Zamknij
REKLAMA

Wracamy do głośnej sprawy z Tucholi: To cud, że chłopak przeżył CAŁY TEKST

13:16, 13.10.2021 | K.T
Skomentuj
REKLAMA

Okręgowy Inspektorat w Bydgoszczy prześle wnioski o ukaranie właściciela firmy zarówno do sądu (z 8 zarzutami wykroczeń), jak i do prokuratury – tu w grę wchodzą już przepisy Kodeksu karnego. Jak dowiedział się "Tygodnik", w zakładzie praktycznie nic nie działało tak, jak powinno, a odpowiednie zapisy na ten temat mają pojawić się w oficjalnej dokumentacji pokontrolnej. Na ten moment firma nie produkuje kontenerów. Wracamy do głośnej sprawy z 9 sierpnia br.

W jednej z tucholskich firm, produkującej ciężkie, metalowe kontenery, doszło do dramatycznego wypadku – szczegóły opisywaliśmy w 32 numerze "Tygodnika". Przypomnijmy pokrótce, co wydarzyło się w zakładzie. Poważnie ranny został młody chłopak – wtedy 16-latek.

Młodociany pracownik wykonywał czynności pomocnicze na produkcji. Wszedł pod uniesiony na widłach wózka jezdniowego ogromny kontener, którego elementy miał wyszlifować. W trakcie wykonywania prac ów kontener zaczął się zsuwać i przygniótł nastolatka

– relacjonowała Iwona Glamowska, z Państwowej Inspekcji Pracy – Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy.

Nastolatek przeżył, ale miał "szerokie obrażenia wewnętrzne". Wypadek od razu zakwalifikowano do kategorii ciężkich. Opisywany zbiornik ważył kilka ton, jego wymiary to: 6,2 metrów na 2,6 m. Już w sierpniu PIP informowała, że przepisy Bezpieczeństwa i hieny pracy nie były w firmie przestrzegane. W międzyczasie do internetu wyciekł film z monitoringu. Na nagraniu widać, jak od spodu pojemnika wydobywają się iskry (chłopak tam był) oraz moment, w którym kontener zsuwa się z wideł wózka.

Przedstawiciele inspekcji zapewniali, że właściciel zakładu poddany zostanie szczegółowej kontroli. Od samego początku mówiło się o szeregu nieprawidłowości. Młody pracownik (który tylko według oświadczenia pracodawcy był w pracy pierwszy dzień) w ogóle nie powinien znaleźć się pod kontenerem podniesionym w taki sposób. Inspektorat pracy przekazał zresztą, że 16-latek pracował bez umowy.

Żyje – trzeba to rozważać w kategorii cudu

Po dwóch miesiącach działań pracowników inspektoratu, przekazujemy pierwsze informacje o wynikach ich pracy. Co najważniejsze, Okręgowy Inspektorat Pracy w Bydgoszczy wystosuje wniosek zarówno do prokuratury (z artykułu 160 Kodeksu karnego – "Narażenie człowieka na niebezpieczeństwo") oraz do sądu z zarzutami wykroczeń.

Tych wykroczeń, z tego co przekazywała pani inspektor przeprowadzająca kontrolę, będzie 8. Zarzutów pojawi się zatem sporo. Zobaczymy, co zrobi z tym prokuratura i sąd. Tak naprawdę w ocenie inspektora to, że ten człowiek żyje, to jest cud. Młodociany był bardzo szczupły i tylko dzięki temu zmieścił się pod kontenerem. Niestety ma on poważne urazy, prawdopodobnie nigdy już nie będzie do końca sprawny. Jest sporo urazów kręgosłupa, natomiast na szczęście rdzeń pozostał cały, nieprzerwany. Podkreślę raz jeszcze: to że chłopak żyje jest cudem. Po prostu w takich kategoriach trzeba rozważać całe zdarzenie

– mówi w rozmowie z "Tygodnikiem" Waldemar Adametz z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Bydgoszczy.

Jak dowiadujemy się dalej, opisywana firma – przynajmniej na ten moment – nie zajmuje się produkcją kontenerów, zaprzestała tej działalności. Nie była potrzebna decyzja inspekcji pracy, właściciel wyprzedził kroki prawne i zrezygnował z produkcji. Firma aktualnie działa "w innym zakresie". Niestety, jak podkreśla nasz rozmówca, z doświadczeń z przeszłości wynika, że za chwilę może zostać utworzona nowa firma (przez tę samą osobę lub z nią związana), która dalej będzie produkowała kontenery... Jak słyszymy, inspekcja cały czas będzie bacznie przyglądała się poczynaniom właściciela zakładu.

"W tej firmie brakowało w zasadzie wszystkiego"

Adametz tłumaczy, że do prokuratury trafi dokumentacja związana stricte z wypadkiem i zarzutem narażenia na utratę życia młodocianego. Natomiast do sądu skierowany będzie wniosek o ukaranie z 8 zarzutami dotyczącymi wykroczeń. Mowa tu o szeroko pojętej organizacji pracy: braku badań, szkoleń, nieprzestrzegania zasad BHP. Jak mówi nasz rozmówca: "w tej firmie brakowało w zasadzie wszystkiego".

Była cała masa nieprawidłowości. W takich warunkach nie można prowadzić produkcji. Patrząc na sam wypadek, nie można przecież podnosić ogromnego kontenera wózkiem widłowym w taki sposób, że z jednej strony jest on na widłach, pod kątem 30-40 stopni, a z drugiej strony znajdują się stalowe kółka

– podkreśla Waldamer Adametz.

Dodatkowo wspomniany wózek nie miał dozoru technicznego... Organizacja pracy właściwie nie istniała. Dopytywany o pozostałych pracowników inspektor tłumaczy, że na hali przebywali pracownicy dwóch firn. W obu zakładach przeprowadzona została wnikliwa kontrola.

Co z działaniami organów ścigania? W ostatnich dniach września prokurator rejonowy z Tucholi – Marcin Przytarski – przekazał, że "jest to wczesny etap postępowania i policja realizuje czynności zlecone przez prokuratora". Ze strony prokuratury nikt nie usłyszał na razie zarzutów. Policja także na ten moment nie przedstawia szczegółów.

Wykonywane są niezbędne czynności procesowe, mające na celu ustalenie okoliczności tego zdarzenia. Przesłuchiwani są naoczni świadkowie. Obecnie czekamy również na opinię biegłego dotyczącą obrażeń osoby poszkodowanej

– podaje krótko Łukasz Tomaszewski, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Tucholi. Do sprawy będziemy wracać.

 Fot. Okręgowy Inspektorat Pracy w Bydgoszczy

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

PawełPaweł

1 0

Prywaciarze nie przestrzegają BHP, każą wykonywać pracę łamiąc te zasady. Jeżeli się sprzeciwisz zostajesz zwolniony lub obcięta pensja. W powiecie tucholskim też jest sporo takich cwaniaków. 14:01, 13.10.2021

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA
0%