Protest w sprawie "milczących dzwonów" pod budynkiem Sądu Rejonowego w Tucholi, fot. Piotr Paterski
Parafianie z Rudzkiego Mostu w poniedziałek wieczorem 25 maja pojawili się przed siedzibą Sądu Rejonowego w Tucholi, w którym trwa postępowanie dotyczące dzwonów w wieży kościelnej. Jednak co najciekawsze 22 maja, a więc akurat dzień po ukazaniu się naszego pierwszego artykułu, tucholski sąd wydał wyrok, który daje możliwość działania najmniejszego z dzwonów. Jednym z punktów wyroku jest... zapłata przez parafię zadośćuczynienia protestującemu wcześniej mieszkańcowi Rudzkiego Mostu w wysokości 30 tys. zł.
21 maja opublikowaliśmy pierwszy artykuł dotyczący kościelnych dzwonów Parafii pw. Opatrzności Bożej w Tucholi Rudzkim Moście. Kilka dni przed tym artykułem proboszcz Wiesław Herold zgłosił się do „Tygodnika” z płatnym ogłoszeniem, w którym – ku naszemu zaskoczeniu – postanowił zaprosić wszystkich chętnych na manifestację przed siedzibę Sądu Rejonowego w Tucholi. Trwa w nim postępowanie dotyczące włączania dzwonów, co zostało wcześniej oprotestowane ze względu na przekraczanie norm hałasu. Na naszych łamach obszernie wypowiedział się tydzień temu najbliższy sąsiad wieży kościelnej, który ponad 10 lat temu zaczął pierwsze interwencje w opisywanej sprawie. Waldemar Piotrowski (zgodził się na publikację imienia i nazwiska w „Tygodniku Tucholskim”) z Rudzkiego Mostu zaznaczył, że jest głosem dużej grupy mieszkańców, a jego zainteresowanie dzwonami zaczęło się, gdy postanowił startować w wyborach samorządowych i wypytywał ludzi z Rudzkiego Mostu o palące ich problemy. Podkreślił, że część osiedla powstała wcześniej niż sama wieża (stary, mniejszy kościół był pierwszy). Oświadczył, że dysponuje opiniami czterech różnych podmiotów, które jasno wskazują, że dzwony w Rudzkim Moście przekraczają normy hałasu. Długa – najpierw mediacyjna – ale potem już administracyjna droga, jakiej podjął się Tucholanin, skończyła się pozwaniem parafii. Stąd sprawa w sądzie.
Proboszcz komentował natomiast, że parafia w Rudzkim Moście jest skrzywdzona na tle wszystkich innych, nie tylko tych w Tucholi. Poddawał pod wątpliwość opinię biegłej, która zajmowała się mierzeniem hałasu. Kancelaria reprezentująca księdza zanegowała wręcz tę opinię, przekazując takie stanowisko do sądu. Wiesław Herold wspominał również, że proponowanych wcześniej polubownych rozwiązań (dotyczących czasowego ograniczenia pracy dzwonów) nie mógł spełnić, bo naraził je na poważną awarię. Na naszych łamach głos zabrali także mieszkańcy, którzy złożyli się na zakup dzwonów 2 razy po 50 tys. zł. Mieli już dość trwającej latami sprawy. Jeden z nich – Kazimierz Cisewski – był zdania, że jeśli temat nie zakończy się konstruktywnie, dzwony należy sprzedać. A pieniądze przeznaczyć na inne potrzeby parafii i Kościoła.
Okazuje się, że dokładnie dzień po ukazaniu się ubiegłotygodniowego artykułu, w piątek 22 maja, sędzia Sądu Rejonowego w Tucholi Marcin Dobies wydał wyrok dotyczący sprawy – podczas posiedzenia niejawnego.
Sąd w znacznej części, ale nie w całości, uwzględnił roszczenia Waldemara Piotrowskiego. W pewnym stopniu usatysfakcjonowana może być parafia. W wieży kościelnej są trzy dzwony. Sąd utrzymał zakaz używania dwóch największych. Jednocześnie zezwolił na korzystanie z najmniejszego: 2 razy dziennie po 2 minuty, w godzinach 6:00-22:00, a 3 razy dziennie w niedzielę i święta. W Boże Narodzenie i Wigilię Paschalną Wielkiej Soboty użycie najmniejszego dzwonu będzie możliwe także w porze nocnej – jednokrotnie. Najpierw jednak parafia musi tak skonfigurować całą instalację, aby technicznie miała możliwość bicia przez dwie minut, a nie dłużej. Przypomnijmy, proboszcz twierdzi, że dzwony powinny bić nie krócej niż trzy minuty, aby nie ulegały awarii.
Pierwszy artykuł dotyczący „milczących dzwonów” wzbudził powszechne zainteresowanie. Sprawa jest od dłuższego czasu tajemnicą poliszynela, ale dopiero teraz – za pośrednictwem „Tygodnika Tucholskiego” – ujrzała światło dzienne. Po ukazaniu się artykułu skontaktowała się z nami kancelaria radcy prawnego reprezentująca Waldemara Piotrowskiego, który wypowiadał się u nas tydzień temu. Radca Tomasz Mrozek Gliszczyński jest zdania, że zarówno nasz artykuł, jak i zapowiedź manifestacji przed budynkiem sądu, były próbami wpłynięcia na rozstrzygnięcie, gdyż stało się to na końcowym etapie postępowania przed sądem pierwszej instancji, tuż przed wydaniem wyroku. I to – jak ocenia radca – w sytuacji, gdy materiał dowodowy zgromadzony w sprawie nie był sprzyjający stanowisku parafii. Ostatecznie pełnomocnik protestującego Tucholanina uważa, że artykuł mógł mieć nawet wpływ na rozstrzygnięcie sądu, które zapadło dzień po publikacji materiału.
– [...] i w części uwzględniło stanowisko parafii, pomimo jednoznacznej opinii biegłej
– komentuje mecenas Tomasz Mrozek Gliszczyński, mając na myśli opinię wskazującą przekroczenia norm hałasu przez kościelne dzwony. Radca neguje też jedną z informacji podaną w artykule przez samego proboszcza. Chodzi o jego oświadczenie, jakoby nie doczekał się uzasadnienia postanowienia z tucholskiego sądu o zabezpieczeniu roszczenia (w praktyce wyłączenia dzwonów na czas trwania postępowania).
– Postanowienie zostało doręczone parafii. Wbrew twierdzeniom proboszcza otrzymał też na swój wniosek uzasadnienie tego postanowienia. Co więcej, złożył na nie zażalenie, tyle tylko, że po terminie, co skutkowało jego odrzuceniem
– twierdzi pełnomocnik Waldemara Piotrowskiego.
Przypomnijmy: ksiądz Herold, jak i kancelaria, która go reprezentuje, są zdania, że używanie dzwonów kościelnych, np. jako informowanie o mszy, jest nieodłącznym elementem kultu religijnego. Z tym nie zgadza się pełnomocnik Piotrowskiego. „Sprawowanie kultu religijnego oznacza prowadzenie nabożeństw, wykonywanie czynności liturgicznych. Jest to normalne, codzienne funkcjonowanie Kościoła, odprawianie codziennych nabożeństw nie ma charakteru uroczystości i imprez. Wyjątek, o jakim mowa w przepisie art. 156 ust. 2 prawa ochrony środowiska nie odnosi się do czynności, które ze sprawowaniem tego kultu nie są związane. Bicie dzwonów ma charakter zwyczajowy, wywodzi się z okresu, kiedy wierni nie posiadali zegarków i w ten sposób można było wiernych zwoływać na nabożeństwa. Taki był zresztą cel używania dzwonów – komunikacja ze społeczeństwem [...]. Dziś w dobie mocno rozwiniętej komunikacji społecznej i zupełnie innych relacjach społecznych, bicie dzwonów jest raczej symbolem niż potrzebą. Na pewno nie jest natomiast realizowaniem kultu religijnego [...]” – w taki sposób tę kwestię wyłożył sądowi pełnomocnik.
Trzeba dodać, że oprócz roszczeń dotyczących samej działalności dzwonów, strona powodowa wniosła o zapłatę 30 tys. zł zadośćuczynienia, bo pozywający przez 9 lat znosił hałas, podejmował bezowocne próby porozumienia, ale – tak jak teraz oświadcza nam jego pełnomocnik – spotykał się z lekceważeniem. Narazić go to miało na „długotrwałe zdenerwowanie”.
W wyroku z 22 maja sąd zasądził wypłatę zadośćuczynienia na rzecz mieszkańca Rudzkiego Mostu przez parafię i to właśnie w wysokości 30 tys. zł. Z wyroku dowiadujemy się dodatkowo, że parafia musi zapłacić niespełna 6 tys. zł kosztów procesu i ok. 2,5 tys. zł pozostałych kosztów sądowych, w tym wynagrodzenie biegłego. Parafia może odwołać się od takiego werdyktu.
Jak radca prawy reprezentujący Waldemara Piotrowskiego zapatruje się na piątkowy wyrok?
– Wniosę o sporządzenie uzasadnienia wyroku. Po uzyskaniu uzasadnienia mój klient podejmie decyzję, czy zgadza się z treścią rozstrzygnięcia, czy też będzie chciał apelować i w jakim zakresie
– odpowiada nam Tomasz Mrozek Gliszczyński i raz jeszcze przypomina:
– Zarówno w postępowaniu administracyjnym, jak i postępowaniu cywilnym opinie biegłych wskazują na znaczne przekroczenie głośności dźwięku dzwonów w odniesieniu do obowiązujących przepisów prawa. Już ta okoliczność powinna stanowić przesłankę do zakazu ich stosowania w formie, w jakiej dotychczas funkcjonowały.



W ubiegłotygodniowy poniedziałek (25 maja) , w dniu planowanej manifestacji, parafia dowiedziała się o wyroku. Jednak nie zrezygnowała z planu spotkania się pod sądem w Tucholi.
– Na parafian można liczyć
– powiedział proboszcz Wiesław Herold, gdy zobaczył dużą grupę ludzi przy ul. Świeckiej. W dużym przybliżeniu było to ok. 80 osób, choć niektórzy z uczestników zapewniali nas, że doliczyli się ok. setki ludzi. W grupie pojawiły się osoby, które niegdyś złożyły się na dzwony, czyli Kazimierz Cisewski i Krzysztof Rydelek. Dwoje dzieci trzymało transparenty. W związku z piątkowym wyrokiem, atmosfera pod sądem była inna, niż można było się jej spodziewać.
– Wydarzył się cud
– takimi słowami Wiesław Herold na wstępie skomentował najnowszą decyzję sądu. Jego przemówienie przed drzwiami sądu przybrało formę kazania.
– Dzwony przemówiły. Dotarło to do każdego przez gazetę i środki społecznego przekazu. Nie myślałem, że reakcja będzie natychmiast [...]. Dzisiaj ta sprawa stała się zupełnie jawna. Teraz wiemy, że skoro nastąpiła reakcja sądu, to sąd zaczął patrzeć na sprawę po ludzku
– m.in. w taki sposób wypowiadał się proboszcz.
– Nie może być tak, że jedna osoba będzie decydować o losie całej wspólnoty
– dodawał.
Na koniec spotkania i długiej modlitwy pod sądem duchowny wyraził swoją osobistą nadzieję i dał do zrozumienia, że nie powiedział ostatniego słowa:
– Niech w przyszłości dzwonić będą mogły wszystkie trzy dzwony
– zapowiedział wyraźnie zmotywowany proboszcz.
W poniedziałek w naszych mediach społecznościowych opublikowaliśmy film z protestu. Nagranie odbiło się dużym echem i było szeroko komentowane w dużej części przez mieszkańców Tucholi. Przeważały komentarze popierające uruchomienie dzwonów, choć nie tylko. Odebraliśmy też telefony od osób, które zwracały uwagę, iż pierwszeństwa w wypowiedzi nie powinny mieć osoby, które nie mieszkają w najbliższym sąsiedztwie dzwonów, bo tylko ci sąsiedzi są w stanie mówić o uciążliwościach wynikających z poziomu ich głośności.
Wiemy już, że publikacjami Tygodnika Tucholskiego zainteresowały się media regionalne. Można spodziewać się dalszego rozgłosu.
FOTORELACJA - PROTEST POD SĄDEM W TUCHOLI:
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5645"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz