REKLAMA

Bartek Pruss z... Gołąbka - tak się pracuje na sukces! WICEMISTRZ POLSKI!

13:23, 03.06.2017 | Jarosław Kania
REKLAMA
Skomentuj
Bartosz Pruss, fot. ze zbiorów prywatnych

Mieszkający na co dzień w Gołąbku Bartosz Pruss został w maju tego roku drugim wicemistrzem Polski w siatkówce. Reprezentujący bydgoskiego Chemika Borowiak ma za sobą krętą drogę do sukcesu.

Bartek Pruss nie kryje, że pierwsze fascynacje to piłka nożna. Pamiętamy, jak w meczach młodych piłkarzy Bartek stał na stoperze w drużynie Arkadiusza Gostomskiego. Teraz może szczycić się mianem drugiego wicemistrza Polski kadetów w siatkówce. Zanim jednak mógł cieszyć się z brązowego medalu na szyi, musiał przejść z drużyną przez sito eliminacji.
Cztery dni marca to walka w ćwierćfinałach po wygranej w województwie. Starcia z ekipami MDK Warszawa i AZS-em Olsztyn dały podwójną wiktorię, ale aby przejść do półfinału, trzeba jeszcze było wyjść z najmocniejszej grupy rozgrywek w Bydgoszczy. Pewne zwycięstwo po 3:0 z SUKSS Suwałki i MOS Wola Warszawa pozwoliły jechać do Częstochowy na kolejny, wyższy etap rozgrywek. 
Najbardziej zacięta walka przebiegała z Międzyrzecką Trójką Międzyrzec Podlaski. Ostateczna wygrana sprawiła, że tucholanin i jego ekipa, mając nóż na gardle, wygrali trzy sety z rzędu, przegrywając 0:2. 
- Wygraliśmy na tym etapie z Energetykiem Poznań, ale przegraliśmy z AZS Częstochowa. Na ten sam team trafiliśmy podczas bezpośredniej walki o medale. Wówczas porażka jednym setem sprawiła, że uwierzyliśmy w jakieś fatum, jeśli chodzi o zespół spod Jasnej Góry - opowiada młody siatkarz. 

Medal na szyi - powód do dumy

Od 3 do 7 maja tego roku w Olecku na Mazurach rozegrano ścisły finał mistrzostw Polski kadetów. Oprawa, uroczysta atmosfera, wielkie święto młodzieżowej siatkówki i przede wszystkim walka w każdym secie - te wszystkie wyznaczniki rozgrywek w niewielkim mieście sprawiły, że Bartek wspomina to jako największe wydarzenie sportowe w swoim życiu. Tucholanin w pięknej hali stanął na pozycji środkowego. Przyszedł czas na kolejne wyniki. Podwójne zwycięstwo dało wielką nadzieję na późniejszy sukces. Najpierw Bartek w szeregach Chemika wygrał 3:0 z Metrem Warszawa, potem z AZS Nysa. Porażka 0:3 sprowadziła bydgoszczan na ziemię. 
 - Kolejna klątwa to zespół Trefla Gdańsk. Wysoka przegrana trafiła nam się nie po raz pierwszy. Już wcześniej graliśmy chyba cztery sparingi z gdańszczanami, ale nigdy nie wygraliśmy. To po prostu lepsza drużyna. 
Najważniejszy mecz w wielkim finale to bój o III miejsce i wygrana z Jastrzębskim Węglem 3:1. Było bezpiecznie do drugiego wygranego seta. Później nastąpił zryw Ślązaków, którzy urwali zespołowi Bartka jednego seta. Ostateczny triumf i zajęcie trzeciego stopnia podium to już jednak rzecz Chemika Bydgoszcz, w szeregach którego medal odebrał także Borowiak. 
 - Medal mistrzostw Polski - to brzmi dumnie. Chwila wyjątkowa, gdy wstrzymuje się oddech. Chyba nigdy dotąd nie byłem bardziej szczęśliwy - podsumowuje Bartek. 

Niełatwo było wyjść w pierwszej szóstce

Obecnie Bartek jest uczniem pierwszej klasy XI Liceum Ogólnokształcącego Mistrzostwa Sportowego przy Zespole Szkół nr 9 im. Bydgoskich Olimpijczyków. Już w gimnazjum tata Bartka, Rafał Pruss, postanowił kontynuować drogę edukacyjną młodego sportowca właśnie szlakiem sportu. Jak wielka była determinacja obu mężczyzn, może świadczyć niezwykły fakt. 
 - W maju i czerwcu 2016 roku mój tato woził mnie regularnie na treningi do Bydgoszczy. Czekał na mnie, aż zakończę to, co muszę zrobić na parkiecie, po czym wracaliśmy do domu. Co ciekawego, dotąd myślałem, że dobrze gram w siatkówkę. Zdziwiłem się, kiedy zobaczyłem rzeczy, które dzieją się na parkiecie Chemika. Musiałem sobie utorować drogę do zespołu determinacją, treningami, konsekwencją. Moi obecni koledzy z zespołu trenują siatkówkę od czwartej klasy szkoły podstawowej. To mówi wszystko. Ja w ciągu roku zrobiłem na tyle dużo, by wychodzić do meczów w pierwszej szóstce. 
Obecnie Bartek trenuje w szkole i dwa razy w tygodniu na obiektach Chemika Bydgoszcz. Trening to także siłownia i psychologia sportowa. Co ciekawe, bohater artykułu podkreśla, że nauczyciele to ludzie nie tylko z dziennikiem pod pachą. Jeżdżą na mecze i kibicują. To ważne dla młodych siatkarzy będących także uczniami. 

Sam Michał Winiarski dostawał od niego piłki


Planów i marzeń Bartek ma wiele. Chciałby dostać się do Młodej Ligi (zaplecze ekstraklasy siatkarskiej). W następnym roku będzie już juniorem młodszym, więc również życzyłby sobie obecności w kadrze taj grupy wiekowej.  Na pytanie o idola odpowiedź jest jednoznaczna.
 - Michał Winiarski jako bydgoszczanin jest mi najbliższy. Swego czasu podawałem mu piłki i to było dla mnie wyróżnienie. Jeszcze coś: dziękuję rodzicom za wsparcie. Już teraz wiem i czuję, że to jeden z koniecznych warunków, by był ze mnie kiedyś wielki sportowiec.

Artykuł ukazał się tegorocznym 21. numerze "Tygodnika Tucholskiego".

 

(Jarosław Kania)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© tygodnik.pl | Prawa zastrzeżone | 2017