Zamknij

Problem z testem na koronawirusa: Czekali na jego wynik, mieli jechać do sanatorium

14:56, 19.06.2020 | K.T
Skomentuj
REKLAMA

– To nie jest tak, że wsiądziemy w pierwszy lepszy pociąg i dojedziemy do Świnoujścia. Wszystko trzeba było zaplanować, wykupić bilety, a my do ostatniego momentu nie wiedzieliśmy, czy będziemy mogli w ogóle tam pojechać – mówił na kilkanaście godzin przed rozpoczęciem turnusu 70-letni mieszkaniec powiatu tucholskiego. Czasami, aby wyjechać do sanatorium, trzeba się sporo napocić. Tym bardziej w czasach, kiedy potrzebny jest test na koronawirusa, a jego wynik leży gdzieś w szufladzie. Przedstawicielka Szpitala Tucholskiego tłumaczy, że procedury zostały dopracowane, a seniorzy nie powinni mieć już takich problemów.

Po 3 miesiącach przerwy 15 czerwca działalność leczniczą i rehabilitacyjną wznowiły uzdrowiska. Powodem zamknięcia sanatoriów była rzecz jasna ogłoszona pandemia koronawirusa SARS CoV-2. Podstawowy warunek, który trzeba spełnić, aby wrócić na przerwany turnus lub rozpocząć rehabilitację, to uzyskanie negatywnego wyniku testu na obecność koronawirusa. Z założenia test dla seniorów wybierających się do sanatorium ma być darmowy i wykonywany na podstawie skierowania na leczenie. 70-letni Czytelnik "Tygodnika Tucholskiego" przekonał się na własnej skórze, że przepisy nie do końca idą w parze z rzeczywistością. Bo choć ostatecznie za test nie musiał płacić, to godziny dzieliły go od utraty szansy na wyjazd do sanatorium.

Kłótnia o test w szpitalu
Mieszkaniec powiatu tucholskiego przebywał w marcu w uzdrowisku w Świnoujściu. Z uwagi na pandemię, leczenie zostało przerwane. Wraz z żoną musiał wrócić do domu. Kontynuację leczenia uzdrowiskowego wyznaczono małżeństwu z naszego powiatu od 16 czerwca.

Otrzymaliśmy skierowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia, w którym jest napisane, że 16 czerwca mamy pojawić się w Świnoujściu 

– tłumaczył mężczyzna na dzień przed rozpoczęciem leczenia, w poniedziałek.

W piśmie z NFZ znajdował się wykaz z miejscami, w których pobierane są próbki do badania na obecność koronawirusa. Na liście znajdował się Szpital Tucholski. Małżeństwo udało się do placówki prawie tydzień wcześniej, 10 czerwca.

Przed specjalnym namiotem czekaliśmy godzinę. Nikt się nie pojawił. W końcu poszedłem do okienka. Musieliśmy się praktycznie wykłócić o to, aby zrobiono nam test. Nie ukrywam, padały mocne, choć nie wulgarne słowa z mojej strony. Na początku nie chciano w ogóle wziąć od nas skierowania do sanatorium. A przecież właśnie ono miało być podstawą do pobrania próbek. Dopiero po kolejnych rozmowach wreszcie się udało

– mówił zdenerwowany mężczyzna. Wcześniej miał kontaktować się także z tucholskim sanepidem. Również tam polecono mu, aby udał się do szpitala.

Jeszcze chwila i z wyjazdu nici
Wyniki testów, według obowiązujących przepisów, miały trafić bezpośrednio do uzdrowiska w Świnoujściu. Miały, ale nie trafiły... Małżeństwo w dniu zaplanowanego wyjazdu otrzymało informację, że ich badania nie dotarły do sanatorium i nie mogą przyjechać do Świnoujścia.
[...]
To tylko fragment artykułu. Całość znajdziesz jedynie w najnowszym "Tygodniku Tucholskim". Ten dostępny jest w Twoim sklepie lub w formie e-wydania na eprasa.pl lub publico24.pl.

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA

komentarz (2)

Kazik Kazik

1 1

Ten szpital to jedna wielka kpina 10:16, 20.06.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

WaldekWaldek

1 2

Jedna wielka improwizacja szkoda naszych podatków na ten szpital 10:29, 20.06.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz