Żona Ola codziennie staje przed dużą przeprawą. Wbrew rutynie każdy dzień jest inny. Darkowi tłumaczy, że to choroba. Ma nadzieje, że mąż rozumie, że z choroby wychodzi się powoli. Fot. Piotr Paterski
– Mam wrażenie, że rozumie coraz więcej. Gdy mówię, że go kocham, on odpowiada „ja też cię kocham”. To są bardzo małe, niesystematyczne kroki – mówi Aleksandra Czoska. Jej mąż Dariusz, wieloletni listonosz i wszystkim dobrze znany Tucholanin, od roku wszystkiego uczy się na nowo – po tym, jak przeszedł rozległy zawał i właściwie cudem przeżył. To najtrudniejsza przeprawa w życiu rodziny.
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Życie Dariusza Czoski jest przewrócone do góry nogami. Kiedyś codzienne, nabijane z werwą na rowerze kilometry po ulicach Tucholi, są teraz krótkimi spacerami wokół rynku w asyście żony. Praca do późna, na wysokich obrotach umysłowych i fizycznych, to dziś żmudne, proste ćwiczenia rehabilitacyjne. Ruchowe lub intelektualne – przy użyciu aplikacji zainstalowanej na tablecie – z wykupionym abonamentem dla osób starszych albo pacjentów. Na przykład takich, którzy doznali wieloogniskowego, naczyniopochodnego uszkodzenia mózgu.
Dramat rozegrał się rok temu. Dokładnie 18 stycznia Dariusz przewrócił się w swoim domu. Upadł pechowo, blokując drzwi i dojście do pomieszczenia, w którym był. Najpierw ratowali go strażacy. Cała akcja trwała ok. 40 minut. Sam mózg był niedotleniony przez około pół godziny. Dariusz doznał rozległego zawału serca. Jakimś cudem przeżył, trafił na OIOM, gdzie przeleżał trzy tygodnie w śpiączce. Długo nie odzyskiwał przytomności po odstawieniu leków, a kiedy już udało się go wybudzić, po prostu leżał. Nie mógł się poruszać, mówić, był karmiony przez sondę. Nikt wtedy nie wiedział, czy rozpoznaje otoczenie i czy jest świadom, co się dzieje. Rodzina w tym krytycznym czasie namierzyła miejsce, które było gotowe zająć się pacjentem z tak ciężkimi konsekwencjami zawału. To prywatne, renomowane Centrum Rehabilitacji Panmedica, które znajduje się pod Ełkiem. W Polsce, mimo składek na NFZ, płacimy się za wysoką jakość usług, które ratują zdrowie i życie. Tak też musiało być w przypadku Darka. Koszt czterotygodniowego pobytu w tym miejscu to 38 tys. zł.
Rodzina założyła w internecie zbiórkę, której celem było 180 tys. zł. Artykuły na temat Darka przygotował „Tygodnik Tucholski”. Tucholanie byli wstrząśnięci i przejęci jego losem. Jest popularnym i lubianym mieszkańcem Tucholi. Prawie 40 lat był listonoszem i trudno znaleźć osobę, która by go nie znała. Kulturalny, uprzejmy, uśmiechnięty, energiczny i jednocześnie profesjonalny. Z pracą w Poczcie Polskiej pożegnał się… miesiąc przed zawałem. Wtedy miał już nowe wyzwanie. Skupił się w stu procentach na rodzinnej firmie ubezpieczeniowej.
Ludzie przyszli mu na pomoc, kwota na zbiórce rosła. W połączeniu z oszczędnościami rodziny pozwoliła na wyjazd do kliniki i pozostanie w niej przez pięć miesięcy. Trafiając tam był bliżej stanu wegetatywnego. Łzy wzruszenia cisnęły się do oczu, gdy po kilku miesiącach Darek uśmiechał się na zdjęciach, a w czerwcu 2025 roku dotarł do nas nagrany filmik, na którym… obiera i je mandarynkę. W tle filmu słychać było ciepły głos jego żony.
Od 13 lipca Dariusz Czoska jest w domu w Tucholi i uczy się życia od nowa, a jego nauczycielką jest żona Aleksandra. Firma ubezpieczeniowa nadal istnieje, teraz jej głową jest syn Maciej. Ola nie powie tego wprost, ale widzimy, że codziennie mierzy się z wysiłkiem, którego większość z nas nawet nie będzie sobie w stanie wyobrazić. W domu opiekuje się jeszcze swoją mamą, leżącą, niewidomą osobą z cukrzycą. Kiedy zaglądamy do Czosków, akurat na godzinę jest też pani Ala z „Troski”, zakładu pielęgniarsko-opiekuńczego w Tucholi. Pomaga w kąpieli i innych niezbędnych czynnościach. Przychodzi koło południa.
Darek ma znaczny stopień niepełnosprawności z niezdolnością do samodzielnej egzystencji.
– Każdy dzień dla Darka jest inny. Są dni, w których możemy pozwolić sobie na krótki spacer, innym razem to niemożliwe. Skupiamy się na ćwiczeniach intelektualnych. Jak powiedział lekarz, do uszkodzenia mózgu dochodzi już po trzech minutach niedotlenienia, a co dopiero po tak długim czasie
– mówi Ola.
Od razu podkreśla, jak bardzo wdzięczna jest wszystkim, którzy przyczynili się podczas zbiórki do tego, że jej mąż mógł trafić do centrum rehabilitacji.
– Praca, która została tam wykonana, jest nieoceniona. Wszyscy doskonale pamiętamy, w jakim stanie był Darek. Wielu ludzi już nigdy nie stanęłoby na nogi. A on, chociaż potrzebuje wsparcia, potrafi iść
– zwraca uwagę nasza rozmówczyni. Mąż podczas rozmowy jest z nami. Bardzo spokojnym tempem je pierogi na obiad. Robi to samodzielnie.

Pan Darek jest w stanie samodzielnie trzymać widelec i zjeść posiłek. To ogromny postęp. Problem jest jednak w tym, że sam nie sygnalizuje żadnych potrzeb.
– Cieszę się z takich detali, że sam trzyma w ręce widelec. Z tym że Darek nie powie, że chce jeść czy pić. Pory trzeba pilnować – dodaje.
Przypilnować trzeba też samego Darka. Mózg płata figle…
– Potrafi się przebudzić i koniecznie wtedy chce coś zrobić. Niestety nie wiemy co, a on nie potrafi tego powiedzieć. Chce samodzielnie wyjść, ale nie mogę na to pozwolić
– o ciągłym czuwaniu i ostrożności mówi żona. Wspomina, że metodą prób i błędów wprowadzane były leki. Zdarzyło się, że na niektóre reagował agresją. Farmakologia wymagała wypracowania. Teraz już pracuje się z nim łatwiej.
Problemem jest pamięć krótkotrwała, ona jakby zanikła. To zaburzenie jest charakterystyczne dla uszkodzenia mózgu. Darek na pytania odpowiada półsłówkami, jak najkrócej. Stresuje się, gdy ktoś pyta, czy go poznaje.
– Czoska. Darek
– odpowiada, gdy żona prosi, aby przypomniał, jak się nazywa. Ale za to wyciąga rękę, aby się przywitać. Gdy żegnając się, życzymy mu dużo zdrowia, słyszymy szczere i konkretne „dziękuję”.
– Trzeba pamiętać, że możliwości ruchowe idą w parze z intelektualnymi. Był moment, w którym myślałam, że będzie w stanie sygnalizować i mówić o potrzebach. Niestety to się cofnęło. Zresztą w pracy z Darkiem często bywa tak, że jednego dnia stawia krok do przodu, ale kolejnego się cofa. Tak wygląda nasza codzienność
– przyznaje Aleksandra Czoska. Dla niej ważnym jest, aby uświadamiać mężowi, co się z nim dzieje.
– Tłumaczę, że to choroba i przejdziemy przez nią razem. Do zdrowia dochodzi się powoli
– opowiada.
Jaki postęp u Darka cieszy żonę najbardziej?
– Mam wrażenie, że rozumie coraz więcej. Gdy mówię, że go kocham, on odpowiada „ja też cię kocham”. To są bardzo małe, niesystematyczne kroki. Gdy rozmawiamy, staram się jak najczęściej pytać go o zdanie. Najczęściej słyszę w odpowiedzi „nie wiem”, ale to się zmienia. Na przykład gdy pytam, ile zje kromek chleba. Potrafi jednym słowem odpowiedzieć konkretnie
– słyszymy dalej.
Rodzina musi stale akceptować fakt, że nie wie, jak będą wyglądać dalsze postępy. Każdy dzień jest trudną przeprawą.
– Nie znam żadnych rokowań, bo nikt nie jest w stanie mi ich przedstawić. Lekarze mówią, że to zagadka, jakie efekty da praca nad mózgiem Darka. Nam pozostają teraz codzienne ćwiczenia: logopedyczne, ruchowe, intelektualne. Niestety nie jestem w stanie sama zrobić wszystkiego. Czekam na odpowiedź, czy otrzymam pomoc asystenta z programu Ośrodka Pomocy Społecznej w Tucholi. W jednym z programów już uczestniczyliśmy i wiem, jak wiele korzyści to daje. Asystentka pomagała Darkowi w nauce, rehabilitacji
– tłumaczy żona.

Rodzina kontynuuje spotkania z neuropsychologiem i neurologiem. Marzeniem jest uzbieranie funduszy na kolejny pobyt w centrum Panmedica pod Ełkiem, które postawiło Darka na nogi. Chociaż na miesiąc, który kosztować będzie wspomniane już ok. 38 tys. zł. W ośrodku miałby każdego dnia po cztery lub pięć partii zajęć prowadzonych przez fachowców. Generalnie każde kolejne rozwiązanie wspierające niezbędną i ciągłą rehabilitację rodzi kolejne koszty. Wiele z nich w aktualnej sytuacji rodziny jest nie do przeskoczenia. Darek otrzymuje rentę, jego żona podstawowe świadczenia. A na uwadze trzeba mieć jeszcze opiekę nad jej mamą.
– Teraz gdy, wykupuje rehabilitację, to tylko jednorazowo w tygodniu. Na tyle mnie stać. Bardzo chciałabym, aby była to rehabilitacja stała
– tłumaczy Aleksandra Czoska. Zależy jej także na wykupieniu regularnych wizyt u neurologopedy, bo u niego również odbywają się ćwiczenia m.in. mowy. Ważna jest kontynuacja elektrostymulacji mózgu tDCS. Darek miał szansę korzystać już z tego ok. półtora miesiąca, bez weekendów. Trzeba było zapłacić za nią 1,5 tys. zł.
Dariusz Czoska jest pod opieką Fundacji Słoneczko. Udostępnia ona numer konta do wsparcia rehabilitacji i daje możliwość przekazania półtora procenta podatku. Ola Czoska kilkukrotnie podczas rozmowy z nami dziękuje wszystkim za każde, najdrobniejsze wsparcie.

[ZT]20898[/ZT]
[ZT]20137[/ZT]
::addons{"type":"only-with-us", "color":"black"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz