Magdalena Wysocka nie tylko jest aktywna na torach kręglarskich. Opowiedziała "Tygodnikowi" bodajże najważniejsza dotąd historię swojego życia. Ktoś daleko będzie mógł zawdzięczać jej zdrowie i życie. Tucholanka dołączyła do elitarnego grona dawców szpiku.
Magdalena Wysocka z Tucholi to młoda osoba, ale ma na swoim koncie wiele sukcesów sportowych osiągniętych na torach kręglarskich. Zawodniczka superligi gra już długo w Tucholance, ale teraz pojawiło się w jej życiu o niebo ważniejsze - z całym szacunkiem dla sportu - osiągnięcie. Magda uratowała czyjeś życie i choć osoba, która Borowiaczce zawdzięcza ocalenie zdrowia w sytuacji krytycznej, mieszka bardzo daleko, nawiązana więź niweluje geograficzną, fizyczną odległość.
W tym przypadku przykład przyszedł z góry. Mama Magdaleny Wysockiej, pani Joanna, już od dłuższego czasu jest zarejestrowana w bazie danych DKMS jako potencjalny dawca szpiku. Córka postanowiła także, za przykładem rodzicielki, wpisać się na listę ludzi, którzy mogą oddać szpik. Stało się to w listopadzie 2023 roku.
- Zawsze w jakiś sposób chciałam być przydatna do czegoś, nie tylko sportu - przyznaje Magda. - Nie było z rejestracją wielkiego problemu, bo to standardowy wymaz i dwa czy trzy tygodnie czekania na odpowiedź. Stało się - weszłam do bazy danych.
Po rejestracji Tucholanka czekała na biorcę aż do listopada 2025 roku. Wówczas otrzymała informacje, że znaleziono kogoś, kto nadaje się na biorcę od Magdaleny. Przyszedł SMS, były rozmowy telefoniczne z centralą. Trzeba było działać dynamicznie, jak najszybciej.
- Badania krwi i inne musiały przed oddaniem szpiku wykluczyć wszelkie choroby genetyczne, czyli potwierdzić gotowość do oddania szpiku - opowiada Magda. - Byłam gotowa, ale nie od razu wszystko się udało.
Pierwsze podejście nie wyszło. Okazało się, że ustalone terminy trzeba skreślić, bo biorca był chory do tego czasu. W tym okresie ów biorca wciąż był dla dawczyni anonimowy. Ostateczne badania potwierdzające gotowość do oddania szpiku nastąpiły 1 kwietnia. Magdalena musiała pojechać do Gdańska. Przeszła szczegółowe badania - USG, tomografię, morfologię krwi, EKG. Wszystko to w Klinice Hematologii, Transplantologii i Terapii Komórkowych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.
- Zaznaczam, że otrzymałam zwrot za koszty podróży - podkreśla dawczyni. - Najważniejsze było to, co stanowiło efekt badań, czyli zgodność dawcy i biorcy. Przeszłam pewien etap i musiałam wejść w kolejny. We wszystkich tych wydarzeniach z pozytywnym finałem wspomagała mnie i była ze mną Natalia Bucholc, przyjaciółka nie tylko z torów kręglarskich. Dziękuję jej z całego serca.
Od 16 kwietnia Magda musiała sobie robić specjalne zastrzyki powodujące wzrost komórek macierzystych krwi. Dwie iniekcje dzienne osłabiły Tucholankę i nie czuła się wówczas dobrze. To jednak normalna reakcja na takie działanie.
Przełomowy dzień - odznaka i legitymacja
Wszystkie wydarzenia nabrały tempa, bo 19 kwietnia dwie dziewczyny z Tucholi pojawiły się w gdańskiej placówce medycznej. W drugim dniu od rana Magda Wysocka spędziła w specjalnym gabinecie nieco dłużej czasu. Dwa wenflony w ramionach sprawiły, że krew potrzebna do oddania szpiku przechodziła odpowiednią drogę.
- Cały zabieg, mówiąc jak najprościej, polegał na oddzieleniu w krążącej krwi elementów potrzebnych do pobrania i wytworzenia szpiku - opowiada dawczyni. - Trwało to kilka godzin.
Po wszystkim Tucholanka otrzymała odznakę dawcy i legitymację, dołączyła do honorowego klubu dawcy. W czerwcu także zaproszono Borowiaczkę do zamkniętej grupy na Facebooku - należą do niej wyłącznie dawcy. Odebrała także list gratulacyjny od fundacji i figurę anioła. Ponadto wreszcie dowiedziała się najważniejszego faktu - komu mogła uratować życie.
Bliźniaczki to oczywiście metaforyczne określenie dawcy i biorcy, ale w żargonie medycznym bliźniaczki genetyczne to jak najbardziej funkcjonujące określenie ludzi, którzy są dla siebie odpowiedni w sytuacji przeszczepu szpiku. O takim "pokrewieństwie" Magda dowiedziała się później. Jej dar przyjęła 60-letnia kobieta z Danii.
- Było jakieś zaskoczenie, ponieważ myślałem, że to może ktoś z Polski - wyznaje Tucholanka. - Chciałam wiedzieć, komu przekazałam szpik, choć nie ma takiego obowiązku. Przechodzę teraz okres zawieszenia w bazie danych, bo jestem jakby zarezerwowana dla biorczyni w razie gdyby zaszła potrzeba powtórnego przeszczepu. Po tym czasie zostanę wrzucona ponownie do ogólnego spisu potencjalnych dawców jak na początku.
Co z kontaktem? Tu już są pewne ograniczenia. Na dziś kobiety mogą poznać się tylko za pośrednictwem fundacji i nie bezpośrednio, a przez maile. Magda jest z nami szczera i nie ukrywa, że nie wie, jak zareagowałaby, gdyby miała możliwość spotkania się z biorczynią z Danii.
- Czułabym się chyba jakoś nieswojo, miałabym jakąś blokadę, byłabym chyba speszona i lekko skrępowana - wprost mówi Tucholanka. - Nie wiem, z czego to wynika. Po prostu na tę chwilę takie spotkanie chyba przerosłoby mnie. Spojrzeć w oczy komuś, komu dało się coś najcenniejszego, nie wyobrażam sobie tego, ale to chyba nic złego, prawda?
Magdalena Wysocka może powiedzieć, że zrobiła w życiu coś wartościowego poza codziennymi gestami dobra. Pamiętamy, czego wcześniej dokonał Dawid Zieliński z Małego Gacna. Tacy bohaterowie żyją wśród nas i ratują ludzkie zdrowie, życie. Za ich przykładem pójdą kolejni pudzie - w to wierzymy.
::news{"type":"see-also","item":"8339"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz