Zamknij
REKLAMA

Forów nie chcemy. Kadra Polski w ampfutbolu w Cekcynie - GALERIA ZDJĘĆ

11:19, 15.04.2018 | Jarosław Kania, (red.), fot. Daniel Frymark
REKLAMA
Skomentuj

Adrian przyszedł na świat bez nogi, Przemek stracił ją w wypadku motocyklowym. Sebastian z Cekcyna tracił nogę, gdy walczył z nowotworem. Inni też nie są pełnosprawni, jednak stworzyli mistrzowską ekipę. To oficjalna, narodowa kadra Polski w amfutbolu, w której istnienie poważnie zaangażował się nawet Robert Lewandowski.

Kadra Polski w amfutbolu od 6 do 8 kwietnia odbywała zgrupowanie w Cekcynie. Stało się to dzięki zaangażowaniu Sebastiana Ziółkowskiego z tej miejscowości, który również jest kadrowiczem, ważnym elementem zespołu, który na koncie ma brązowy medal mistrzostw Europy. "Tygodnik Tucholski" towarzyszył piłkarzom podczas treningów czy meczu z samorządowcami. Poznaliśmy niektóre z ich historii.

Przemysław Świercz - urodzony w Ostrołęce, a mieszkający pod Warszawą. Swój przypadek, gdy w wypadku komunikacyjnym stracił prawą nogę, uznaje za fakt, który przydarzyć się musiał w życiu każdego człowieka, jak chrzciny, ślub czy dostanie się na studia. 

- Ten przykry fakt z 2009 roku nie odmienił o 180 stopni mojego życia. Nie był jakimś kolosalnym wydarzeniem. Powiem tak: albo kryzys z tego powodu jest jeszcze przede mną, może za mną, ale ja go odczułem mniej niż najbliżsi, po prostu tak musiało się stać, bym poczuł, że życie jest piękne i nieprzewidywalne, a swój krzyż trzeba po prostu nieść – szczerze mówi obrońca reprezentacji Polski.

Adrian Stanecki z Glorii Varsovia Warszawa przyszedł na świat z niewykształconą kończyną dolną. W kadrze narodowej gra od sześciu lat i zawsze ciągnęło go do sportu mimo wrodzonej ułomności. 

Na grę w ampfutbol namówił go… protetyk, gdy Adrian zamawiał u niego coś dla siebie. Najpierw namowy skończyły się niczym, ale dały do myślenia, później, po raz drugi – odniosły skutek. 

- Pracownia protetyczna była sponsorem kadry, więc namowy do gry nie były bezpodstawne – uśmiecha się Adrian. – Gdy już zostałem piłkarzem narodowym, żona, która też mnie namawiała do gry, zaczęła (z przymrużeniem oka) żałować motywowania mnie. Ponadto kiedyś teściowa zadała pytanie, jak długo mam zamiar grać w piłkę. Odpowiedziałem, że jeszcze co najmniej dziesięć lat, bo do czterdziestki facet zawsze czuje się sprawny – też w ampfutbolu. Pytań już więcej nie usłyszałem – opowiada sportowiec.

Selekcjoner kadry Marek Dragosz, zapytany o specyfikę pracy z niepełnosprawnymi sportowcami, odpowiedział, że wszystko siedzi w głowie, w podejściu do własnego życia i tego, co chce się w nim robić. 

- Od 25 lat siedzę w piłce nożnej, a 7 lat pracuję z ampfutbolistami. Pamiętam pierwszy trening, gdy nie miałem żadnego doświadczenia, a bałem się powiedzieć cokolwiek, co miało związek z ich niepełnosprawnością, by ich nie urazić. Okazało się, że to są wspaniali ludzie z dystansem do siebie, z radością, spontanicznością, z humorem. Stanowią monolit. Trenujemy męski sport, nie mamy tu miejsca na sentymenty. Jesteśmy przyjaciółmi - mówi.

To fragmenty dużego reportażu (tekst - Jarosław Kania), który znajdziecie w najnowszym numerze "Tygodnika Tucholskiego". Jest aktualnie w sprzedaży w wersji papierowej i na eprasa.pl. Tutaj czeka na Was bonus - to wielka galeria zdjęć wykonanych przez Daniela Frymarka.

 

(Jarosław Kania, (red.), fot. Daniel Frymark)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone