Dzień Miłośników Książek: niezwykłe losy pewnego "Quo vadis"

13:24, 09.08.2017 | E.S
REKLAMA
Skomentuj

Z okazji Dnia Miłośników Książki przypominamy artykuł, który w "Tygodniku Tucholskim" ukazał się w sierpniu ubiegłego roku:

 

Józef Begger był jednym tych, którzy we wrześniu 1939 r. zostali zmuszeni przez Niemców do palenia książek tucholskiej czytelni. Ukrył jeden egzemplarz przeznaczony do spalenia - „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Dzięki jego bratankowi książka wróci na biblioteczną półkę.

- Pierwsze strony książek przeznaczonych do spalenia wyrywał Niemiec - mówi Władysław Begger ze Zdrojów, pokazując oprawiony w sztywną okładkę egzemplarz „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Brakuje strony tytułowej. Książka zaczyna się od razu od rozdziału pierwszego. Została wydana we Lwowie w 1933 r. To wydanie dziesiąte, więc nie jest białym krukiem. A jednak historia tego egzemplarza jest wyjątkowa. Na 17 stronie wybito pieczątkę Towarzystwa Czytelni Ludowych - Komitet Okręgowy Tuchola. W 1939 r. taka pieczęć oznaczała, że egzemplarz trzeba zniszczyć.
Kazali im palić książki

- Mój ojciec był na wojnie, a wujek był jeszcze za młody, by pójść na front - opowiada Władysław Begger. Brat jego ojca mieszkał w Kęsowie. Został pojmany przez Niemców we wrześniu 1939 r. i trafił do niemieckiego więzienia w Tucholi.
- Pracował razem z innymi więźniami przy rozbiórce kościoła w Tucholi - kontynuuje pan Władysław. - Potem razem z kilkoma innymi osobami został wyznaczony do palenia polskich książek.
Niemcy obrali za cel zniszczenie tucholskiej czytelnię TCP. Józef Begger, wuj pana Władysława postanowił uratować jeden egzemplarz „Quo vadis” Henryka Sienkiewicza. Ukrył go pod ubraniem. Niemiec niczego nie zauważył.

Przekazał książkę bratankowi. Ten postanowił podarować ją bibliotece

- Kiedy wujek został zwolniony z aresztu, uciekł z Kęsowa i ukrywał się w Brusach - mówi Władysław Begger. - Potem mieszkał w Chojnicach. Podarował mi tę książkę, bo uznał, że przyda mi się jako nauczycielowi.
Bratanek Józefa Beggera postanowił oddać „Quo vadis” Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tucholi. Chce, żeby każdy mógł zobaczyć uratowaną książkę.
- To może być jedyny taki egzemplarz - zaznacza. I nie pomylił się:
- Nie mamy żadnej książki w naszych zbiorach z pieczęcią Towarzystwa Czytelni Ludowych - mówił jeszcze przed przekazaniem wyjątkowej publikacji Paweł Redlarski, pracownik biblioteki.
3 września egzemplarz "Quo vadis" został oficjalnie przekazany do tucholskiej biblioteki.

Kilka słów o Towarzystwie Czytelni Ludowych
11 października 1880 r. działalność rozpoczęło Towarzystwo Czytelni Ludowych w Poznaniu. Jego głównym celem było „szerzenie pożytecznych, religijne uczucia ludu podnoszących i pouczających książek polskich oraz zakładanie bibljoteczek ludowych” [pisownia oryginalna - red.]. W ten sposób walczono z zaborcą, który chciał zniszczyć polski język. Książki kupowano za składki członków TCP. Główny bibliotekarz z centrali w Poznaniu rozsyłał zakupione publikacje do lokalnych bibliotek - jedna z nich funkcjonowała w Tucholi. Delegatem TCP na powiat tucholski był dr Kazimierz Karasiewicz. Wybuch I wojny światowej spowolnił rozwój TCP, ale organizacja przetrwała ten okres. Jednak podczas II wojny światowej księgozbiory zgromadzone przez tyle lat były skutecznie niszczone przez najeźdźców. Niektórzy starali się je ukrywać - przykładem jest Józef Begger. Dopiero w 1945 r. starosta powiatowy w Tucholi starał się stworzyć w powiecie bibliotekę „ponieważ przedwojenna biblioteka ludowa została zniszczona w czasie wojny”.

 

 

Źródło informacji o Towarzystwie Czytelni Ludowych:

Siedem dekad tucholskiej biblioteki, red. Zespół Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tucholi im. Aleksandra Janty-Połczyńskiego, Tuchola 2016

 

REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone | 2017