Ogień pojawił się tym razem w jednym z zakładów produkujących meble w gminie Śliwice.
W poniedziałek popołudniu zawyły syreny w gminie Śliwice. Ogień trawił budynek pełen trocin w zakładzie w Okoninach Nadjeziornych. W akcji udział brały 4 wozy bojowe z Lińska, Śliwic i Tucholi. Kiedy opuszczaliśmy teren akcji około godz. 21.00 strażacy dalej walczyli z płomieniami. W połowie ogarniętego pożarem budynku składowane były trociny i to właśnie z nich momentami wręcz buchały płomienie. Okoliczni mieszkańcy z niepokojem obserwowali rozwój wydarzeń. Akcja była utrudniona ze względu na to, że dostęp do źródła ognia był tylko z dachu przez odgięte blachy poszycia i szczytową ścianę. Przypomnijmy, że w czerwcu ubiegłego roku palił się ten sam budynek.
Poniżej pełna treść artykułu z 32 numeru Tygodnika Tucholskiego:
Godz. 18.11 – zgłoszenie o pożarze w Okoninach
Do akcji rusza 6 wozów gaśniczych i wóz operacyjny z tucholskiej komendy. 2 wozy przyjeżdżają z OSP Śliwice, po jednym z Rosochatki, Śliwic i Lińska. Dowodzenie przejmuje Wiesław Anhalt doświadczony strażak, jak mówi o koledze Krzysztof Łangowski szef jednostki ratowniczo-gaśniczej z Tucholi.
Zabezpiecza karetka
Pożar trawi murowany budynek. Znajdują się w nim kotłownia i magazyn trocin. Pali się ta druga część. Panuje wysoka temperatura, jest duże zadymienie. Strażacy podają 6 prądów wody. Miejsce akcji zabezpiecza karetka pogotowia.
Wybuchowy materiał
Okazuje się, że dach również jest z elementów palnych. Prawdopodobna przyczyna – iskra z wyciągu trocin. Kiedy „Tygodnik” dociera na miejsce po godz. 19.00 z dachu zieją dziury. Tymi otworami odprowadzane są gazy i ciepło z płonącego wnętrza. Palą się przede wszystkim trociny. Okazuje się, że przyczyną pożaru może być niewielki wybuch łatwopalnego, wręcz wybuchowego pyłu drzewnego. Wystarczy nagromadzenie się podczas ruchu cząsteczek drewna energii elektrostatycznej, żeby pojawiła się iskra.
18.19 zgłoszenie o pożarze kombajnu
W międzyczasie dwa zastępy straży OSP Rosochatka i Śliwiczki jadą gasić kombajn. Pali się komora silnika. Zanim przybywa straż, pożar próbują ugasić ludzie, używając pięciu gaśnic proszkowych. Kombajn dogaszają strażacy i zabezpieczają miejsce akcji. Ta akcja trwa godzinę.
Trocin po sam dach
Chwilę przed godziną ósmą strażacy decydują się otworzyć wrota na szczytowej ścianie budynku. Ich oczom ukazuje się ściana trocin. Ciężki sprzęt wyciąga łatwopalny materiał. Trociny ciężko się gasi. Nie są nasiąkliwe, więc należy zlewać wodą ich małe ilości.
6 godzin walki z pożarem
Spaleniu ulega 160 m2 dachu – krokwie, łaty, deski. Chwilę przed północą jednostki wracają do bazy. Teren zostaje przekazany właścicielowi. Kiedy palą się miejsca publiczne, obligatoryjnie straż wzywa nadzór budowlany. W miejscach prywatnych to właściciel wie i decyduje co robić dalej.
O pożarze rozmawiamy z Marianem Zabrockim, jednym z właścicieli firmy.
–?W zasadzie większych strat nie ma poza pokryciem dachowym. Nie było tam żadnych urządzeń – mówi właściciel wyjaśniając, że nie ma konieczności rozbiórki budynku. – Po ubiegłorocznym pożarze wprowadziliśmy dodatkowe zabezpieczenia przeciwpożarowe. Postawiliśmy nowy komin, pomieszczenie odizolowaliśmy, postawiliśmy ścianę ogniotrwałą, zamontowaliśmy nowy piec z zabezpieczeniami. Trudno nawet stwierdzić, co mogło być przyczyną pożaru – opowiada Marian Zabrocki.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz