesienną - już pod przewodnictwem Piotra Pozorskiego.
FOTORELACJA:
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5813"}
FILMY:
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz