Na pierwszym planie teren należący do przetwórni. W tle m.in. osiedle Kopernika. Fot. (lor)
Aktualnie o tej porze roku to hałas jest uciążliwy dla sąsiadów przetwórni Bór Tuchola. Ewentualny, dobrze znany w okolicy zapach cebuli zostanie zweryfikowany o cieplejszej porze roku. Czy codzienne uciążliwości da się wystarczająco zniwelować? Co z potężną, zapowiadaną w ostatnich latach inwestycją budowy chłodni na działce przetwórni? Mieszkańcom udało spotkać się z przedstawicielem "Boru". Co ciekawe, stało się to w tucholskim starostwie.
W ostatnich latach temat popularnej przetwórni na ul. Sępoleńskiej wraca jak bumerang. Najpierw planowana potężna inwestycja budowy tzw. chłodni, której rozmiary zostały oprotestowane przez mieszkańców tej części Tucholi. Potem ustalenia "Tygodnika" dotyczące ubiegłorocznego zakupu działki od gminy przez przetwórnie o gminy za ok. 1,7 mln zł. I jednocześnie powracające uciążliwości, z którymi od dawna walczą zwłaszcza najbliżsi się sąsiedzi. Ta ostatnia kwestia zdominowała spotkanie, do którego doszło we wtorek 28 kwietnia w tucholskim starostwie. Jego uczestnicy to: ok. 10-osobowa grupa mieszkańców z osiedla Kopernika, ul. Sępoleńskiej i Wiejskiej, radni miejscy, urzędnicy starostwa i urzędu miejskiego oraz jako prowadzący spotkanie wicestarosta Jerzy Kowalik. Co najważniejsze, ten skład uzupełnił przedstawiciel przetwórni Bór.

Nadmieńmy. Pracownik Boru przed rozmową z mieszkańcami przedstawił się. Po spotkaniu udzielił też dodatkowej odpowiedzi "Tygodnikowi Tucholskiemu". Podał nam swoje imię i nazwisko, po czym jednak nie zgodził się na opublikowanie swoich personaliów w artykule. Podobnie zrobił w kwestii publikacji wizerunku.
Choć temat przetwórni zawsze budzi emocje, te podczas spotkania zostały odłożone na bok. Mieszkańcy i radni miejscy wykorzystali okazję obecności przedstawiciela firmy. Co prawda w ubiegłych latach Tucholanom udało się spotkać z prezesem spółki działającej w ramach przetwórni, ale - jak usłyszeliśmy - tak rzeczowego spotkania w wybranej przez siebie instytucji publicznej nie było nigdy. To zaskoczyło nawet samego przedstawiciela Boru.
- Z wcześniejszych rozmów z prezesem ostatecznie niewiele wynikło
- ocenili jednak mieszkańcy.
W świadomości Tucholan utarła się uciążliwość związana z intensywnym i na dłuższą metę nieznośnym zapachem cebuli wydobywającym się z terenu spółdzielni. Tak było przez lata. We wtorek w starostwie to nie odór jest wskazywany przez ludzi. Z zastrzeżeniem. Roznosi się on szczególnie, gdy jest ciepło. Zima i ostatnie chłodne miesiące z pewnością sprzyjały niwelowaniu zapachu.
- Nadchodzące ciepłe miesiące zweryfikują, jak będzie z zapachem unoszącym się m.in. nad osiedlem i to, jak przetwórnia zastosowała się do zaleceń pokontrolnych
- zwracają uwagę mieszkańcy. Kontroli na terenie firmy było bowiem multum. Przeprowadzał je m.in. Wojewódzki Inspektora Ochrony Środowiska. Przyznał to sam przedstawiciel firmy tłumacząc przekonując mieszkańców, że wszystkie wypadły pozytywnie. Ale tak nie było, bo ludzie dysponują konkretną dokumentacją. Wypunktowali, że pierwsze kontrole kończyły się konkretnymi poleceniami wydanymi przetwórni pod groźbą kar. WIOŚ w ubiegłym roku stwierdził niezgodność magazynowania i nieprawidłowości w zakresie prowadzenia przez firmę ewidencji ilościowo-jakościowej wytworzonych odpadów. Inspektorat zapowiedział, że wszczęte zostanie postępowanie w celu wymierzenia kar administracyjnych. "Tygodnik" opisał to w grudniu 2025 roku. Teraz można było usłyszeć zapewnienie, że firma dostosowała się do zaleceń, a w związku z tym uciążliwy zapach będzie zniwelowany. Z taką nadzieją mieszkańcy oczekują kolejnych, letnich miesięcy.

Hałas, po zapachu, jest drugim problemem, z którym borykają się mieszkańcy, co zgłaszają do wszelkich możliwych instytucji. Powstaje podczas rozładunku, transportu, tworzą go oczekujące auta ciężarowe. Charakterystyczne "buczenie" z terenu przetwórni jest słyszalne nawet w dalszej odległości. Podczas spotkania w starostwie dowiedzieliśmy się, że przetwórnia "chce wyjść na przeciw oczekiwaniom mieszkańcom". W planach ma konkretne działania zmierzające do zniwelowania hałasu. Zniwelowania, bo - jak usłyszeliśmy - nie da się go całkowicie zlikwidować. Bór informuje, że już dokonał kilku modyfikacji ramp i zapowiada kolejne. To na nich było najgłośniej. Ponadto firma zapowiedziała montaż żaluzji akustycznych na terenie obiektu. Według zapowiedzi na spotkaniu, elementy akustyczne mają pojawić się do końca sierpnia tego roku. W teorii w grę wchodzi nawet, ale jest aktualnie na etapie ustaleń z burmistrzem gminy Tuchola, montaż ekranów akustycznych na granicy działki przetwórni i osiedla. Na razie bez szczegółów.
Około godzinne, przeprowadzone w pokojowym tonie spotkanie, przewidziało inne konkretne wątki. Radna miejska Barbara Drewczyńska spytała o gromadzone odpady, nawet elektrośmieci, których przybywa na działce zajmowanej przez przetwórnię. Widać je zarówno z terenu ogrodów działkowych na Sępoleńskiej i od strony osiedla Kopernika. Przedstawiciel firmy powątpiewał w sugestie radnej, że faktycznie mamy do czynienia z elektrośmieciami... Temat nie został wyjaśniony precyzyjnie. Pracownik zastrzegł, że nie jest kompetentną osobą, aby udzielać informacji akurat w kwestii odpadów niezwiązanych z profilem działalności przetwórni owoców i warzyw. Tucholanie nie dowiedzieli się wprost, z kim mieliby rozmawiać i jaka dokładnie spółka za te odpady odpowiada. A chcieliby tego, aby wiedzieć gdzie adresować swoje kolejne pytania.

Co wielką inwestycją, po której ogłoszeniu w Tucholi podniesione zostało larum? W wielkim skrócie: chodzi o budowę komory mroźnej, która według pierwotnych założeń ze względu na wysokość obiektu zasłoniłaby wiele domów przed światłem słonecznym. Tucholanie oprotestowali zapowiadaną inwestycje, a gmina przystąpiła do wprowadzenia planu zagospodarowania przestrzennego, dzięki któremu może wpłynąć jej rozmach. "To burza w szklance wody". W taki sposób ocenił historię wokół inwestycji przedstawiciel Boru. Kilkukrotnie powtórzył, że jest ona na razie "koncepcją". W rozmowie z "Tygodnikiem" nie określił, w jakim czasie można spodziewać się jej realizacji. Mieszkańców jednak przekonywał, że właśnie przeprowadzenie inwestycji, ukróciłoby wszelkiego rodzaju uciążliwości, z którymi się zgłaszają. Bo w "koncepcji" mowa jest o budowie nowoczesnego, zamkniętego obiektu.
- Spróbujcie nas zrozumieć. To nasza codzienność
- apelowali do przedstawiciela firmy mieszkańcy mówiąc o uciążliwościach, z którymi borykają się. Tłumaczyli, że nie zależy im na likwidacji firmy, ale sąsiedzkim porozumieniu. Obie strony wyraziły chęć dalszych spotkań, jeśli zajdzie taka potrzeba. A kolejne, przynajmniej teoretycznie, mogłoby zdaniem Tucholan odbyć się, gdy dojdzie już do zapowiadanego przez firmę montażu elementów akustycznych.


Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz