Na zdjęciu jubilaci: Bogumiła i Jerzy Stoltmanowie, Bogusława i Zdzisław Gwizdałowie, Barbara i Henryk Tydowie oraz Maria i Jerzy Połetkowie, wraz z rodzinami i gminnymi urzędnikami.
Marsz weselny, toast wzniesiony lampką szampana, gromkie „Sto lat!” i wspomnienia sprzed pół wieku – w takiej atmosferze 9 i 10 czerwca w Bibliotece – Centrum Kultury w Kęsowie odbyły się uroczystości z okazji jubileuszu 50-lecia pożycia małżeńskiego. Uhonorowano podczas nich pary, które w ubiegłym roku obchodziły Złote Gody.
Najważniejszym punktem spotkań było wręczenie Medali za Długoletnie Pożycie Małżeńskie, przyznanych przez Prezydenta RP. Odznaczenia otrzymało dziewięć par. Wręczył je wójt gminy Kęsowo Radosław Januszewski, składając jubilatom serdeczne gratulacje oraz życzenia kolejnych lat przeżytych w zdrowiu, wzajemnym zrozumieniu i radości.
Oprawa wydarzenia nawiązywała do dnia, w którym przed pięćdziesięciu laty małżonkowie powiedzieli sobie sakramentalne „tak”. Nie zabrakło także ciepłych słów pod adresem jubilatów. Zastępczyni kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Kęsowie Natalia Cyborowska, prowadząca oba spotkania, podkreślała, że pary z półwiecznym stażem są najlepszym przykładem tego, jak budować trwały związek oparty na miłości, szacunku i wzajemnym wsparciu.
Choć historie każdego z małżeństw są inne, wszystkie łączy jedno – pół wieku wspólnego życia, dzielenia codziennych trosk i radości oraz budowania rodzinnych domów. Niektórzy poznali się jeszcze w szkolnych ławkach, inni na wiejskich zabawach i potańcówkach. Wspólnie prowadzili gospodarstwa rolne, wychowywali dzieci, doczekali się wnuków i prawnuków. Dziś zgodnie przyznają, że recepta na udane małżeństwo nie zmienia się od lat: zgoda, wzajemny szacunek,cierpliwość i gotowość do kompromisów.
::photoreport{"type":"see-button","item":"5795"}
Najważniejsze jest zrozumienie
Henryka i Józef Szóstakowie ślub wzięli 12 kwietnia 1975 roku. Przed południem odbyła się uroczystość cywilna w Urzędzie Stanu Cywilnego w Tucholi, a po południu ślub kościelny w Raciążu. Pani Henryka pochodzi z Nowego Żalna, natomiast pan Józef z Lubierzyna. Jubilaci poznali się w miejscu pracy – PGR-ze w Nowym Żalnie, gdzie pan Józef pracował jako traktorzysta, a pani Henryka m.in. jako dozorczyni. Małżonkowie po ślubie zamieszkali w bloku w Nowym Żalnie, gdzie mieszkają do dziś. Doczekali się dwojga dzieci, czworga wnucząt oraz dwojga prawnuków. Wolny czas lubią spędzać na swojej pięcioarowej działce. Zimą są natomiast domatorami.
Zgodnie podkreślają, że w małżeństwie najważniejsze są wzajemne zrozumienie, szacunek oraz umiejętność wysłuchania drugiej osoby.
Pracy nigdy się nie boją
Kazimiera i Władysław Chróstowscy miłość i wierność przysięgali sobie 30 sierpnia 1975 roku. Ślub cywilny odbył się w Kęsowie, natomiast kościelny w Dąbrówce. Pani Kazimiera urodziła się w Dąbrówce, jednak w 1971 roku przeprowadziła się wraz z rodziną do Obrowa, na gospodarstwo należące do dziadków. Jej przyszły mąż mieszkał zaledwie półtora kilometra dalej.
Teść, jako sołtys, organizował zabawy i to właśnie na nich wspólnie się bawiliśmy
– wspomina jubilatka, która po ślubie przeprowadziła się do męża.
Małżonkowie przez lata wspólnie prowadzili gospodarstwo rolne. Z czasem przejął je ich syn Adam. Państwo Chróstowscy doczekali się czworga dzieci i ośmiorga wnucząt, a mimo przekazania gospodarstwa nadal aktywnie pomagają w codziennych obowiązkach.
Na gospodarstwie zawsze jest sporo pracy. Pomagamy w ogrodzie, w szklarni, gdzie tylko się da. Jesteśmy przyzwyczajeni do pracy, a dopóki zdrowie jako tako dopisuje, działamy
– mówią zgodnie małżonkowie.
Pani Kazimiera specjalizuje się również w przygotowywaniu domowych przetworów. Jak sama mówi, „robi słoiki”. Szczególnie upodobała sobie przygotowywanie soków, w tym z dyni, jabłek i imbiru. Państwo Chróstowscy chętnie odwiedzają swoje pozostałe dzieci i wnuki. Korzystają także z jednodniowych wyjazdów nadmorze. Pani Kazimiera, która cieszy się lepszym zdrowiem od męża, co roku wyjeżdża również w góry.Jaka jest ich recepta na długotrwały związek?
W życiu są różne chwile. Ważne, żeby umieć ustąpić
– podkreślają zgodnie.
Zgodni mimo codziennych wyzwań
Halina i Jerzy Rybiccy 50. rocznicę ślubu obchodzili 31 marca 2025 roku. Obie uroczystości – cywilna i kościelna – odbyły się w Czersku. Pani Halina pochodzi z Krzyża, natomiast pan Jerzy z Tucholi, gdzie pracował jako malarz.To właśnie w stolicy Borów Tucholskich para się poznała. Pani Halina odwiedzała tam swoją siostrę. Sama przez dwa lata pracowała w stoczni w Chojnicach.
Po ślubie małżonkowie przez blisko rok mieszkali w Krzyżu, a następnie przeprowadzili się do Brzuchowa. Większość swojego życia zawodowego pan Jerzy związał z PGR-em w Wieszczycach. Państwo Rybiccy doczekali się dwóch synów, córki oraz sześciorga wnucząt. W wolnym czasie pani Halina lubi pracować w ogrodzie i zajmować się drobiem. Jej mąż z kolei pielęgnuje kwiaty.
Jesteśmy zgodnym małżeństwem, choć jak w każdym związku zdarzają się zarówno lepsze, jak i gorsze dni
– podsumowują jubilaci.
Od podstaw odbudowali gospodarstwo
8 lutego 1975 roku związek małżeński zawarli Elżbieta i Wiktor Żmichowie. Uroczystość kościelna odbyła się w Dąbrówce, natomiast cywilna w Kęsowie. Jak zaczęła się ich wspólna historia?
Wiktor przyjechał z mamą na groby do Ciechocina, a potem zajrzeli z domową wizytą do mojej mamy, do Obrowa. I tak to się zaczęło
– wspomina pani Elżbieta.
Pan Wiktor pochodzi z Szynwałdu w powiecie sępoleńskim i to właśnie tam małżonkowie mieszkali przez pierwszy rok po ślubie. Następnie przejęli gospodarstwo w Obrowie od rodziców pani Eli i stopniowo, praktycznie od podstaw, je odbudowali.
Z zabudowań, które wtedy zastaliśmy, została już tylko stodoła
– opowiadają.
Ze związku państwa Żmichów urodziło się czworo dzieci – dwie córki i dwóch synów. Małżonkowie doczekali się także siedmiorga wnucząt. Gospodarstwo prowadzi obecnie ich syn, jednak państwo Żmichowie nadal pomagają w codziennych obowiązkach. Jeśli tylko mają możliwość, wyjeżdżają również do sanatorium, do znajomych i krewnych na gościnę. Podkreślają, że w małżeństwie najważniejszy jest wzajemny szacunek. Młodszym parom życzą natomiast, aby wspólnie doczekały starości i nie podejmowały decyzji o rozstaniu po pierwszej kłótni.
Znają się od dziecka
Złote Gody w zeszłym roku obchodzili także Zofia i Zygmunt Warszyńscy z Jeleńcza. Jubilaci znają się od dziecka, uczęszczali do tej samej szkoły podstawowej w Stobnie, ponadto pan Zygmunt kolegował się z bratem pani Zofii. Ich ślub odbył się 5 kwietnia 1975 roku – w Raciążu uroczystość kościelna, a w Tucholi cywilna. Po ślubie para zamieszkała z rodziną jubilatki, a z czasem przeprowadziła się do mieszkania w Tajwanie. Lokale mieszkalne swoim pracownikom gwarantował PGR. Pan Zygmunt pracował jako traktorzysta, po likwidacji zakładu przeszedł na wcześniejszą emeryturę. Jego małżonka zajmowała się wychowywaniem córki. Para doczekała się jednego wnuka.
Małżonkowie 7 lat temu przeprowadzili się do Jeleńcza, gdzie kupili dom.
Teraz mamy wszystko pod ręką, łącznie z ogródkiem
– mówią zadowoleni.
Państwo Warszyńscy chętnie jeżdżą na wycieczki. Poza tym pani Zofia uwielbia szydełkować, a pan Zygmunt zawsze znajdzie sobie coś do zrobienia – to typowa „złota rączka”.
Gdzie upatrują sekretu udanego małżeństwa?
Zgoda, od tego wszystko się zaczyna. Poza tym trzeba o siebie nawzajem dbać
– mówią.
Poznali się na pierwszomajowej zabawie
Bogusława i Zdzisław Gwizdałowie z Jeleńcza ślub wzięli 20 września 1975 roku w Kęsowie. Para poznała się na zabawie z okazji 1 maja. Pani Bogusława pochodzi z Drożdzienicy, a pan Zdzisław z Jeleńcza. Po ślubie małżonkowie zamieszkali z rodzicami jubilata i prowadzili wspólnie z nimi gospodarstwo rolne. Z małżeństwa Gwizdałów urodziło się troje dzieci – syn i dwie córki. Para doczekała się także ośmiorga wnucząt i 2 prawnuków. Obecnie mieszka w domu czteropokoleniowym.W wolnych chwilach pani Bogusława lubi czytać gazetę, pochylić się nad szaradami czy obejrzeć dobry film. Wspólnie z mężem oglądają wiadomości. Pan Zdzisław lubi jeździć autem i chętnie służy pomocą w dojazdach wnukowi – wozi go na treningi Tucholanki.
Ich zdaniem ważne jest, aby w małżeństwie panowała zgoda i aby jedno drugie rozumiało.
Społecznicy z Drożdzienicy
Na tańcach poznali się także Maria i Jerzy Połetkowie. Choć pochodzili z jednej wsi – Drożdzienicy, to potrzebna była potańcówka w Małej Cerkwicy, żeby się poznali.
Ja poszłam z bratem na tę zabawę, a Jerzy ze swoją siostrą. Tak jakoś wyszło, że część drogi wracaliśmy razem pieszo
– wspomina para.
Małżonkowie pobrali się 4 października 1975 roku. Ślub cywilny odbył się w USC w Kęsowie, a kościelny po południu w świątyni w Dąbrówce. Prowadzili wspólnie gospodarstwo rolne i doczekali się czworga dzieci – trzech córek i syna (który z czasem przejął gospodarstwo), a także dziewięciorga wnucząt. Oboje są społecznikami. Pan Jerzy przez 20 lat pełnił funkcję prezesa OSP w Drożdzienicy, z kolei pani Maria była sołtyską, a do dzisiaj działa w kole gospodyń wiejskich, którego jest przewodniczącą.
Wolny czas małżonkowie lubią spędzać z rodziną. Swoje dzieci, a teraz i wnuki, zarazili karcianym i planszówkowym hobby. Grają m.in. w oczko i pokera. Stawiają także na ruch na świeżym powietrzu. Kolejną tradycją u Połetków są bowiem rodzinne spacery. Zgodnie przyznają, że w życiu najważniejsze jest zdrowie.
Reszta zawsze się jakoś ułoży. Przez życie trzeba iść z uśmiechem i w zgodzie. Kryzysy są wszędzie i są rozwojowe, jeśli się do nich odpowiednio podejdzie
– mówią Połetkowie.
Wierność małżeńskiej przysiędze
Barbara i Henryk Tydowie ślubowali sobie miłość i wierność w Kęsowie. Właśnie z tej miejscowości pochodzi jubilat, natomiast jubilatka z Wielkiej Kloni. Para poznała się na zabawie w Wałdowie.
W Kęsowie mieszkamy od pół wieku
– informują Tydowie.
Małżonkowie prowadzili wspólnie gospodarstwo rolne i zostali rodzicami czworga dzieci – trzech synów i córki. Wnuków jubilaci mają siedmioro, najstarszy z nich ma 29 lat. Para chętnie spędza czas w domu, gdzie najlepiej odpoczywa.Jubilaci wskazują, że w małżeństwie istotne są zgoda, wyrozumiałość i wzajemna uczciwość.
Wykonujemy to, co przysięgaliśmy przed księdzem i wystarczy
– odpowiadają zapytani o receptę na udane małżeństwo.
Zauważają także, że kiedyś nie było takiej pogoni za pieniędzmi.
Razem od ósmej klasy
Bogumiła i Jerzy Stoltmannowie z Żalna są parą od ósmej klasy szkoły podstawowej. Chodzili wspólnie do bladowskiej podstawówki. Oboje mieszkali w Słupach, choć pan Jerzy przeprowadził się do wspomnianej miejscowości z Żalna, kiedy rozpoczął się rok szkolny. Para 9 marca 1975 roku wzięła ślub cywilny w USC w Tucholi, następnego dnia odbyła się uroczystość w kościele w Kęsowie.
Ślubu udzielał nam ks. Swobodziński
– wspominają małżonkowie z półwiecznym stażem.Najpierw Stoltmannowie zamieszkali u rodziców, a w międzyczasie budowali dom w Żalnie.
Jestem murarzem i sam budowałem nasz dom z pomocą rodziny. W Żalnie mieszkamy już od 43 lat
– mówi pan Jerzy, który przez całe swoje zawodowe życie związany był z Miejskim Przedsiębiorstwem Budownictwa Komunalnego w Tucholi.
Pani Bogumiła zajmowała się domem i dziećmi – dwiema córkami i synem, a poza tym dorabiała na uprawianych przez siebie pomidorach i kwiatach. Stoltmannowie są dziadkami czworga wnucząt. Czas na emeryturze spędzają na przydomowej działce. Lubią, kiedy odwiedzają ich dzieci i wnuki. Pan Jerzy chętnie też chodzi na ryby. Ich zdaniem w małżeństwie nie może zabraknąć wzajemnego szacunku, istotne są też zgoda i dużo cierpliwości.
Trzeba żyć i kochać się dalej
– podsumowują.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz