Od wstępu z muzyką afrykańską, po Kaszuby czy Stanisława Soykę, w międzyczasie z utworami kojarzonymi ze sceną meksykańską. Od muzyki ludowej do popu. A wszystko przed... ołtarzem Kościoła Parafii pw. Bożego Ciała w Tucholi. Eklektyzm to pierwsze słowo, które przychodzi na myśli, gdy słucha się, jak śpiewa i gra sopocki chór Mundus Cantat.
To był kameralny koncert dla kameralnej publiczności, ale ta z pewnością nie żałowała niedzielnego popołudnia spędzonego w tucholskiej świątyni. W Tucholi pojawił się sopocki chór Mundus Cantat [O CHÓRZE PRZECZYTASZ TUTAJ]. Formacja związana jest z Sopocką Szkołą Wyższą i współorganizuje Międzynarodowy Festiwal Chóralny Mundus Cantat w Sopocie. Wydarzenie z długą historią, bo mające za sobą już 22 edycje. I z bogatym, kilkudniowym programem, wykraczającym poza normę występów chóralnych.
I taki właśnie - wykraczający poza definicję - jest sam chór Mundus Cantat. Pierwsze wrażenie robi żywiołowość umiejętnie przeplatana z muzyką i słowami utworów zachęcających do zadumy. Taki wachlarz emocji w odbiorze występu gwarantuje zdecydowanie nietuzinkowy dobór repertuaru. Chór zaskakująco otwiera występ muzyką o afrykańskich korzeniach, by przenieść się na Kaszuby i zaaranżować tamtejszą muzykę ludową. Potem wtrącić twórczość nieodżałowanych Agnieszki Osieckiej i Stanisława Soyki. By dalej znów zawędrować do odległych krajów, np. do Meksyku. Eklektyzm i muzyczna podróż dookoła świata, a wszystko nawet przed ołtarzami kościołów (czy na dziesiątkach innych scen), tak jak to było w niedzielę w Tucholi.
FOTORELACJA:
::photoreport{"type":"check-for-article","item":"5777"}
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu tygodnik.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz