Zamknij

Motocross w Cekcynie? Tor już jest. Pachnie sporą imprezą

18:08, 27.03.2018 | Jarosław Kania
REKLAMA
Skomentuj

W borowiackiej miejscowości zapowiada się nie lada atrakcja. Są plany, a efekty mają przyjść już niebawem. W Cekcynie zrobi się głośno od ryku motocyklowych silników? - Jeśli chodzi o hałas, to nie jest jakiś wielki problem według mnie. Nie widzę jakichkolwiek oznak tego, by tor komuś przeszkadzał. Mało tego - gmina mi pomogła - użyczyła sprzętu do pielęgnacji terenu – mówi „Tygodnikowi” właściciel terenu Karol Rogalski, który na torze gościł już sportowców.

Karol Rogalski od lat startuje jako zawodnik motocrossowy w WKM-ie Więcbork. Mało tego - wraz z nim bakcyla przejęły dzieci - jeżdżą też syn Maksymilian i córka Tosia - z sukcesami, o których regularnie pisaliśmy na łamach „Tygodnika”. 
Teraz pasja przekroczyła ograniczenia klubowe i terytorialne.
 - Już od bardzo długiego czasu miałem na myśli zbudowanie toru takiego, który byłby dosłownie pod ręką. Do najbliższych mamy bardzo daleko - są one w Więcborku albo Człuchowie - opowiada cekcynianin. - Zauważmy jeszcze jedno - nasz tor na ul. Szerokiej jest przystosowany do motocykli małych, tzw. pitbików oraz tych o pojemnościach: 50, 65, 85 cm3 . Moją „dorosłą” maszyną klasy MX Masters nie można by pojeździć, bo zbyt małe są „hopy”, czyli najazdy, które można by przeskoczyć po dwie czy trzy od razu. 
Tor w Cekcynie nie ma oficjalnego statusu miejsca przystosowanego w sposób profesjonalny do uprawiania motocrossu. Pełni rolę obiektu na terenie prywatnym. Nie jest tu wymagana homologacja wszelkich instytucji, które organizują zawody rangi mistrzowskiej – tor jest po prostu na to za krótki. Powierzchnia jednego hektara i trasa długości 650 metrów - oto podstawowe parametry cekcyńskiego obiektu. 
 - Miejsce do uprawiania motocrossu położone jest w tzw. negatywie, czyli na zboczu. W 2015 pojawiła się jego wizja gdzieś w głowie i sercu. Tor był trzy razy przebudowywany - do momentu, w którym powiedziałem, że to jest to - wspomina Karol Rogalski. 

Kupujemy ziemię, ale może być czasem głośno...
Jak się okazało, przedsięwzięcie było mniej pracochłonne, niż się wydawało, choć nic łatwo nie przyszło. Nie trzeba było przede wszystkim dowozić żadnej ziemi. Wyrysowanie skoków i początkowe, pierwotne przekształcenie terenu w zarys przyszłego toru trwały dwa tygodnie. Jak wiadomo, motocross to sport dość głośny, motocykle mają swoją moc, nawet jeśli są mniejszych rozmiarów od tych „rasowych”. Tu ciekawostka. 
 - W akcie notarialnym podczas zakupu działki wpisaliśmy klauzulę mówiącą o przyjęciu wraz ze sprzedażą ziemi warunków, które wynikają ze specyfiki uprawiania sportu motocrossowego. Zresztą jeśli chodzi o hałas, to nie jest jakiś wielki problem według mnie. Nie widzę jakichkolwiek oznak tego, by tor komuś przeszkadzał. Mało tego - gmina mi pomogła - użyczyła sprzętu do pielęgnacji terenu - mówi właściciel toru. 

Regulamin ponad wszystko poza... sankami
Jak zaznaczają Rogalscy (Iwona Rogalska to żona Karola - „menadżer” rodzinnego teamu) ludzie często przychodzą na tor, by podpatrzeć jeżdżących, robią sobie zdjęcia, czasami sami mają chęć wjechać na tor jako zmotoryzowani. Tu jednak pojawiają się konieczne w takich sytuacjach warunki i obostrzenia. Jest stworzony wyszczególniony regulamin toru, którego muszą przestrzegać wszyscy, zwłaszcza amatorzy - sportowcy chcący skorzystać z trasy. Wszystko dla bezpieczeństwa i możliwości korzystania z obiektu wedle prawa.
 - Nie mogę sobie pozwolić na - mówiąc wprost - totalną samowolę i chaos. Nie zamykam toru na kłódkę, bo nie widzę takiej potrzeby, jednak regulamin pozostaje zbiorem warunków, które nie tyle można, co trzeba spełnić. Póki wszystko jest w porządku, nic złego się nie dzieje. Gdy nie daj Boże stanie się wypadek, będą problemy. My dmuchamy na zimne. Nie ma np. mowy, by na obiekt wchodziły osoby poniżej 18 roku życia bez nadzoru dorosłych czy bez ochraniaczy, kasków i innego sprzętu ochronnego - mówi Karol Rogalski. - Nie miałem nic do powiedzenia w tej sprawie tylko wówczas, gdy zimą dzieci zjeżdżały na sankach - pod opieką rodziców. 

Na treningi przyjeżdżają nawet żużlowcy
Karol Rogalski od jakiegoś czasu współpracuje i ma ciągły kontakt z firmą Pitbike.pl. Jest to sprzedawca małych motocykli do motocrossu i jednocześnie koordynator różnych imprez sportowych. Nie bez nadziei więc Borowiak opowiada o planowanym dniu testowym toru 1 maja. Byłaby to zbiorowa impreza, na której mogliby być obecnie nie tylko zawodnicy spod znaku pitbike’ów, ale też kibice i może przyszli zawodnicy. 
 - Nie chciałbym zapeszać, ale pachnie sporą jak na pierwszy raz imprezą. O wszystkim dowiemy się konkretnie wraz z upływającym czasem, ale na koniec kwietnia tor już będzie przygotowany na tyle, by można było na nim regularnie i długo pojeździć, ukazując piękno motocrossu, nawet w wykonaniu jeźdźców na małych motocyklach. Już teraz moimi gośćmi są żużlowcy z Torunia i Bydgoszczy, którzy czasami przyjadą, by odbyć tu trening kondycyjny – przyznaje właściciel obiektu. – Wszystkich serdecznie zapraszamy. Trzymajcie kciuki – o Cekcynie może być głośno – dosłownie i w przenośni. 

(Jarosław Kania)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone | 2018