Zamknij

Piknik historyczny jakiego jeszcze nie było! DUŻO ZDJĘĆ z Bysławia

09:13, 17.07.2019 | K.T
REKLAMA
Skomentuj

Wojowie z IX i X wieku, czeburki i pieremiacze od Tatarów, piwo, jakiego nie ma nigdzie indziej. Plażę w Bysławiu opanowały ludy nordyckie, Wikingowie i Słowianie. Tego jeszcze u nas nie było, a odwiedzający imprezę już teraz chcą więcej za rok!

Wydaje nam się, że tak plaża w Bysławiu nie wyglądała jeszcze nigdy. Chyba, że cofniemy się o przeszło... 1000 lat do czasów wczesnego średniowiecza! Piknik historyczny z ubiegłej soboty to zupełnie nowa propozycja wpisana w kalendarz imprez w 2019 r. na terenie naszego powiatu. Ludzie, którzy go stworzyli, mają ogromną pasję do tego, co robią. Piknik stał się bramą do innego, fascynującego świata, wehikułem czasu, dzięki któremu można było jeść jak Tatarzy, walczyć jak Wikingowie, strzelać jak średniowieczni łucznicy i bawić się jak Słowianie.

Sława! W imię Odyna
Pomysłodawcą całego zamieszania jest Marcin Biliński, który zgłosił swój pomysł do Biblioteki – Centrum Kultury i Promocji Gminy Lubiewo w ramach projektu „PLAŻA”. Marcin jest członkiem Drużyny spod Starych Dębów i to właśnie ta ekipa trzymała nad wszystkim pieczę. Jak sami o sobie piszą są „grupą nienormalnych ludzi uwielbiających historię, a w szczególności historię Ludzi Północy do tego stopnia, że zajęli się odtwórstwem i rekonstrukcją”. W trakcie imprezy najczęściej głos zabierał jar drużyny – Gracjan. Jar to przywódca, ktoś kto dowodzi wojami. Marcin tłumaczył, że jego funkcję można też porównać do dzisiejszego sołtysa. Drużyna spod Starych Dębów, która wzoruje się na Wikingach z X wieku, w Bysławiu nie była oczywiście jedyną. Jak komentował Marcin, zainteresowanie piknikiem przerosło najśmielsze oczekiwania. Na weekendowe spotkanie z historią wczesnego średniowiecza przyjechało ponad 80 rekonstruktorów z różnych stron Polski. Były: pracownie rękodzieła, drużyna Nilfheim z Kościerzyny, Pomorska Grupa Odtwórstwa Historycznego ze Słupska, drużyna z Brus Gautar, drużyna Książęca "Piastun", najemna drużyna łucznicza Fenrira. A to i tak nie wszyscy goście! Kogo jeszcze spotkaliśmy na miejscu? Przede wszystkim ludzi kompletnie oddanych swojej pasji. W strojach z epoki spacerowały po plaży często całe rodziny. Wszyscy bardzo chętnie opowiadali o swoich zainteresowaniach. Warsztaty garncarskie prowadził np. Jan Majewski zwanym też Janko Dzbanko z Grodu Foluszek. Potem, w trakcie turnieju strzeleckiego, okazało się, że Janko jest też sprawnym łucznikiem. Pod swój namiot wciągnęła „Tygodnik Tucholski” również grupa Gungnir. Ich nazwa oznacza „włócznię Odyna”. Jeden z członków był Słowianinem, drugi Nordem. Obaj wojowie walczyli mniej więcej w IX wieku. Co ciekawe Słowianin już wtedy używał... szabli. Przedstawiciel „włóczni Odyna” wytłumaczył nam, że szabla jedynie „wróciła do łask” w XV-XVI wieku. Szabla stała się popularna już w IX wieku i wcześniej. Dlaczego? Stal w dawnych czasach uchodziła za towar luksusowy i deficytowy. W związku z tym uzbrojenie chroniące wojów wczesnego średniowiecza było dużo lżejsze niż w wiekach póżniejszych. Na wyprodukowanie lekkiej szabli, która wystarczyła na przebicie się przez pancerz, również wykorzystywano dużo mniej drogocennego materiału. Według naszego rozmowcy naukowcy od lat toczą spór, która z broni powstała pierwsza: japońska katana czy husarska szabla.
Członków "włóczni Odyna" zapytaliśmy także o ich wyjątkowy styl życia. Rekonstruktorzy, z którymi rozmawialiśmy, nie mają stałej siedziby. Członkowie związani są z Golubiem-Dobrzyniem i Brodnicą, ale zapisać się może każdy, wystarczy kontakt przez Facebooka. W sezonie wiosenno-letnio-jesiennym spotykają się na piknikach i festiwalach związanych z wczesnym średniowieczem. Część naczyń, strojów i broni wytwarzają sami. Część kupują od innych zapaleńców. Ich pasja pochłania każdą wolną chwilę, są przecież osobami, które na co dzień pracują na cały etat.
 
Czeburki, jedyne takie piwo w Polsce, bębny ze skóry ryby...
Trudno opisać wszystkich uczestników pikniku. O pitnym miodzie i piwie wytwarzanym z miodu godzinami mógłby opowiadać Adrian z pasieki „Pachniczówka”. Piwa, które odtwarza, zanikły zupełnie w XVIII wieku. Jak tłumaczy Adrian, do tego czasu były bardzo popularnych trunkiem. Teraz jest prawdopodobnie jedyną osobą w Polsce, która je wytwarza. Dlaczego są tak wyjątkowe? Do produkcji nie używa żadnych zbóż. Podstawą tego trunku jest w 100% miód. Napój o dziwo w ogóle nie jest słodki, ma też dużo mniej gazu i... jest bardzo orzeźwiający. Adrian opowiadał, jak długo "walczył" z produkcja piwa. Jedna z pierwszych partii dosłownie eksplodowała, do pomieszczenia, gdzie stały butelki, nie wchodził przez tydzień. W Bysławiu serwował też m.in. miodoladę, już bez alkoholu i miód fasolowy. Ten drugi produkt również zadziwiał wiele osób. Nektar, z którego pszczoły produkują miód, pochodzi z kwiatów właśnie tego warzywa. Podobno jest to produkt bardzo zdrowotny.
Nieco dalej na terenie imprezy stał duży namiot z Tatarskimi Przysmakami. To kolejne miejsce, gdzie nie tylko można było coś po prostu kupić. W środku do spróbowania m.in. niezwykłe pieremiacze (średniowieczne pączki, w których farszem jest mięso) czy płaskie pierogi na słodko i słono – czeburki. Do tego słodkie i słone wypieki z mąki makaronowej. Wszystko z zachowaniem oryginalnych przepisów z przeszłości. Oczywiście przy okazji można było poznać całą historię Tatarów. Sprzedawca, zapaleniec historii tłumaczył nam, że "Tatar" pochodzi prawdopodobnie od chińskiego słowa "tata". Tak Chińczycy nazywali ludy mongolskie.
Rozmawialiśmy także z Tomkiem, który... sam tworzy bębny. Oczywiście sam też na nich gra. Do "produkcji" używa sprowadzanych z Afryki kozich skór. Ostatnio jednak wykonał instrument z przywiezionej z Azji... skóry ryby! Tomek jest mieszkańcem Włocławka, ale już niedługo przeprowadza się do Bysławka. Prawdopodobnie będziemy mieli więc okazję posłuchać go jeszcze na naszym terenie. Opisane historie to tylko mały wycinek bohaterów sobotniego spotkania. Bysław przyciągnął ogrom interesujących ludzi.
 
Widowiskowe walki
Podczas Pikniku historycznego nie brakowało innych atrakcji. Na plaży odbyły się walki wojów. Mimo kapryśnej pogody walczący mężczyźni dali z siebie wszystko, co często powodowało... niekontrolowane upadki i ślizgi. To tylko dodawało emocji. Do jednej potyczki włączył się nawet sołtys Bysławia, który chciał obronić wioskę przed napadem barbarzyńców. Emocjonujący był także turniej łuczników. Dla przybyłych zatańczyły dziewczyny z zespołu „Swing”. Na początku ubrane w białe suknie z wiankami we włosach schodziły z pomostu. Potem w tańcu z ogniem pokazały swoje drugie, bardziej drapieżne oblicze. Całość zakończyła się pokazem fire show.
 
Poniżej prezentujemy obszerną fotorelację z wydarzenia.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone