Zamknij

Pod australijskim niebem ZDJĘCIA

Zuza Kasprzyk 09:47, 17.04.2014 Aktualizacja: 16:54, 21.10.2025
Skomentuj

Wylądowałam na drugim końcu świata. Za cel wyprawy wybrałam Australię, dokładniej Brisbane w stanie Queensland. Ponieważ ten stan nazywany jest ?Sunshine state?, trafiłam idealnie...

Terra Australis Incognita

Australię Europejczycy zasiedlili najpóźniej. Była „odkrywana” trzy razy. Dopiero Brytyjczycy zdecydowali się na zasiedlenie tego lądu. Przy okazji wyrżnęli w pień ludność tubylczą. Pierwszą osobą, która penetrowała wschodnie wybrzeża kontynentu, był kapitan James Cook. Było to około 1770 roku. Tylko Brytole zorientowali się w potencjale tej, na pierwszy rzut oka, niegościnnej ziemi. Kolonizację zaczęli od małej osady, którą dziś nazywamy Sydney. Były to początki stanu New South Wales. Pierwsi brytyjscy skazańcy trafili tutaj w 1788 roku. To oni budowali pierwsze osady czy zakładali hodowle owiec. Właściwa kolonizacja zaczęła się w 1830 roku. Samo Brisbane też początkowo było miejscem zsyłki przestępców, ale tych bardziej problematycznych. Pierwszą osadę skazańców założono w 1824, jednak już w 1839 zlikwidowano ją, aby po 4 latach sprzedawać działki pierwszym osadnikom. Nazwano ją na cześć gubernatora Thomasa Brisbane’a. W 1859 roku liczyła 5 tys. mieszkańców i stała się miastem, a po kilku miesiącach stolicą nowego stanu Queensland. Po 100 latach Brisbane miało ponad pół miliona mieszkańców. Teraz ma ich 2,8 miliona...

Ciągle więcej zwierząt niż ludzi

Przyroda jest tutaj niezwykle bogata. Nic dziwnego, skoro w jednym tylko stanie na wybrzeżach możesz się popluskać w oceanie, kawałek dalej zobaczysz w górach las tropikalny, a na koniec możesz zobaczyć, gdzie biegają kangury. Kangury właściwie biegały koło lokalnego więzienia ;-). Queensland ma pięć rezerwatów wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jeden z nich to rezerwat lasów deszczowych. Kolejny to np. rafa kolorowa. W samych granicach Brisbane znajdziesz kilka obszarów do pozwiedzania. Parki w środku miasta to spore, zielone obszary pełne roślin i zwierząt. Czasem to są po prostu ogrodzone kawałki lasu ze szlakami. Ptaki, jaszczurki, oposy biegają tu wszędzie naokoło. W samym środku miasta w parku zobaczysz np. gigantyczne jaszczurki. Zawsze możesz też skorzystać z miejskiej plaży. I gdzie się nie ruszyć, jest mnóstwo ptaków.

Narodowa rozrywka

Najpopularniejszą rozrywką Australijczyków są kampingi. Jeżeli myślisz teraz o polskim rodzaju kampingów, tutaj mógłbyś dostać zawału serca. Wystarczy ruszyć w trasę kilkadziesiąt kilometrów za Brisbane. To są duże pola, czyste, z zadbaną zielenią i sanitariatami. Ludzie mają olbrzymie namioty, zadaszenia, niektórzy mają nawet kampingowe... autobusy. Wszędzie masz wyznaczone miejsca na rozpalenie ognia albo nawet... publiczne grille. Ludzie pakują w auta składane krzesła, stoliki, nawet prysznice i toalety. Niektórzy z nich mieszkają na kampingach po kilka tygodni, a nawet miesięcy. Oczywiście pogoda temu sprzyja. Rzadko kiedy bywa tu zimno (w sensie w okolicach zera). Żeby było ciekawiej, na kampingu możesz się wykąpać np. w pobliskim potoku i popływać razem z żółwiami. W parkach narodowych, rezerwatach w granicach miasta zawsze są wytyczone szlaki. Co ciekawe, nie ma tu zdewastowanych miejsc użyteczności publicznej. Australijczycy ich po prostu nie niszczą...

Trzy dni na szlaku

Drugą rozrywką jest bushwalking, czyli łażenie po lesie. Taką australijską wycieczkę odbyłam po Lamington National Park. To właśnie część rezerwatu lasów deszczowych. Zobaczysz tam drzewiaste paprocie, masę lian, oczywiście ptaków i widoki... po prostu zapierające dech w piersiach. Ja zobaczyłam jeden z 500 wodospadów. Możesz też połazić w koronach drzew po pomostach kilkanaście metrów nad ziemią. Tylko nie patrz w dół ;-). Moja wycieczka to tylko kilka godzin spędzonych w leśnej głuszy. A naprawdę możesz robić i tygodniowe wycieczki w takich miejscach. Są tu też szlaki dla niepełnosprawnych. Warto także spędzić kilka dni na jednym z dłuższych szlaków.

Co cię może zabić?

Przyroda Australii jest niezwykle piękna, ale też niezwykle zabójcza. Trzeba jednak być lekko niemądrym, żeby tak od razu się dać zabić. Musisz po prostu być ostrożnym. Podstawowa zasada: nie dotykaj, jeśli nie znasz. Tutaj wysypkę spowoduje nawet gąsienica na drzewie. Mają tu np. takie mrówki jak nasze leśne, ale gryzą jakby mocniej, o czym oczywiście przekonałam się na własnej skórze. Jednak od ponad tygodnia nie spotkałam żadnego niebezpiecznego zwierzęcia, a pająki może widziałam ze trzy i raczej niegroźne... Także nie ma się czego obawiać. Bardziej upierdliwe mogą być poparzenia słoneczne, ponieważ słońce jest tu niezwykle ostre.

(Zuza Kasprzyk)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
Nie przegap żadnego newsa, zaobserwuj nas na
GOOGLE NEWS
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%