REKLAMA

Weronika: Siatkarka z Tucholi "dostała szansę od losu" - ARTYKUŁ

10:49, 02.12.2017 | Jarosław Kania
REKLAMA
Skomentuj

Jeszcze niedawno była czołową postacią Tucholanki. Teraz reprezentuje Budowlanych Toruń, zarówno seniorki jak i juniorki. - Nie znałam miasta, nie znałam klubu, sama rzuciłam się na głęboką wodę. Nie żałuję – mówi Weronika Noga w rozmowie z „Tygodnikiem Tucholskim”.

Młoda siatkarka, tucholanka z urodzenia, chętnie opowiedziała nam o przebiegu swojej sportowej kariery. Może kariera to słowo na wyrost, bowiem jakichś spektakularnych sukcesów Weronika jeszcze nie osiągnęła, ale kroczy ku temu prostą drogą.

- Uczę się w drugiej klasie liceum i trenuję w Toruniu. Dostałam szansę od losu. Zanim wylądowałam w mieście nad Wisłą, byłam borowiacką siatkarką i wiele zawdzięczam ludziom, którzy mnie prowadzili jako dziecko grające w siatkówkę - szczerze wyznaje Weronika. 

Tucholanka podczas jednego z meczów w III lidze pojechała z innymi Borowiaczkami do grodu Kopernika. Było to w zeszłym roku. Trener z Torunia Jerzy Wawrzyn dostrzegł ją i zaproponował grę w TKS-T Budowlanych Toruń.  

- Nie kryję, byłam w rozterce, to wszystko wydarzyło się niejako poza mną, choć pozostawiono mnie samej ostateczną decyzję co do zmiany barw klubowych - opowiada siatkarka. 

Tucholanka mieszka na co dzień w Toruniu, trenuje cztery razy w tygodniu, potrafi znakomicie łączyć naukę ze sportem. Nauczyciele jednak, jak podkreśla nasza rozmówczyni, nie pobłażają faktu, że ktoś uprawia sport i czasami musi zwalniać się z lekcji, a później nadrabiać zaległości w szkole. Wychodzą z założenia, jak mówi Weronika Noga, że sport nie jest kategorią życia, która zapewni byt w dorosłym życiu. 

Tucholanka nie kryje, że decyzja co do zmiany klubu w celu rozwijania własnych umiejętności sportowych przyszła dość spontanicznie, ale później dała sporo do myślenia.

- Nie znałam miasta, nie znałam klubu, sama rzuciłam się na głęboką wodę. Nie żałuję. Dzięki przejściu do Torunia czuję się zmotywowana, pewna siebie. Żeby było jasne - te słowa nie znaczą, że w Tucholance było inaczej - wciąż mam tu przyjaciółki, wciąż kibicuję klubowi, tu są moje korzenie sportowe i rodzinne i tu zawsze będę wracać - podkreśla Weronika Noga. 

Sukces drużyny najważniejszy

W nowym klubie tucholanka ma przyjaciółki, docenia też działania nowego trenera Mariusza Soi, który miał swój czas w Orlen Lidze - najwyższej klasie rozgrywkowej kobiet w Polsce. Tucholanka otrzymuje comiesięczne stypendium sportowe z klubu i ma obecnie status zawodniczki na wypożyczeniu (dwa lata), zaś gra w lidze wojewódzkiej juniorek i w III lidze seniorek. 

- Taki układ wymaga ode mnie sporo wkładu w treningi. Są one ukierunkowane na siatkówkę z uwzględnieniem tego, co w drużynie jest najsłabszym elementem podczas gry. W toruńskim klubie mam silną konkurencję - w moim wieku gra siedem zawodniczek - kontynuuje tucholanka. - Dzięki własnej pracy otrzymałam szansę gry w pierwszym zespole i wychodzę w podstawowym składzie. Muszę jednak się starać, by to miejsce zachować z całym szacunkiem dla koleżanek. O jednym trzeba pamiętać - nie gram sama dla siebie, gram dla całej drużyny. 

Ważne osoby w Tucholi

W Toruniu kibicują Weronice dziadek i kuzyn z żoną, nie brakuje również babci. Jak mówi Borowiaczka, wielkim wsparciem była dla niej mama, która pozostawiła Weronice decyzję co do zmiany klubu. Nie bez znaczenia była również postawa trenerki Karoliny Redlarskiej.

- To ona ukierunkowała mnie właśnie na Toruń, to jej zależało na moim rozwoju. Jestem za to wdzięczna zarówno jej, jak też innym ludziom, którzy wnieśli wkład w mój rozwój: Ewie Domjan, Annie Grzywacz, Marcinowi Suchomskiemu, Dariuszowi Karnowskiemu i Dawidowi Siemińskiemu. 

Na szczęście dla Weroniki Nogi na razie nie trapią jej kontuzje. Miała w październiku problem z plecami, jednak rehabilitacja odniosła skutek po krótkim czasie. Często na treningach siatkarki w różnych ćwiczeniach wzmacniają stawy i mięśnie najbardziej narażone na kontuzje.

Tucholanka twierdzi wprost, że jest ciągle na początku drogi i wszystko, co niewiadome, może okazać się sukcesem - w to wierzy. Jej idolem sportowym jest Mariusz Wlazły. Marzenie? Finał mistrzostw Polski juniorek - byłby to dobry start w seniorską, pełną karierę. Tymczasem pytana o wizję siebie samej w sportowym świecie, Weronika Noga ze skromnym uśmiechem spuszcza wzrok ze stwierdzeniem, żeby pozwolić czasowi działać.

(Jarosław Kania)
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone | 2017