Tucholski stadion był areną meczu eliminacyjnego Mistrzostw Europy U-19. Na naszą murawę wybiegły jedenastki Armenii i Polski.
Armenia – Polska 1:0 (Wardan Bakaljan 75’)
Armenia: Samwel Hunanjan – Serob Grigorjan, Hamlet Asojan, Armen Manuczarjan, Robert
Darbinjan, Sargis Szahinjan, Mher Sahakjan, Wardan Bakaljan (92 Aram Muradjan), Artem Simonjan (88 Karen Harutjunjan), Andrej Szachgeldjan, Davit Gizgizjan (83 Edgar Baghumjan).
Polska: Oskar Pogorzelec – Patryk Stępiński, Rafał Włodarczyk, Gracjan Horoszkiewicz, Lukas Klemenz, Damian Kowalczyk, Przemysław Frankowski, Dariusz Formella (58 Karol Angielski), Aleksander Jagiełło (70 Piotr Azikiewicz), Grzegorz Tomasiewicz (78 Robert Bartczak), Paweł Stolarski. Mecz jako główny sędziował Szkot John Beaton. Asystowali mu rodak Gavin Harris i Serb Branko Pavlović.
Arbiter, który sędziował finał Ligi Mistrzów
Wszystko na tucholskim stadionie wskazywało, że doczekaliśmy się w prawdziwego piłkarskiego święta. Na trybunach pojawiły się osoby znane do tej pory tylko z ekranów telewizorów. Obserwatorem sędziów z ramienia UEFA był Grek Kyros Vassaras – arbiter, który kilka lat temu sędziował finał Ligi Mistrzów. Z polską drużyną przyjechał Jacek Bąk, dawny kapitan seniorskiej reprezentacji.
Na odświętnie udekorowanym stadionie zawodnikom towarzyszyły podczas wyjścia na murawę niosące flagi piłkarki Tucholanki. W podniosłej atmosferze odegrano hymny państwowe. Niestety, najgorzej święto wypadło w wymiarze sportowym. Biało-czerwoni minimalnie przegrali starcie z Ormianami, a przebieg samego meczu do złudzenia przypominał starcie, które kilkanaście godzin wcześniej miało miejsce w Charkowie.
I połowa – ciągłe ataki Polaków, nieskuteczne
Mecz zaczął się od agresywnej walki w środkowej strefie boiska. Już w 6 minucie biało-czerwoni przeprowadzili pierwszą groźną akcję po prawym skrzydle, ale dośrodkowanie nie zostało wykorzystane. Trzy minuty później to Ormianie wykonywali korner, ale zbyt mocno uderzona piłka nie stworzyła żadnego zagrożenia. W 12 minucie jeden z Polaków przedarł się po lewym skrzydle i upadł w polu karnym. Kibice domagali się „jedenastki”, ale arbiter nie dopatrzył się przekroczenia przepisów. Po kwadransie, z prawej strony dośrodkował Damian Kowalczyk, ale Ormianie zdołali wybić piłkę. W 19 minucie ten sam piłkarz ponownie przedarł się prawym skrzydłem, dośrodkował, ale strzał głową jego kolegi był niecelny. Nie minęło wiele czasu, a Aleksander Jagiełło z ciekawej pozycji wykonywał rzut wolny, ale dośrodkowanie kompletnie mu nie wyszło. Chwilę później za niesportowe zachowanie żółty kartonik obejrzał Damian Kowalczyk. Po kilkudziesięciu następnych sekundach dośrodkowanie było już dobre, ale strzał głową ponownie okazał się niecelny. W 32 minucie uderzenie Grzegorza Tomasiewicza obronił Samwel Hunanjan. Cztery minuty później celnie strzelał Przemysław Frankowski, ale ormiański bramkarz znów okazał się lepszy. W 40 minucie żółtą kartkę za faul otrzymał kapitan Ormian, Sargis Szahinjan. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem.
II połowa – Ormianie przejęli inicjatywę, skutecznie
Po zmianie stron pierwsze spięcie pod ormiańską bramką nastąpiło w 52 minucie. Cztery minuty później dobrą okazję zmarnował Damian Kowalczyk.
Do głosu coraz śmielej zaczęli dochodzić Ormianie. W 59 i 63 minucie ich świetne, indywidualne akcje nie zakończyły się powodzeniom tylko dzięki wyśmienitym interwencjom Oskara Pogorzelca.
Polski bramkarz nie miał nic do powodzenia w 75 minucie. Był kompletnie zaskoczony po rykoszecie, a z 20 metrów strzelał Wardan Bakaljan.
Już w 77 minucie kibice ucieszyli się, że znowu jest remis. Piłka zatrzepotała w siatce po strzale Piotra Azikiewicza, ale radość była przedwczesna, bo arbitrzy dopatrzyli się spalonego. Wynik na tablicy świetlnej nie zmienił się już niestety do samego końca.
Trener Polaków: spalonego nie było, bramkę zdobyliśmy
Tucholscy działacze wybrali najlepszych zawodników obu drużyn. Zostali nimi Sarigis Szachinian i Lukas Klemenz.
Nam udało się porozmawiać z trenerem Marcinem Sasalem.
– Zabrakło nam szczęścia. Naszym podstawowym mankamentem jest brak skuteczności. Powinniśmy ten mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść już w pierwszej połowie. Zdobyliśmy wyrównującą bramkę, bo moim zdaniem Azikiewicz wchodził z drugiej linii i w żadnym wypadku nie był na spalonym. Teraz mamy trzy dni na regenerację, bo w końcówce zdecydowanie zabrakło chłopakom zdrowia – powiedział na gorąco polski szkoleniowiec.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz