Zamknij
REKLAMA

Runmageddon z tucholanami. Młodzi, a już z tytułem weteranów TEKST I ZDJĘCIA

14:59, 13.11.2020 | (red.), fot. nadesłane
Skomentuj
REKLAMA

Patryk Wysocki z Tucholi nie po raz pierwszy wziął udział w potyczce z sobą, dystansem, zmęczeniem, przeszkodami. Tym razem Borowiak z kolegą wyznaczyli sobie specjalny cel.

Chociaż wokół szaleje pandemia i tylko czekać, jak wejdą nowe obostrzenia, niektóre imprezy sportowe wciąż nie zostały odwołane i cieszą się wielką popularnością. Duet sportowców, który w sportach siłowych ma już bogate doświadczenie, pojechał aż w Bieszczady, by wystartować w wartościowych zmaganiach; te zgodnie z planem były udanym zakończeniem ostro przepracowanego sezonu.

Patryk Wysocki i Bartosz Sośnicki udali się w daleką podróż. W Lesku odbyła się ostatnia w tym roku edycja Runmageddonu 2020. Sportowcy mieli konkretny cel – zdobycie zaszczytnego tytułu Weterana Runmageddonu.

 - Aby udało nam się osiągnąć, co zamierzaliśmy, trzeba było jechać tak daleko, bo wymogiem było przebycie trzech kategorii lub jak kto woli – dystansów – wyjaśnia tucholanin. - Zaliczyliśmy już rekruta (6 km i 30 przeszkód) oraz classic (12 km, 50 przeszkód). Pozostał hardcore. Tym razem pierwszy raz w życiu stanęliśmy przed poważnym wyzwaniem i wymagającą trasą.

Ostatecznie duet przyjaciół pokonał dystans, choć łatwo nie było z kilku względów. Przede wszystkim etap o wymownej nazwie to półmaraton z 70 przeszkodami do pokonania. Ponadto sama podróż z racji na wielką odległość Leska od stolicy Borów była męcząca, stąd też wyprawa w Bieszczady wymagała aż dwóch noclegów.

Z oponą na plecach pod... stok narciarski

Tucholanie wiedzieli, że zdobycie tytułu nie będzie lekkie i potężnie nadszarpnie siły podczas zawodów, ale wszelkie trudy zrównoważyła satysfakcja na mecie. Mordercza trasa została pokonana w ponad pięć godzin. Co zaskoczyło na plus, to aura, bo jak opowiadają sportowcy, zapowiadano niesprzyjającą pogodę, natomiast ta okazała się na miejscu dużo bardziej przychylna wysiłkowi na trasie ponad 21 kilometrów. Cały dystans został wyznaczony w górskim terenie – w lesie, wśród łąk, niemal cały czas pod górkę. Błoto nie ułatwiało biegu.

Najbardziej wyczerpującą przeszkodą okazał się podbieg pod stok narciarski. Trzeba było wbiec na samą górę i zbiec z niej aż cztery razy. To nie wszystko – pierwszy bieg pokonywano z samochodową oponą na barkach. Jakby tego jeszcze było mało, u szczytu na zawodników czekały dodatkowe atrakcje – przeszkody, których nie dało się ominąć. Patryk Wysocki z uśmiechem wspomina, że gdy stanął przed stokiem, mógł tylko wydać westchnienie, po czym przystąpił do rzeczy i... po prostu to zrobił.

 - Jeśli ktoś coś trudnego zaczął, już dokonał połowy dzieła, bo potem idzie tylko lżej – twierdzi rozmówca. - Tu może użycie słowa „lżej” nie jest adekwatne do sytuacji, ale na pewno po pierwszym wbiegnięciu szło raźniej. Jak w piosence – najtrudniejszy pierwszy krok. Za to radość po wszystkim – nieporównywalna do czegoś innego.

Poza tym przeszkodą, której dotąd nie pokonywali dwaj zawodnicy, było podwójne pokonanie Sanu. Niepotrzebna była umiejętność pływania, bo grunt ciągle był wyczuwalny pod nogami. Samo zetknięcie z lodowatą wodą dawało jednak skrajnie różne odczucia. Pierwsze wejście w toń to potężne przeszycie zimna graniczące prawie z bólem, natomiast drugie było wielkim orzeźwieniem, gdy ciało po długim biegu było przegrzane. Na trasie były dwa punkty nawadniania – na siódmym i czternastym kilometrze.

W leskim Runmageddonie brało udział około 700 zawodników. W trasie z Patrykiem i Bartkiem biegli nie tylko uczestnicy hardcore'a, ale także ci, którzy postawili sobie maksymalne wymagania, bo w najdłuższym etapie zwanym ultra trzeba było przebiec maraton i dać sobie radę ze 140 przeszkodami. Tucholanin pamięta dokładnie, że nikt z ludzi spotkanych na trasie nie wymagał pomocy z racji tego, iż na tym wymagającym etapie – półmaratonie czy maratonie – spotyka się sportowców specjalnie do tego przygotowanych. Bohaterski duet Patryk – Bartek specjalnie do tego występu wzmocnił wydolność organizmu głównie przez trening siłowy. Poza tym na jedno warto zwrócić uwagę – mowa cały czas o dwóch zawodnikach, którzy stanowią jeden team, jednak w Lesku każdy walczył o indywidualny wynik. Nie przeszkadzało to, by razem wbiec na metę.

 Statuetka w ręku i co dalej?

Patryk Wysocki z kolegą w imponujący sposób zakończył czynnie sportowy rok. Po zaliczeniu mety, sprawdzeniu wyniku i odpoczynku sportowcy odebrali swoje statuetki potwierdzające zdobycie zaszczytnego tytułu Weterana Runmageddonu. Chłopaki zaznaczają, że walka w tym cyklu nie tyle z innymi, co z własnym organizmem, była największą frajdą. Przebyte kilometry na piekielnie trudnych trasach, drobne urazy, zmęczenie, samochodowe trasy w miejsca docelowe – wszystko to ma wielki sens. Można powiedzieć, że dwaj przyjaciele mają zjechaną całą Polskę – od Gdańska po Bieszczady. Nigdy wcześniej nie było bardziej owocnego sportowo czasu – to zaznaczają biegacze i siłacze w jednych osobach. Pozostał im tylko w tym roku Bieg Mikołajów w Toruniu. Pozostaje niepokojące pytanie: czy wydarzenie zaplanowane na 6 grudnia się odbędzie? Nikt nie zna odpowiedzi, a obawy związane z sytuacją na świecie podsuwają różne wizje, wśród których prawdopodobne są te wskazujące odwołanie wielu imprez.

((red.), fot. nadesłane)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

Andrzej maratończykAndrzej maratończyk

1 0

W Bieszczady jeździ się na bieg rzeźnika trudne wyzwanie. Polecam biegi ultra i maratony. W Tucholi jest więcej maratończyków i ultra biegaczy. Brawo panowie. 17:07, 13.11.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz