Zamknij
REKLAMA

Tuchola. Wspomnienie Janusza Sali. Wyjątkowego leśnika żegnał tłum / TEKST+ZDJĘCIA

10.56, 20.01.2023 Piotr Paterski, fot. Piotr Paterski, Halina Gut Aktualizacja: 11.06, 20.01.2023
Skomentuj Janusz Sala z młodzieżą podczas sadzenia drzew w Żalnie. W takim towarzystwie leśnik czuł się dobrze Fot. Halina Gut
REKLAMA

W ubiegłym tygodniu pożegnaliśmy Janusza Salę, leśnika z Nadleśnictwa Tuchola. "Mówi się że nie ma ludzi nie zastąpionych – w dniu dzisiejszym ciężko zgodzić się z tą tezą." To słowa pracowników, jego przyjaciół i kolegów z nadleśnictwa Janusz Sala - niezwykle rozpoznawalny u nas leśnik, edukator, rzecznik, nauczyciel, wybitny fachowiec. - I człowiek niezwykle życzliwy - nadmienia dyrektor technikum leśnego, który współpracował z nim od wielu lat. Nie każdy wie, że Janusz Sala przechodził walkę nie tylko z chorobą, ale niegdyś też z przepisami i decyzjami formalnymi dotyczącymi jego leczenia. 

Ostatnie pożegnanie Janusza Sali miało miejsce we wtorek 10 stycznia. Żegnali go: rodzina, przyjaciele, współpracownicy, brać leśna, przedstawiciele władz lokalnych, wielu instytucji, ludzie, z którymi Janusz Sala zetknął się na swojej drodze zawodowej. Prowadzona przez ks. Jana Pałubickiego msza, podczas której wygłoszono wspomnienia, odbyła się w kościele pw. św. Jakuba Apostoła w Tucholi. Zmarły 4 styczna leśnik pochowany został na cmentarzu w Rudzkim Moście. Pochówek odbył się w obecności wielkiego tłumu ludzi. Janusz Sala miał 54 lata.

To nie przypadek, że pogrzeb leśniczego przyciągnął tak wielką rzeszę osób, które czuły potrzebę uczestniczenia w nim. To również nie przypadek, że śmierć Janusza Sali obiegła nawet media ogólnopolskie (artykuły wspomnieniowe pojawiły się w m.in. w Gazecie Wyborczej czy Super Expressie). Janusz Sala był leśnikiem niezwykle rozpoznawalnym, aktywnym, a przez to również medialnym. Nie działo się tak jednak dlatego, że szukał poklasku, a wyłącznie przez jego profesjonalizm i niezwykłą umiejętność przekazywania fachowej wiedzy w bardzo przystępny, zaciekawiający sposób.  

Odznaczany, zaangażowany, uśmiechnięty

Wspomnienie, dzięki któremu dowiadujemy się na jego temat podstawowych informacji, przygotowali pracownicy Nadleśnictwa Tuchola, z którym związany był całe zawodowe życie. Pracę w nim rozpoczął 1 września 1989 roku, natomiast od 1 stycznia pracował jako leśniczy Leśnictwa Woziwoda. To miejsce okazało się jego wieloletnim domem. Janusz Sala został też rzecznikiem prasowym tucholskiego nadleśnictwa. Regularnie współpracował z mediami, w tym z "Tygodnikiem Tucholskim". Często stanowił dla nas pierwszy kontakt, gdy szukaliśmy fachowego wyjaśnienia czy komentarza do danego zjawiska dotyczącego przyrody i Borów Tucholskich (nie tylko w ramach jego nadleśnictwa).

"Wspaniały leśnik, przyrodnik, myśliwy, kynolog, człowiek o nieprawdopodobnym darze przekazywania wiedzy. Od wielu lat zaangażowany w edukacje przyszłego pokolenia leśników. Współtworzył i konsultował programy nauczania dla techników leśnych. Oddany przekazywaniu wiedzy o lesie młodzieży i dzieciom z okolicznych szkół. Swoje pasje przekazał niezliczonym rzeszom absolwentów tucholskiego leśnika. Część naszej załogi wspomina go jako jednego ze swoich pierwszych „nauczycieli lasu” - w taki sposób przedstawiają go współpracownicy.

Zwracają uwagę, że Janusz Sala został wyróżniony za wiedzę i pracę w 2015 r. odznaką "Za zasługi dla Lasów Kujawsko-Pomorskich", a później w 2019 r. odznaką "Za zasługi dla ochrony środowiska i gospodarski wodnej". Oba te odznaczenia, a także jego zdjęcie, były eksponowane podczas wtorkowego, ostatniego pożegnania. Tucholscy leśnicy podkreślają, że Sala był wzorem do naśladowania. Mogli liczyć na wsparcie zarówno w sprawach zawodowych jak i prywatnych. Zwracają uwagę na cechę, z którą kojarzony jest także teraz - uśmiech i pogodę ducha. 

"Nie dawał po sobie poznać ciężkiej walki z chorobą. Pomimo wszelkich prywatnych trudności niezłomnie pracował, z pełnym zaangażowaniem w miejscu które kochał – w lesie. Jego utrata pozostawia ogromną pustkę w szeregach załogi naszego nadleśnictwa. Mówi się że „nie ma ludzi nie zastąpionych” – w dniu dzisiejszym ciężko zgodzić się z tą tezą." - przyznaje Nadleśnictwo Tuchola.

Teoretyk z praktykiem. Niezwykła zażyłość i owocna współpraca

Janusz Sala ma za sobą niezliczoną ilość prelekcji, praktycznych spotkań z dziećmi, z którymi w interesujący sposób dzielił się przyrodniczą wiedzą. To zajęcia, podczas których starał się zarażać najmłodszych szacunkiem do przyrody. Niebagatelny wpływ miał natomiast na kształtowanie leśnego narybku - młodzieży, która wkraczała na życiową ścieżkę podobną jak on za młodu. Wybierała naukę w Technikum Leśnym w Tucholi, by las stał się w przyszłości życiową drogą. Podczas wtorkowej mszy wspomnienie odczytywał dyrektor technikum. Piotr Marciniak przyznaje Tygodnikowi, że ze względu na emocje, w kościele nie był w stanie wspomnienia przeczytać w całości. Dyrektora i Janusza Salę od młodości łączyła niezwykła zażyłość zawodowa, choć nie tylko. Na pewien czas ich losy zbiegły się już podczas nauki w tucholskim "leśniku". Znajomość rozwinęła się, gdy Piotr Marciniak zaczął pracę w technikum, ponad 20 lat temu. 

- Janusz był wtedy młodym leśnikiem. W kształceniu zawodowym nasze drogi się stykały, do momentu już bardzo ścisłej współpracy. Gdy byłem odpowiedzialny w technikum za kształcenie zawodowe, łączyło nas wiele różnych projektów: praktyki, pisanie programów nauczania, wyjazdów na wspólne konferencje. Namawiałem go, żeby został ekspertem w branży leśnictwa, a on podjął ten trud. Gdy zostałem dyrektorem współpraca rozwinęła się. Wszystko oparte było o modyfikację programów nauczania i budowanie nowego standardu kształcenia w zawodzie leśnik

- tłumaczy nam Piotr Marcinak.

- Janusz, w dobrym tego słowa znaczeniu, miał zawsze najwięcej do powiedzenia. Młodzież lubiła do niego jeździć. Nie dość że miał wiedzę, to po prostu lubił to co robił. To był jeden z nielicznych, który nie uciekał od organizacji praktyk, wszelkich zajęć praktycznych. Niektórzy to robią na siłę. Wiadomo, że leśniczy mają swoje codzienne obowiązki. A on to lubił. Mnóstwo czasu poświęcał na zadania dodatkowe. (...) Wszystkie egzaminy zawodowe organizowaliśmy u Janusza w Wymysłowie. To zostało do dziś. Obecny leśniczy, który przejął schedę po Januszu, gdy ten zachorował, kontynuuje tę współpracę. Nikt nie zastanawia się, dlaczego robimy to akurat tu. A tu po prostu był Janusz od początku, razem przecieraliśmy szlaki

- kontynuuje dyrektor.

Ze swojej perspektywy tłumaczy, że przy tworzeniu programu nauczania potrzebny był mu idealny człowiek "z terenu". Podczas owocnej współpracy weryfikowali się wzajemnie: teoretyk z praktykiem. Piotr Marciniak zna Janusza Salę i tę rodzinę prywatnie. Jak mówi, jest zatroskany jego synami. W rozmowie z nami wspomina jego cechy, które nie każdy obserwator musi znać. Warto więc wspomnieć, że Janusz Sala lubił się bawić. Bywał regularnie na uroczystościach technikum.

- Nie odpuszczał naszych studniówek. Świetnie się na nich czuł

- przyznaje dyrektor. Te słowa może potwierdzić także "Tygodnik", który robi fotoreportaże z balów studniówkowych. Pan Janusz na parkiecie wśród uczniów i nauczycieli urzędował zawsze od pierwszego tańca, ze znanym sobie uśmiechem.

Walka o zdrowie = walka z przepisami

Janusz Sala cechował się wyjątkową motywacją w życiu mimo tragedii jaka go spotkała, przedwczesnej śmierci żony. W zdecydowany sposób walczył o powrót do zdrowia. Nadal w internecie dostępna jest jego opowieść, którą publikuje "Głos Pacjenta - pierwszy w Polsce postal pacjentów onkologicznych". Sala opisuje, jak w 2010 roku dowiedział się przypadkiem, bo podczas badań na boreliozę, o bardzo rzadkim nowotworze - raku rdzeniastym tarczycy. Leśnik szeroko przedstawia kolejne szybko podejmowane kroki. Zajmowały mu one kolejne lata życia, ale co ważne, nie niweczyły jego codziennej aktywności, którą zalecali lekarze. Janusz Sala w tym czasie pracował i w dodatku rozwijał swoje zainteresowania. Niestety w tej historii, która wówczas mogłaby służyć jako materiał motywacyjny dla innych pacjentów, pojawia się gorzki wątek. To wystąpienie Janusza Sali w 2013 roku do Narodowego Funduszu Zdrowia o refundację leczenia lekiem o potwierdzonej skuteczności w badaniach III fazy. NFZ odpowiedział mu wówczas negatywnie. Sala opisał kuriozalność przepisów, które nie uwzględniły realizacji świadczeń chemioterapii niestandardowej, mimo że lek był już dopuszczony do obrotu. Odwoływał się bez skutku. Skarżył do sądu, który nawet uznał jego argumenty! Niestety mimo to NFZ nadal utrzymywał swoje stanowisko, a w międzyczasie zmieniły się przepisy dotyczące leczenia chemią niestandardową na niekorzystne. Nadzieja go jednak wówczas nie opuszczała. Nawet wtedy miał w sobie pozytywną energię, z którą kojarzony jest nawet dziś, gdy właśnie został pożegnany.

(Piotr Paterski, fot. Piotr Paterski, Halina Gut)
 

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

0%